sobota, 14 stycznia 2012

Silikony, SLSy i inne paskudztwa

 Mimo, iż jestem chemikiem (sic!) nie zwracałam specjalnej uwagi na skład kosmetyków. Zazwyczaj po prostu czytałam deklaracje producenta odnośnie działania i sprawdzałam czy produkt ładnie pachnie. Jednakże po przeczytaniu posta BeatyWizaż (klik-klik), który zresztą gorąco polecam, zaczęłam się nad tym zastanawiać. 

W produktach kosmetycznych do ciała, twarzy i włosów możemy znaleźć takie substancje jak silikony, SLSy czy parabeny (oczywiście mnóstwo innych także, ale nie sposób napisać o wszystkim). BeatyWizaż pisze o wpływie silikonów na nasze włosy. Na początku pomyślałam, e tam, bujda. Ale postanowiłam porozmawiać na ten temat z koleżanką z pracy, która jest doktorem i starszym wykładowcą, a tematyka, którą wykłada to właśnie chemia kosmetyków. Pracuje w tym temacie od wielu lat i jest zapraszana przez liczne szkoły na wykłady. Uznałam ją za dobre źródło wiedzy. Potwierdziła informacje, które przeczytałam u BeatyWizaż.

Te produkty nie zawierają silikonów.

Silikony zawarte w kosmetykach do włosów zamykają łuski włosów, dzięki czemu włosy są gładkie, ale utrudniają dostęp do nich substancjom odżywczym. To samo dotyczy kremów i balsamów. Te, które mają silikony w składzie nadają gładkość naszej skórze, ale jeśli mają też np. panthenol, to nie ma on już szans zadziałać, bo nie będzie mógł wniknąć w skórę. 
Postanowiłam unikać tego typu związków na początek w produktach do pielęgnacji włosów. Zakupiłam szampon marki Joanna. Już po drugim myciu poczułam, że włosy bardziej się plączą i bez odżywki się nie obędzie. Ale aplikacja zwykłej ziołowej odżywki sprawiła, że włosy było łatwo ujarzmić i wyglądały też całkiem ładnie. Także myślę, że da się żyć bez silikonów i wyglądać całkiem dobrze. 
Dodam tylko, że wiele firm powoli wycofuje silikony, a zamiast nich stosuje woski.

Kolejnym z chemicznych dodatków są tak zwane SLSy. Są to związki chemiczne takie jak: sodium lauryl sulfate, sodium laureth sulfate. Dodawane są one do szamponów, żeli pod prysznic, past do zębów. Mają na celu spowodować pienieie się. Mają działanie odtłuszczające. Może to także powodować łatwiejsze przedostawanie się zanieczyszczeń i szkodliwych czynników do głębszych warstw skóry, jako że jest ona pozbawiona naturalnej otoczki. Jednakże jeżeli poza tymi substancjami produkt zawiera także te działające nawilżająco czy łagodząco, to myślę, że nie należy przesadzać. Uniknięcie obecności SLSów jest dużo trudniejsze i nie zawsze konieczne.

źródło: http://www.bestskincareproductsguide.com/

Do wielu kosmetyków dodawane są środki konserwujące, które mają na celu przedłużenie życia takiego produktu. Do środków tych zaliczamy także parabeny. Naukowcy nie wiedzą jeszcze dokładnie w jaki sposób oddziaływają one na nasz organizm, ale są podejrzewane m.in. o powodowanie rozwoju guzów piersi. Myślę, że warto ich unikać.

Jakich "bezpiecznych" kosmetyków używacie? Co waszym zdaniem jest warte uwagi?

3 komentarze:

  1. silikony nie są takie złe, dają wizualny efekt wygładzenia, i zabezpieczą włos przed uszkodzeniami, jednak cholerstwo nadbudowuje sie na włosach i w efekcie obciąża, są silikony złe i te lżejsze których nie musisz wykluczać bo zmywają sie wodą lub łagodnym szamponem bez SlS, na początku jest trudno po odstawieniu silikonów bo włosy muszą się przyzwyczaic :) nio i sa troszkę szorstkie, oraz trudniejsze w rozczesaniu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. w moim poście wymieniłam troszkę produktów bez silikonów potestuj zobaczysz co na Twoje włosy najlepiej podziała :) swoja drogą uwielbiam te balsamy Mr Potters często do nich wracam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie po przeczytaniu Twojego postu poleciałam do sklepu i zakupiłam kilka nowych preparatów :) Co do silikonów to wiem, że te rozpuszczalne w wodzie nie są takie złe. Ogólnie mała dawka raz na jakiś czas jest ok. Ważne, żeby się od nich nie uzależnić ;)

    OdpowiedzUsuń

Proszę, zostaw komentarz. Bardzo lubię je czytać :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...