niedziela, 26 stycznia 2014

Zeszłoroczne denko

Ostatnio miałam wyjątkowo mało czasu na blogowanie. Nawet jak na mnie. Wieczory i w zasadzie każdą wolną chwilę dzieliłam między przygotowania do roczku mojego synka i pisanie publikacji. Z racji tego, że obydwa projekty już w zasadzie ukończone, mam w końcu czas dla siebie. I oczywiście dla Was!

Przez jesień i zimę jakoś nie mogłam się zmobilizować, aby zaprezentować Wam zużycia. Co prawda zbierałam je, ale nie miałam weny, żeby zrobić im zdjęcia i je opisać. Więc pora na to przyszła teraz. Zrobiło się tego sporo, więc podzielę post na dwie części, żeby Was nie zanudzić w jednym :)

Kremy Nivea to taka klasyka kremów drogeryjnych. W ubiegłym roku postanowiłam im dać szansę. Żel do mycia twarzy mnie nie zachwycił i tak też się stało z tym kremem na noc. Poza fajnym słoiczkiem niewiele mogę o nim powiedzieć. Rano miałam uczucie, że go z siebie zmywam. Marce Nivea już podziękujemy.




Ten zmywacz to makijażu już znałam i polubiłam. Dobrze się spisywał również tym razem. Gdy natrafię na promocję to go znowu kupię.

Jestem ciekawa innych wersji, ale naczytałam się, że ta jest najlepsza i trochę mi żal próbować. Koniec końców zawsze decyduję się na tę wersję, a potem żałuję, że nie spróbowałam pozostałych dwóch. 


O tym korektorze pod oczy już pisałam TU. Do samego końca zdania nie zmieniłam. W tej chwili mam dwa zamienniki. I obydwa lepsze.







To także był eksperyment. Średnio udany, niestety. Najgorzej nie było, ale w tej cenie są lepsze zmywaki. Raczej się nie skuszę na kolejne opakowanie.

Tego typu preparaty niestety się u mnie nie sprawdzają. Płyny micelarne albo dwufazówki to jednak dla mnie najlepsze środki do zmywania makijażu. A z Garniera to lubię tylko mleczko z serii różanej. Choć za mleczkami w sumie nie przepadam, to ich produkt akurat lubię.

Kremów drogeryjnych część dalsza. Tu już zdecydowanie lepiej niż w wypadku Nivea. Moje wrażenia opisałam TU.

Generalnie mam ochotę na więcej produktów tej marki. Bardzo mnie kuszą ich żele pod prysznic, bo wiele osób je chwali.


Żele do mycia twarzy z Biedronki mają swoich fanów, ale także przeciwników. Ja zaliczam się raczej do fanów. Choć przyznam, że ten, który kiedyś kupiłam jako pierwszy był najlepszy. Ale już nie pamiętam, który to był. W każdym razie żel myje dobrze i jest tani. Szukałam lepszego, ale chwilowo nie znalazłam.










Polecicie jakieś zamienniki do zużytych produktów?

wtorek, 7 stycznia 2014

Prezenty!!! :)

Boże Narodzenie minęło mi w tym roku wyjątkowo szybko. To były pierwsze Święta z synkiem. I były na prawdę magiczne. Oczywiście maluch jak zawsze był na pierwszym planie. Również w kwestii prezentowej ;)

Ale ja także nie mam na co narzekać. Dostałam całe mnóstwo wspaniałych prezentów. I postanowiłam trochę się nimi pochwalić.

1. Kremy AA Therapy - dwa do cery atopowej (nawilżający i odżywczy) oraz pod oczy.
 

2. Torebka C&A - moja poprzednia codzienna torebka dokonała swego żywota, więc potrzebowałam kolejnej. Ta bardzo mi się podoba, a do tego jest praktyczna i pomieści mój cały dobytek. Gdy wychodzę z domu to jak Nomad noszę ze sobą połowę domu.


3. Kremy Vichy - Idealia z gratisami i Liftactiv pod oczy


 4. Kryminały - Jo Nesbo (uwielbiam!) oraz Coben. Ta druga już przeczytana, a Nesbo w trakcie czytania.


5. Kubek termiczny - potrzebowałam takiego urządzenia do pracy. Wiecznie chodzę z kubkiem na zajęcia i zawsze się zastanawiam kiedy w końcu wyleję kawę na wejściówki. Poza tym często piję zimną kawę, bo gdy jest ciepła to nie mam czasu. 


6. Książki dzieciowe - bo takiej wiedzy nigdy za mało. Co prawda Mikołajowi wkradł się chochlik, bo chciałam dostać "Najszczęśliwsze dziecko w okolicy" ("niemowlę" już mam). Ale może da się coś z tym jeszcze zrobić ;)


7. Kupon na masaż - coś bardzo potrzebnego młodej mamie. Zwłaszcza jak dzieć sporo waży (w naszym przypadku ok 12 kg). Już się nie mogę doczekać!



Uwielbiam dostawać prezenty, ale chyba jeszcze bardziej lubię je przygotowywać dla innych. W tym roku z niecierpliwością czekałam na reakcje rodziny. Przygotowaliśmy dla nich kalendarze ze zdjęciami Jasia miesiąc po miesiącu. Wszyscy byli oczywiście zachwyceni.

 A dla Was Mój mały Mikołajek :)


czwartek, 2 stycznia 2014

Pat&Rub ekoAmpułka 1 - recenzja w ramach HexxBoxa :)

Zapewne część z Was zauważyła moją nieobecność ostatnio w blogosferze. Święta i związane z nimi obowiązki zajęły mnie na tyle, że niestety na nic innego nie wystarczyło mi czasu. Bardzo Was za to przepraszam i obiecuję poprawę. Tak w ramach postanowień noworocznych ;)


Ale dzisiaj nie o Świętach, ani nie o Nowym Roku. Dzisiaj będzie recenzja w ramach HexxBoxa. Dla tych, którzy pierwszy raz o tym słyszą polecam lekturę tej strony KLIK. HexxBox to inicjatywa Asi z bloga 1001pasji.com. Jego autorka umożliwia swoim czytelniczkom recenzję różnych kosmetyków. Mnie również udało się wziąć udział w tej inicjatywie, z czego jestem bardzo zadowolona. 

Do recenzji otrzymałam dowolny produkt marki Pat&Rub. Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z tą marką, ale sporo się o niej naczytałam. Śledząc blog Asi natrafiłam na recenzje ekoAmpułek. Skuszona pozytywną opinią, wybrałam ekoAmpułkę 1


Paczka przyszła do mnie przepięknie zapakowana. Do tego otrzymałam całe mnóstwo gratisów. Byłam tym oczarowana!


Do Ampułki dołączony został zestaw maseczek na twarz. Są to takie maseczki w formie sprasowanych tabletek, które pod wpływem wilgoci pęcznieją i wtedy możemy je rozwinąć. Bardzo fajna sprawa. Choć lepiej się wtedy nie pokazywać dzieciom, bo mogą mieć koszmary :P


EkoAmpułka zapakowana jest w schludny kartonik opatrzony wszelkimi potrzebnymi informacjami, w tym obietnicami producenta. TU możecie sobie posłuchać, jak Kinga Rusin opowiada o całej serii ekoAmpułek. 



W pudełku znajdziemy szklany pojemnik o dosyć prostym designie. Wszelkie najpotrzebniejsze informacje są także tu. Producent deklaruje, iż serum ma koić, napinać, nawilżać, wygładzać i likwidować zaczerwienienia. A to wszystko za sprawą kwasu hialuronowego (wysoko i niskocząsteczkowego), ekstraktu z maruny nadmorskiej oraz wody różanej. Rzeczywiście zapach różany jest mocno wyczuwalny. Wszystko 100% natury i ekologiczne.

 

Produkt jest przeznaczony do skóry suchej i wrażliwej. Można go używać na skórę twarzy oraz szyi, zarówno na dzień, jak i na noc. Serum nakładamy pod krem. Można go także użyć razem z dołączonymi maseczkami.


Do nakładania serum służy tzw. pipetka. Choć mnie to się z pipetką nie kojarzy. Dla mnie to zakraplacz. Prawdę mówiąc to używamy takich na pracowni studenckiej, więc jego obsługa nie sprawiała mi trudności. Zresztą jest to dziecinnie proste. Zwyczajnie naciągamy produkt, a potem go wypuszczamy w dowolnej ilości. Nie zawsze działa idealnie, ale to jest spowodowane konsystencją samego serum. Sam zakraplacz dla mnie jest rozwiązaniem niezłym. Pozwala na odmierzanie produktu bez pakowania paluchów do środka, dzięki czemu nie przenosimy tam swoich bakterii i innych zanieczyszczeń. Ja zazwyczaj nakładałam sobie odpowiednią ilość zakraplaczem na wierzch dłoni i potem na twarz.


Konsystencja serum jest niby żelowa, ale w sumie dosyć rzadka. Świetnie się rozprowadza i bardzo szybko wchłania. Zapach jest różany, ale w stylu ampułek przywożonych z Bułgarii z olejkiem różanym. Nie jestem fanką takich zapachów, ale też mi on nie przeszkadza. Nie jest jakoś szalenie intensywny toteż nie powinien nikomu przeszkadzać. A miłośniczkom tego typu zapachów może wręcz umilić pielęgnację.


I na samym końcu dochodzimy do efektów. Po nałożeniu serum skóra jest napięta. Silnego nawilżenia nie poczułam. Ale ewentualne podrażnienia zostały zniwelowane. Próbowałam także nakładać serum bez kremu. Zdaje egzamin. Aczkolwiek w wypadku mojej cery nie mogę wtedy nałożyć makijażu. Raz spróbowałam i podkład mi się łuszczył. Katastrofa. Kiedy zaś nakładałam je na noc, rano cera była dużo bardziej wypoczęta i jasna. 

Jeżeli zaś chodzi o dołączone maseczki to mam wrażenie, że moja twarz jest mało wymiarowa. Bo prawdę powiedziawszy średnio pasowały. Strasznie mi się podobało ich przygotowywanie i to jak pęczniały po namoczeniu w toniku. Efekt na twarzy jest inny niż po nałożeniu serum. Skóra nie jest napięta, ale efekty nie są jakoś bardziej spektakularne. Może gdybym miała tonik z Pat&Rub to byłoby lepiej. Użyłam w tym celu toniku Melisa firmy Uroda.

Bardzo się cieszę, że mogłam przetestować ekoAmpułkę. Wprawdzie nie okazała się moim hitem, to jednak jej właściwości są póki co niezastąpione. To co mnie najbardziej zawiodło to, że efekt nie utrzymuje się po zakończeniu kuracji. Może po prostu moja skóra jest bardziej wymagająca. Dla porównania zakupiłam ampułki zawierające kwas hialuronowy. Za jakiś czas postaram się przedstawić Wam jak one się sprawdziły. Przygotowanie tej recenzji zajęło mi sporo czasu, bo próbowałam ją przetestować w połączeniu z różnymi kremami. Najlepsze rezultaty osiągnęłam podczas nakładania serum solo na noc oraz w połączeniu z kremem Dermedic Hydrain2.

POJEMNOŚĆ: 30 ml
WYPRODUKOWANO: w Polsce
DOSTĘPNOŚĆ: Sephora oraz sklep internetowy Pat&Rub
CENA: ok. 180 zł

Aktualnie jest promocja na wszystkie ekoAmpułki - do końca stycznia -15% na pielęgnację twarzy. Dobra okazja, aby poznać te produkty!

Znacie ekoAmpułki? Sprawdziły się u Was?

niedziela, 8 grudnia 2013

Green Pharmacy - krem do stóp gojący

Moje stopy, jak zresztą całe ciało, są bardzo suche. Ale gdy pamiętam o codziennym nakładaniu kremu to nie jest źle. Nauczyłam się także, że pumeksy i inne tarki są mi zbędne jeśli tylko wystarczająco często stosuję kremy. Latem borykam się z największym przesuszeniem, ale i zimą staram się nie zapominać o pielęgnacji tej części ciała. Zresztą jak skóra jest odpowiednio odżywiona to zimą jest zwyczajnie cieplej :) Serio. Więc warto dbać o stópki nie tylko latem!

W ramach dbania o stopy lubię testować nowe kremiki. I jakiś czas temu wpadł mi w ręce krem Green Pharmacy - krem do stóp gojący przeciw pęknięciom z olejkiem z orzechów włoskich i ekstraktem z babki szerokolistnej. Wiem, że sporo z Was lubi kosmetyki tej marki, a ja ich nigdy nie próbowałam, więc postanowiłam dać im szansę.

 

Opakowanie jest jak dla mnie takie sobie. Ale powiedzmy, że estetyka w kremie do stóp jest, przynajmniej dla mnie, mało ważna. Jeśli krem działa to może nawet mieć białą tubkę z napisem "krem do stóp". Opakowanie, które mnie udało się kupić było promocyjne i zawiera 25% gratis (czyli 75 ml kremu).


Ku mojemu zdziwieniu "instrukcja obsługi" kremu wskazuje, iż jest to kosmetyk do stosowania na noc. Nigdy wcześniej nie miałam kremu do stóp, który należałoby stosować o określonej porze dnia. Prawdę mówiąc niezbyt się do tego stosowałam. Używałam go po prostu wtedy, kiedy miałam na to czas. Nie mam pojęcia czy miało to jakiś wpływ na jego działanie. Sądzę, że niewielki.


Jeżeli chodzi o skład to jest całkiem nieźle. Na trzecim miejscu mamy mocznik, który ma bardzo silne właściwości nawilżające. Olejek z orzechów włoskich także znajduje się wysoko w składzie. Poza tym mamy też wyciąg z babki zwyczajnej, lanolinę, alantoinę, olejek z jodły pospolitej i olejek z drzewa herbacianego. Nie jestem znawcą składów, ale wydaje mi się, że to na prawdę ciekawy skład. Zwłaszcza jak na tę półkę cenową.


Opakowanie to tradycyjna tubka z zakrętką. Plastik jest miękki, więc i pod koniec da się wycisnąć resztki kremu. Otworek nie jest za duży, więc bez problemu można wycisnąć odpowiednią ilość kremu. Nie ma obawy przed niekontrolowanym wypływem połowy tubki. Sprzyja temu także konsystencja, która jest, nazwałabym to, średniogęsta. Niby dosyć gęsta, ale podczas rozsmarowywania szybko się wchłania. Dla mnie super.


Kremik choć bogaty zarówno pod względem składników, jak i konsystencji, szybko się wchłania i przyjemnie stosuje. Zapach jest ziołowo-sosnowy. Mnie to nie przeszkadza. Podsumowując bardzo ten krem polubiłam. Moje stopy również. Nie mam już takich problemów z pękającymi piętami i suchą skórą. Krem nie pozostawia też tłustej warstwy, co bardzo mi w niektórych preparatach przeszkadzało. Moim zdaniem warto spróbować. Zwłaszcza za takie pieniądze. Podobno jego brat z kwasami AHA jest o niebo lepszy, a ten ma być kiepski. Mnie się sprawdził, a tamtego nie znam.

POJEMNOŚĆ: 50 ml + 25 ml
WYPRODUKOWANO: w Polsce
DOSTĘPNOŚĆ: na pewno Rossmann, a pozostałe drogerie to nie wiem
CENA: ok. 5 zł

piątek, 6 grudnia 2013

Mikołajkowo! :D

Moje Drogie!
Dzisiaj życzę Wam wszystkiego Mikołajowego :)

Mikołajki w tym roku są dla mnie wyjątkowe z dwóch powodów. Po pierwsze to pierwsze Mikołajki mojego synka. Co prawda jeszcze nic z tego nie rozumie, ale jednak są. A drugim powodem jest udział w akcji zorganizowanej przez Asię z bloga 1001 Pasji (KLIK) pt. "Mikołajki z Hexx". 


Pamiętacie klasowe Mikołajki, gdzie losowało się swoją parę, której zrobimy prezent? Coś podobnego przygotowała dla nas Hexx. Swoją drogą, jeżeli jeszcze nie znacie jej bloga to koniecznie musicie nadrobić tę zaległość, bo to na prawdę świetny i wartościowy blog. A autorka jest wspaniałą i ciekawą osobą, którą po prostu warto poznać. Wracając do tematu, akcja mikołajkowa miała na celu przygotowanie paczki dla swojej pary. Mnie przypadło w udziale przygotowanie paczuszki dla Patrycji z bloga http://skleping-mode-on.blogspot.com/. Przygotowanie prezentu dla osoby, której się nie zna jest nie lada wyzwaniem. Zwłaszcza, że aktualnie głowię się nad prezentami dla męża, którego przecież znam świetnie. 

Moja paczuszka przybyła do mnie już w listopadzie, ale postanowiłam poczekać z jej prezentacją do Mikołajek. Przyznam, że dawno tak nie czekałam na żaden prezent. To było na prawdę fajne. I rozpakowywanie także. A oto co przygotowała dla mnie Patrycja:



W paczuszce znalazły się:
1. Serum liftingujące do biustu Tołpa - ten produkt bardzo mnie ucieszył, bo właśnie czegoś takiego potrzebowałam. Powiedzmy sobie szczerze - karmienie nie wpływa korzystnie na jędrność biustu. Także małe wspomaganie po jego zakończeniu się przyda.  

2. Loreal pigment w kolorze granatowym - odcienie niebieskiego to nie są moje kolory, ale na pewno go wypróbuję. Ma być dla mnie natchnieniem do sylwestrowego makijażu. Nie wiem czy gdziekolwiek się w tym roku wybiorę, ale zobaczymy :) A pigment może wykorzystam do robienia kresek, bo wydaje mi się, że w tej roli się sprawdzi.

3. Dwie saszetki: maseczka Tołpa i maseczka do stóp Perfecta - nie znam tych produktów, więc chętnie wykorzystam :)


Oprócz tego paczka kryła w sobie wiele próbek. Znalazło się coś nawet dla mojego Jasiula. W ramach "słodkości" dostałam białą herbatę z liczi i czekoladę. Całość zapakowana była w czerwoną świąteczną skarpetę. Urocze :) Nigdy nie miałam takiej skarpety.

Cała akcja była świetnym pomysłem. Bardzo dziękuję Asi, że mogłam wziąć w niej udział. Dziękuję za czas i wysiłek, który temu poświęciła. Jesteś cudowna :* Dziękuję także Patrycji za świetna paczkę. Buziole dla Ciebie :*

A dla Was jeszcze raz WSZYSTKIEGO MIKOŁAJOWEGO !!!

poniedziałek, 25 listopada 2013

Dermedic Hydrain2 - krem nawilżający o przedłużonym działaniu

Kilkukrotnie już planowałam zakup tego kremu, ale jakoś zawsze rezygnowałam. W końcu jednak wpadł w moje ręce za sprawą mojego męża. Dostałam go w prezencie za pierwszy ząbek mojego dziecka. Większość z Was pewnie teraz nic nie rozumie z tego co napisałam :P Otóż jest taki zabobon, że osoba, która pierwsza znajdzie pierwszy ząbek u dziecka dostaje prezent (w wersji, którą znam jest to sukienka, ale nie obstawałam przy tym). Jak dla mnie piękna tradycja, bo przecież prezenty cieszą zawsze i w każdej ilości. Także radość podwójna, bo i ząbek się pojawił i kremik w moje łapki wpadł. A mowa o Dermedic Hydrain 2 - kremie nawilżającym o przedłużonym działaniu.


Całe wydarzenie miało miejsce już 4 miesiące temu, co niezmiennie przypomina jak szybko ucieka czas. Miałam sporo czasu na to, aby przetestować ten produkt. Ostatnimi czasy nawet mój mąż mi go podbiera, bo jego krem się skończył. Bardzo podoba mi się opakowanie tego kremu. Jest proste i bardzo praktyczne - szklany słoiczek z plastikową nakrętką. Wszystko było zamknięte w kartoniku, który uległ uszkodzeniu i nie nadawał się do zdjęć.

Krem ma za zadanie nawilżyć naszą cerę, a z racji tego, iż jest on kremem o przedłużonym działaniu, ma tę cerę nawilżyć na dłużej. Z tego co ja rozumiem, to zwyczajnie ma pozostać nawilżona przez cały dzień, aż do kolejnej aplikacji kremu. Ponadto na opakowaniu jest informacja, iż można go stosować nawet podczas leczenia trądziku różowatego i młodzieńczego. Producent obiecuje utrzymanie wody w głębszych warstwach naskórka, łagodzenie podrażnień, zmniejszenie zaczerwienień i likwidację wolnych rodników.

 

Moja cera lubi się przesuszać. W zasadzie to dopiero się uczę jak ją prawidłowo pielęgnować i jeszcze całkowicie się nie zgrałyśmy. Liczyłam na to, iż ten krem idealnie wpisze się w jej potrzeby, ale niestety tak się nie stało. Rzeczywiście skóra była dobrze nawilżona. Podrażnień ani zaczerwienień nie było (ale też nie mam do nich tendencji). Jednak efektu wow także nie zaobserwowałam. Nie poprawił stanu mojej skóry, ani nie zapewnił jej odpowiedniego nawilżenia na dłużej. Być może powinnam go stosować z dużo większą częstotliwością - używałam go jako kremu na dzień, sporadycznie jako kremu na noc (w tej roli korzystałam z oferty Lirene KLIK).

 

To co mi chyba najbardziej przeszkadzało to konsystencja. Podczas rozprowadzania miałam uczucie, jakby ten krem wcale się z moją skórą nie lubił, bo tak niesympatycznie się po niej mazał.  Kiedy w końcu udaje mi się go całego rozprowadzić to czuję, że go mam na skórze. Wchłania się przez dłuższą chwilkę do matu, ale pozostawia uczucie pokrycia skóry jakby tłustą warstewką. Domyślam się, iż ma to chronić skórę przed utratą wilgoci. Mnie to trochę przeszkadza, ale najczęściej nakładam na twarz podkład, więc już tak mocno tego nie odczuwam.Jestem z niego średnio zadowolona i więcej po niego nie sięgnę. Być może powinnam dać mu kolejną szansę, ale znam siebie i wiem, że jeśli jakiś element pielęgnacji nie sprawia mi przyjemności, to będę unikała tego kroku. A ten krem zdecydowanie nie uprzyjemniał mi porannego rytuału.

 

Polskie dermokosmetyki zyskują coraz większą popularność. Bardzo mnie to cieszy, bo jednak wolę korzystać z produktów wyprodukowanych w naszym kraju. Zwłaszcza jeśli jakościowo także nie odbiegają od zagranicznych.

POJEMNOŚĆ: 50 g
WYPRODUKOWANO: w Polsce
DOSTĘPNOŚĆ: apteki stacjonarne i internetowe
CENA: ok.40 zł (w promocji w SP nawet 10 zł)

niedziela, 24 listopada 2013

Demakijaż z Perfectą - o mleczku micelarnym 3w1

Demakijaż to zawsze moja najmniej ulubiona chwila dnia. Czasem nawet zdarza mi się rezygnować całkowicie z makijażu właśnie ze względu na demakijaż. Po prostu tego nie lubię. Dlatego szukam produktów, które mi ułatwią sprawę. W ten sposób natrafiłam na produkt Perfecty - micelarne mleczko 3w1 do demakijażu twarzy i oczu. Nie lubię mleczek. Próbowałam kilku i się u mnie nie sprawdziły. Zdecydowanie wolę płyny micelarne czy też dwufazówki. Czy połączenie mleczka i płynu micelarnego się sprawdziło? Zapraszam do czytania :)

 

Zwróciłam uwagę na ten produkt ze względu na nietypowe opakowanie. Buteleczka jest nieduża, pękata i zakończona zatrzaskiem. Był to całkowicie zakup w ciemno. Nie czytałam recenzji, ale postanowiłam spróbować. 


Składu analizować nie będę. Niestety produkt zawiera parabeny. Producent deklaruje, iż produkt jest hipoalergiczny. Mnie nie uczulił. Ale nie jestem szczególnie wrażliwa.

W wypadku tego produktu otrzymujemy bardzo dużo obietnic: produkt hipoalergiczny, łączący działanie mleczka, płynu micelarnego, toniku i kremu, ma ekspresowo usuwać makijaż (nawet wodoodporny), nawilżać i do tego być wydajny. Trochę mi się to kojarzy z super-ekstra-mega-bajeranckim balsamem pod prysznic znanej marki, który to w moim wypadku okazał się super-ekstra-mega-badziewiasty. Czy ten produkt się broni?


Konsystencja produktu rzeczywiście przypomina mleczko połączone z płynem micelarnym. W zasadzie to wygląda dokładnie tak jakby ktoś te dwa produkty wymieszał ze sobą. Produkt jest dosyć rzadki i dobrze wsiąka w wacik. Łatwo się nim przeciera twarz. Mam zastrzeżenia do opakowania, bo ciężko się z niego wylewa produkt. Przynajmniej mnie się zawsze rozleje. Przydałby się jakiś dziubek czy coś.


Poza tym samo opakowanie mi się podoba. Jest nieduże i zgrabne. Ładnie wygląda i wygodnie się je trzyma. Zamknięcie też jest solidne. Poza tym rozmiar pozwala go ze sobą wszędzie zabrać.

Co do działania - tu pokładałam największe nadzieje. I powiem, że nie jest źle. Zazwyczaj produkty do wszystkiego okazują się do niczego. Oczekiwałam od tego produktu przede wszystkim szybkiego i bezbolesnego demakijażu. Pozostałe obietnice wsadziłam między bajki. Od nawilżania mam krem. Muszę przyznać, że demakijaż jest całkiem przyjemny. Micelo-mleczko radzi sobie nieźle nawet z kredkami żelowymi. Wodoodpornego makijażu nie wykonuję, więc tu nie mogłam go sprawdzić, ale przy zwykłym poradził sobie nieźle. Może tak zupełnie bez tarcia się nie obyło, ale i tak było nieźle. Eksperyment uważam za udany. Ideał to nie jest, więc szukam dalej.Gdybym miała go ocenić to byłaoby to 4-.


POJEMNOŚĆ: 145 ml
WYPRODUKOWANO: w Polsce
DOSTĘPNOŚĆ: drogerie stacjonarne i internetowe
CENA: ok.15 zł
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...