Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niekosmetycznie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niekosmetycznie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 stycznia 2014

Prezenty!!! :)

Boże Narodzenie minęło mi w tym roku wyjątkowo szybko. To były pierwsze Święta z synkiem. I były na prawdę magiczne. Oczywiście maluch jak zawsze był na pierwszym planie. Również w kwestii prezentowej ;)

Ale ja także nie mam na co narzekać. Dostałam całe mnóstwo wspaniałych prezentów. I postanowiłam trochę się nimi pochwalić.

1. Kremy AA Therapy - dwa do cery atopowej (nawilżający i odżywczy) oraz pod oczy.
 

2. Torebka C&A - moja poprzednia codzienna torebka dokonała swego żywota, więc potrzebowałam kolejnej. Ta bardzo mi się podoba, a do tego jest praktyczna i pomieści mój cały dobytek. Gdy wychodzę z domu to jak Nomad noszę ze sobą połowę domu.


3. Kremy Vichy - Idealia z gratisami i Liftactiv pod oczy


 4. Kryminały - Jo Nesbo (uwielbiam!) oraz Coben. Ta druga już przeczytana, a Nesbo w trakcie czytania.


5. Kubek termiczny - potrzebowałam takiego urządzenia do pracy. Wiecznie chodzę z kubkiem na zajęcia i zawsze się zastanawiam kiedy w końcu wyleję kawę na wejściówki. Poza tym często piję zimną kawę, bo gdy jest ciepła to nie mam czasu. 


6. Książki dzieciowe - bo takiej wiedzy nigdy za mało. Co prawda Mikołajowi wkradł się chochlik, bo chciałam dostać "Najszczęśliwsze dziecko w okolicy" ("niemowlę" już mam). Ale może da się coś z tym jeszcze zrobić ;)


7. Kupon na masaż - coś bardzo potrzebnego młodej mamie. Zwłaszcza jak dzieć sporo waży (w naszym przypadku ok 12 kg). Już się nie mogę doczekać!



Uwielbiam dostawać prezenty, ale chyba jeszcze bardziej lubię je przygotowywać dla innych. W tym roku z niecierpliwością czekałam na reakcje rodziny. Przygotowaliśmy dla nich kalendarze ze zdjęciami Jasia miesiąc po miesiącu. Wszyscy byli oczywiście zachwyceni.

 A dla Was Mój mały Mikołajek :)


poniedziałek, 30 września 2013

CZYTELNIA - ODSŁONA DRUGA

Mój komputer prawie umarł. W zasadzie od dwóch dni nie jest na chodzie. Dysk twardy odmówił posługi. Czekam na zakup nowego i odzyskanie danych ze starego. Niestety najnowsze zdjęcia są na nim i póki co nie mogę ich zgrać i zrobić postów. Stąd pomyślałam, że pora na kolejną odsłonę Czytelni. Mam nadzieję, że Was to zainteresuje :) Myślę też o postach z filmami, bo oglądam ich całą masę z mężem, bo po prostu uwielbiam filmy :D Co Wy na to?

1. Jodi Picoult "Przemiana"

Źródło: empik.com
Książki tej autorki odkryłam przypadkiem. Już sama nie pamiętam kiedy. Pierwsza była "Bez jej zgody" i czytałam ją będąc w Irlandii. Lubię tę autorkę. Odpowiada mi jej styl i tematyka. W swoich powieściach porusza tematy trudne i skłaniające do dyskusji. "Przemiana" to opowieść o śmierci, religii, przebaczeniu i prawdzie. Przekonujemy się, że nic nie jest oczywiste i takie jakim nam się wydaje. Lubię to, że te książki skłaniają mnie to zastanowienia się, co ja bym zrobiła w takiej sytuacji. I często ciężko mi znaleźć odpowiedź na to pytanie, choć tak łatwo przychodzi ocenianie innych. Głównym bohaterem jest Shay - morderca dziewczynki i jej ojczyma. Skazany na śmierć. Historię poznajemy z kilku stron - mordercy, matki i żony ofiar, ławnika. I to także lubię u Picoult. Pokazuje nam różne strony tej samej opowieści.
Obecnie czytam "Krucha jak lód". Mały zgrzyt. Jedna scena jest prawie identyczna jak w "Przemianie". Podejrzewam, że autorka wzorowała się na prawdziwym wydarzeniu i stąd ta "wpadka".

Moja ocena: 4.5/5



2. Kate  Morton "Milczący zamek"

Źródło: empik.com


Tę powieść pożyczyła mi koleżanka. Długo nie mogłam jej dokończyć. Choć bardzo mi się spodobała, jakoś tak nie mogłam przebrnąć dalej, bo ciągle było coś ważniejszego. Ale bardzo się cieszę, że w końcu ją przeczytałam, bo to bardzo fajna książka. Jest to opowieść o trzech siostrach, sile ich wzajemnej miłości, o zamku i jego tajemnicach, o rodzinnych więzach i o sile przypadku, który może zmienić życie wielu osób. Historia bardzo wciągająca i ciekawa. Jest to raczej babska literatura. Wspaniale komponuje się z ciepłą herbatą i deszczem za oknem. Choć ja czytałam ją w letnie dni na ławce w parku :)

Moja ocena: 4.5/5





 

 

3. Markus Zusak "Złodziejka książek"

Źródło: empik.com
Po pierwsze musicie wiedzieć, że uwielbiam literaturę wojenną związaną z obozami, Holocaustem i ogólnie losami poszczególnych ludzi z tego okresu. Być może to dla kogoś dziwne, ale po prostu mnie to ciekawi. Nawet jeśli są to książki wysoce ciężkostrawne i przygnębiające. "Złodziejka książek" taka nie jest. Opowiada historię dziewczynki żyjącej w hitlerowskich Niemczech. Pokazuje świat wojny widziany oczami dziecka i to dziecka niemieckiego. Zastanawiam się jak Wam opowiedzieć o tej książce jednocześnie nie opowiadając jej Wam. Może zamiast o treści opowiem o tym co ja czułam. Przede wszystkim strasznie podobała mi się forma przedstawienia powieści - tu bez szczegółów, bo to trzeba samemu zobaczyć. Bywa momentami na prawdę zabawna, a momentami wzruszająca. Myślę, że jeszcze do niej wrócę. To nie jest książka o wojnie, a o miłości. Ale takiej do drugiego człowieka, nie o romansie. I o człowieczeństwie. Polecam!

Moja ocena: 5/5


Niedawno wróciłam do pracy, więc czasu na czytanie mam już bardzo mało. Teraz w wolnych chwilach będę niestety czytać publikacje naukowe. A tych raczej Wam tutaj recenzować nie będę ;) Jednak myślę, że utrzymam ten kącik czytelniczy, bo zawsze znajdę coś o czym mogłabym Wam napisać.

A czy Wam coś dobrego wpadło ostatnio w ręce?

wtorek, 17 września 2013

Czytelnia - czyli lektury ostatnich tygodni

Pogoda nie dopisuje. Za oknem deszcz i zimno, a taka pogoda nadaje się idealnie, aby się zaszyć w fotelu z ciepłą herbatą i książką. Stąd też naszło mnie na mały kącik czytelniczy "Czytelnia". Chciałabym Wam przedstawić krótkie, bardzo subiektywne recenzje ostatnio przeczytanych książek. Może spodobają Wam się tego typu posty :)

1. Philippa Gregory "Władczyni rzek"

To jak dotąd moja druga przeczytana książka tej autorki (obok nader oczywistych "Kochanic króla"). Zawsze wydawało mi się, że tego typu książki nie są dla mnie. Nie lubiłam historii i książek o niej traktujących. Być może człowiek się z wiekiem zmienia, a być może sprawił to nieodparty urok literatury Pani Gregory, jednakże muszę przyznać, że czytam te powieści z zapartym tchem. Nie jest to co prawda literatura historyczna, choć sama autorka historykiem jest i na badaniach historycznych swoje powieści opiera. Niemniej jednak spora dawka historii zostaje nam tu przemycona. To tak słowem przydługiego wstępu na temat całej serii, a teraz może kilka słów o samej książce. Opowieść dotyczy Jakobiny Luksemburskiej i jej życia. Rzeczywistość XV-wiecznej Anglii oglądamy oczami głównej bohaterki. Razem z nią przeżywamy wzloty i upadki, miłość, rozstania i wojnę. Poznajemy dwór królewski od podszewki, ale także możemy się przyjrzeć życiu zwykłych mieszkańców tego kraju. Książka napisana bardzo przystępnie. Czyta się lekko i przyjemnie. 
Polecam :) 

Moja ocena: 4/5


2. Harlan Coben "Schronienie"

Źródło: matras.pl
Książek Cobena mam całą półkę. W zasadzie czytałam wszystkie. Lubię. Bo czyta się szybko, łatwo i przyjemnie. Tylko bardzo często jak patrzę na tytuł to nie pamiętam o czym była fabuła. I tak mam w tym wypadku. Dopiero po chwili zastanowienia i przeczytaniu opisu sobie przypomniałam. W jakimś stopniu świadczy to o tym, jaki ta literatura wywiera na mnie wpływ. Ale chyba nie tego oczekuję sięgając po tego typu książki ;) Ma być przyjemnie i wciągająco. I mam zapomnieć o czekającym na mnie prasowaniu :P Działa? Działa. I tak ma być. A "Schronienie" rozpoczyna kolejną serię, tym razem o bratanku Myrona Bolitara, Mickey'u. Główny bohater ma w życiu, oględnie mówiąc, przechlapane. Ojciec nie żyje. Matka na odwyku. A on w nowej szkole. I tu pojawia się światełko w tunelu. Poznaje śliczną Ashley, w której się zakochuje. Na dodatek z wzajemnością. Ale, że jest to powieść, bądź co bądź z gatunku sensacyjnych, dziewczyna znika. Chłopak za wszelką cenę stara się ją odnaleźć. Do tego okoliczna wariatka twierdzi, że jego ojciec żyje. I na tym zamilknę, bo może ktoś zechce tę książkę przeczytać :) Trochę mi się ona kojarzy z literaturą dla młodzieży, albo z amerykańskimi serialami o tym samym przeznaczeniu. Ale mimo wszystko przeczytam kolejny tom. Choć przyznam, że jak dla mnie Coben ma już tak utarty schemat tych książek, że czasem mnie to męczy. I uwaga edytorska - czy na prawdę zamiast robić gigantyczne litery i przepastny odstęp nie można tego wydać normalnie? Jasne, będzie to cienka książka, ale po co na siłę ją pogrubiać? 

Moja ocena: 3/5


3. Michael Crichton "Andromeda znaczy śmierć"

Źródło: sprzedajemy.pl
Choć oglądałam niezliczoną ilość seriali i filmów Crichtona, jak choćby "Ostry dyżur" (tak, widziałam wszystkie serie :D), to nigdy nie zetknęłam się z jego książkami. Do lektury tej namówił mnie mąż. I bardzo mu za to dziękuję, bo była to bardzo przyjemna lektura. Jest to książka z gatunku Technothriller, który w zasadzie zapoczątkował Crichton. W pewnej miejscowości spada satelita wojskowy. Wkrótce okazuje się, że wszyscy mieszkańcy zginęli tajemniczą śmiercią. Dwóch mężczyzn ma za zadanie sprawdzić co się stało, ale sami także giną. Dopiero specjalna grupa badawcza odkrywa, że nie wszyscy zginęli. Przy życiu pozostał stary alkoholik i niemowlę. Tajemniczy wirus stanowi teraz zagrożenie dla ludzi. Nie będę zdradzać dalszej fabuły, bo to trzeba przeczytać samemu :) To co mi się w tej książce podobało, poza samym pomysłem, to narracja. Crichton w bardzo szczegółowy sposób opisuje naukowe elementy powieści. Bardzo mi się to podoba. I nie jest to bełkot pseudonaukowy. Polecam. 

Moja ocena: 4/5 


Myślę, że na dzisiaj to wszystko. Następnym razem (o ile spodobają się Wam tego typu posty) przedstawię Wam kolejne przeczytane ostatnio książki.

A może Wy możecie mi coś polecić? :)

środa, 5 czerwca 2013

Wygrane konkursidła i takietam :)

Ostatnio mam jakieś całkiem spore szczęście. Udało mi się wygrać dwa rozdania na FB. Pierwsze z nich było zorganizowane przez Hexxannę, autorkę bloga 1001 pasji [KLIK]. W sumie dopiero niedawno tam trafiłam, a sama nie wiem dlaczego tak późno. Blog jest świetny i na prawdę bardzo serdecznie Wam go polecam. Jest co poczytać, a i recenzje są rzetelne i dokładne. Autorka zaś to niesamowicie sympatyczna osoba, z którą można ciekawie podyskutować. Jeśli nie znacie tego miejsca, to koniecznie musicie tam zajrzeć!

Nagrodą w rozdaniu była miniaturka maskary Benefit They're Real! Ale Asia uszczęśliwiła mnie mnóstwem próbek i pachnącym woskiem. Jak otworzyłam paczuszkę to byłam po prostu zachwycona! Zresztą zobaczcie same :)


Wszystko było wspaniale zapakowane. Najbardziej (poza nagrodą) ucieszyła mnie próbka olejku z drzewa herbacianego TBS, bo zawsze go chciałam wypróbować :)


DZIĘKI, HEXX!!

Kolejna z przesyłek dotarła do mnie dzisiaj. A otrzymałam ją od Ani z bloga Jedwabna strona życia [KLIK].   Ten blog także dopiero niedawno odkryłam i bardzo polubiłam, także zaglądajcie, jeśli nie znacie :) Wygraną w jej rozdaniu był pomarańczowy błyszczyk Pat&Rub. Nagroda wielce mnie ucieszyła, bo nigdy nie miałam nic tej firmy, a tyle się naczytałam, że bardzo chciałam wypróbować. A ten błyszczyk był przez wiele osób bardzo polecany, więc tym bardziej radość była ogromna.


Pierwsze wrażenia są bardzo pozytywne. Zapach jest obłędny. Zwłaszcza, że od kiedy pojawił się Jaś nie jadłam ani nie piłam nic pomarańczowego (wyobrażacie sobie?). Także odpływam :D


DZIĘKI ANIU! :)

A z takichtam informacji to chciałam Wam powiedzieć, że niedawno mój blog wystąpił w serii "piątek z blogującą mamą" na popularnym blogu Dzieciowo.pl [KLIK]. Zrobiło mi się bardzo miło, bo czytam ten blog od kiedy jestem w ciąży (przeczytałam o nim w jednej z gazetek dzieciowych). Tematyka jest mi teraz bardzo bliska, ale poza tym blog jest bardzo fajnie napisany. Autorka ma bardzo lekkie pióro. Do tego jej komentarze są na prawdę zabawne. A i sporo recenzji się znajdzie. Ja także dorzucam swoje :) Polecam wszystkim mamuśkom, ale i pozostałym osobom też :) Zwłaszcza krótkie notki pt. Szybciorem. 

KLIK - link do atrykułu :)

niedziela, 5 maja 2013

Majóweczka :)

To był bardzo udany weekend. Naładowałam akumulatorki. Spędziliśmy sobie całe 5 dni razem. Mama, Tata i Jaś. A na sam koniec dopisała nam pogoda i ruszyliśmy na spacer w teren :)

Pojazd terenowy :)

Jestem już gotowy na spacer, a Wy?



Po dniu pełnym wrazeń czas na relaks i kąpiel.

Udanego tygodnia!

piątek, 8 lutego 2013

Powrót z wielką zmianą :)

Po ostatnim rozdaniu nagle zamilkłam. Udało mi się na szczęście podać wyniki...i następnego dnia wylądowałam na porodówce. 23 stycznia o godzinie 18.25 na świat przyszło moje szczęście - synek Jaś. Ważył 3240 g i miał 53 cm wzrostu. Od razu nas w sobie rozkochał. Rodzina oszalała :)

Teraz ma już ponad 2 tygodnie, a my powoli przyzwyczajamy się do nowego trybu życia. Zaczynam też mieć więcej czasu dla siebie. Postanowiłam powrócić do blogowania, bo jest mi to bardzo potrzebne dla higieny umysłu. Potrzebuję zrobić coś dla siebie, a najlepiej coś co robiłam przed porodem. Mam nadzieję, że się uda. Trzymajcie kciuki!

A to nasza pociecha:
Nasz smok :)
Śpi jak aniołek.

niedziela, 6 stycznia 2013

Poświątecznie - prezentowo :)

Dzisiaj święto Trzech Króli, więc pewnie część z Was pozbyła się już choinki. Ja swoją nadal mam, bo bardzo ją lubię, a przez to chorowanie jakoś nie miałam się czasu nią nacieszyć. Ale za to zabrałam się w końcu za uprzątnięcie prezentów. I dlatego mogę Wam dzisiaj je pokazać. Z ogromnym opóźnieniem, bo wszystkie już dawno pokazywałyście, ale mam nadzieję, że mi to wybaczycie ;)

W tym roku Mikołaj się postarał, bo dostałam mnóstwo świetnych prezentów.



Dostałam książkę Philippy Gregory - jeszcze się za nią nie zabrałam, bo mój mały stosik czeka na przeczytanie, ale już się nie mogę doczekać :) Drugim prezentem jest grudniowy GlossyBox. Mikołaj podpowiedział mi, że dostanę jeszcze dwa kolejne pudełka :D


Zestaw perfumowy bardzo mnie ucieszył, bo uwielbiam perfumy AmorAmor, a nigdy nie używałam żelu czy balsamu o zapachu perfum. I do tego śliczne pudełeczko na grajdołki :)




Dostałam też dwie prześliczne piżamki. Pierwsza jest całkowicie czadowa. Mięciutka, rozpinana i obłędnie łosiowa (tak, wiem, że to reniferki, ale dla mnie to są i będą łosie). Mój absolutnie ulubiony wzorek świąteczny. Mam w domu kubki z łosiami, pluszaki łosie, a teraz też piżamkę w łosie :D Druga jest za to oprócz względów estetycznych - praktyczna. Jest to piżamka do karmienia. Już niedługo się przyda :)


Doczekałam się także spełnienia kilku marzeń z mojej Chciejlisty. Pod choinką znalazłam paletkę Sleek Oh so special, a do tego dwa pędzelki Hakuro i bazę pod cienie Dax. Same przyjemności :)


Na sam koniec zestaw, już zdemontowany z pudełka, bo nie mogłam się powstrzymać, Palmolive o zapachu róży damasceńskiej. Czyli myciowi umilacze :)

Jestem zachwycona tegorocznymi prezentami. Wszystkie były całkowicie trafione i cudne. A tegoroczne życzenia skoncentrowane były oczywiście na Jaśku. Wszyscy się już nie mogą doczekać, aż się wykluje i będzie nam ściągał w przyszłym roku bombki z choinki ;)

Udanego tygodnia Dziewczyny!

wtorek, 1 stycznia 2013

Noworocznie :)

Kochane!

Chciałabym Wa życzyć, aby ten Nowy 2013 Rok okazał się dla Was szczęśliwym i pełnym dobrych wydarzeń. Aby obfitował w sukcesy i po prostu nie zawiódł pokładanych w nim oczekiwań.

Źródło: internet.

Przed samymi świętami dopadła mnie grypa żółądkowa :/ Ale udało mi się wyleczyć na święta. Nie zdążyłam nawet opublikować posta z prezentami, a dopadła mnie tradycyjna grypa. Dopiero wczoraj wstałam z łóżka. Powoli się ogarniam i postaram się, aby nadrobić zaległości. Jest to mój 100 post :) I wielkimi krokami zbliżają się tez urodziny bloga także spodziewajcie się niedługo niespodzianki :)

Wszystkiego dobrego !!!

Toldinka (nadal w dwupaku ;))

wtorek, 25 grudnia 2012

Wesołych Świąt!!!

WESOŁYCH ŚWIĄT!!!


Kochane! 

Życzę Wam przede wszystkim spokoju, zdrowia i radości. Aby ten czas był dla Was możliwością podładowania akumulatorków dobrą energią i pozytywnymi myślami. Dużo miłości, ciepła i nadziei.

Wasza Toldinka (nadal w dwupaku z Jaśkiem ;))

poniedziałek, 22 października 2012

Powrót blogerki marnotrawnej

Kochane,
nie było mnie z Wami jakieś dwa miesiące. Stęskniłam się niemiłosiernie, ale chyba zdałam sobie z tego sprawę dopiero w momencie, w którym znowu tu zajrzałam i zaczęłam czytać Wasze posty. A teraz biorę się za tłumaczenie.

Powodem mojej nieobecności był remont mieszkania. Miał potrwać 1,5 tygodnia. Trwa nadal od połowy sierpnia. Dwa miesiące mieszkałam u moich rodziców, którym na domiar złego zepsuł się komputer :/ Jak już wróciłam do domu to najpierw musiałam odkopać komputer spod sterty pyłu, kurzu, cekolu i Bóg wie czego jeszcze. Oczywiście priorytetem była łazienka i toaleta, a następnie kuchnia i sypialnia. Stąd tak duże opóźnienie w moim pojawieniu się na blogu.

Dostawałam od Was pytania co się ze mną dzieje i muszę przyznać, że było mi niesamowicie miło, że po pierwsze wogóle zostało to zauważone, a po drugie, że jednak komuś mojego skrobania brakowało. Dziękuję! Dałyście mi motywację, której ostatnio tak bardzo mi brakuje. Myślę w związku z tym nad jakimś rozdaniem ;)

W międzyczasie brzuszek już mi całkiem urósł. Choć w płaszczu nadal nie widać :P I wiadomo już, że będzie syn! Jaś :)

A teraz zabieram się za przygotowywanie postów i czytanie Waszych. Mam ogroooomne zaległości. 

Udanego tygodnia!

wtorek, 17 lipca 2012

Szpinakowy kurczak

Ostatnio jedzenie stało się dla mnie bardzo ważnym elementem życia codziennego. Śniadanka to już w zasadzie prawie rytuał. A na obiadki staram się wymyślać pożywne i smaczne potrawy. Oczywiście czasem zamawiamy pizzę, bo mam też swoje zachciewajki ;) W każdym razie, dzisiaj chciałabym Wam pokazać co niedawno wyczarowaliśmy z Mężem.


Szpinakowy kurczak


Przepis na to cudo znalazłam na blogu o-pysznym-jedzeniu. Próbowałam już wielu przepisów z tego bloga i zawsze wychodzą. Choć niektóre trzeba modyfikować. Tak też było w wypadku tego przepisu. Ale o tym za chwilę.

 
Składniki:
  • 1 podwójna pierś z kurczaka
  • 200g mrożonego szpinaku
  • 100g fety
  • 2 łyżki śmietanki 18%
  • masło
  • czosnek
  • sól, pieprz

Wykonanie:

Na masełku podsmażamy szpinak. Ja użyłam mrożonego Bonduelle (należy go wcześniej rozmrozić). Dusimy, aż odparuje woda. Następnie dodajemy czosnek (ja użyłam granulowanego, bo tylko taki miałam) i fetę. Do tego dodajemy śmietankę i doprawiamy pieprzem. Wszystko dusimy jeszcze przez kilka minut. Ważne, aby konsystencja nie była wodnista tylko gęsta.

Pierś z kurczaka rozkrawamy i rozbijamy. Uważamy, aby nie porobiły się dziury, bo będzie nam uciekał farsz. Doprawiamy solą i pieprzem. Na mięsko wykładamy farsz. I zawijamy pierś. Możemy ją związać nitką lub spiąć wykałaczkami. Ja użyłam tej drugiej metody. U mnie wyszły bardziej kieszonki niż roladki. Dodatkowo dużo łatwiej wszystko spiąć, jeśli farsz jest zimny, albo wyciągnięty z lodówki. Ciepły dosyć intensywnie wypływa wszelkimi możliwymi szczelinami (albo ja jestem takie beztalencie w kwestii spinania roladek).

Przygotowane roladki kładziemy w naczyniu żaroodpornym wysmarowanym masłem i pieczemy w piekarniku w temp. ok. 180 stopni (z termoobiegiem) przez jakieś 40-60 minut. Aż skórka nam się ładnie zrumieni. Na każdą roladkę kładziemy solidny kawałek masła (aby nie były zbyt suche). W trakcie pieczenia obracamy roladki, aby równo się spiekły. W oryginale była wersja smażona na oleju, ale ta wersja u mnie się dużo gorzej sprawdziła.

Roladki podajemy na przykład z ziemniaczkami z koperkiem i fasolką. Co kto lubi :) Jak widać mój farsz w trakcie pieczenia postanowił udać się na wolność. Obydwojgu nam z Mężem bardzo smakowało i polecamy taki obiadek. Smacznie i zdrowo :)


środa, 27 czerwca 2012

Nowa rola :)

Moje drogie. Dzisiaj będzie post typowo niekosmetyczny. Niedawno zakwitł mój kaktus. Jest to bardzo rzadkie, ponieważ kwitnie tylko raz w roku, a kwiat utrzymuje się tylko kilka godzin. Trzeba było nieźle pilnować. Zdjęcia były robione nocą, bo wtedy właśnie zakwitł.



Ale tak na prawdę to chciałam Wam powiedzieć o czymś innym. I troszkę się wytłumaczyć z tej ostatnio urywanej obecności w blogosferze.

Przygotowuję się właśnie do nowej roli - będę Mamą :) Bardzo się z tego cieszę. 

Źródło: http://miasta-kobiet.naszemiasto.pl/
 W chwili obecnej jestem w 10 tygodniu ciąży. Także mój maluszek jest jeszcze całkiem maleńki. Jak dotąd ciężko znoszę ciążę. Jestem notorycznie zmęczona i zazwyczaj stać mnie tylko na czytanie waszych postów. Na publikowanie własnych nie mam często siły. Ale już niedługo nadrobię zaległości :) Mam nadzieję, że mi to wybaczycie.

To dopiero moje pierwsze dziecko, także wszystko jest dla mnie nowe i nieznane. Będę bardzo wdzięczna za wszelkie porady i wskazówki. Zwłaszcza dotyczące pielęgnacji skóry - czyli co zrobić, aby nie mieć rozstępów itp.

Pozdrawiamy Was serdecznie: Toldinka i Bąbel :)

poniedziałek, 18 czerwca 2012

Marta - Toruńska artystka

Po pierwsze przepraszam Was za tak długą nieobecność. Już niedługo się wytłumaczę porządniej. A póki co powiem, że pochłania mnie sprawdzanie pracy magisterskiej.

Dzisiaj będzie niekosmetycznie. Chciałam Wam pokazać wisior, który otrzymałam od koleżanki poznanej dwa lata temu na konferencji. Jest ona osobą niezwykłą i tworzy niezwykłe rzeczy. Wisior został zrobiony specjalnie dla mnie. Same zobaczcie jakie to cudo.







Marta jest, tak jak ja, doktorantką na Wydziale Chemii. Mieszka w Toruniu i poza swoją pracą naukową tworzy w glinie. Jej prace można kupić w jednej z galerii w Toruniu. Zainteresowanych odsyłam do jej strony: LINK. Znajdziecie tu inne jej dzieła i kilka słów o autorce.

I jeszcze inne dzieło Marty, niestety nie będące moją własnością.


Udanego tygodnia Dziewczyny! :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...