Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Błyszczyk do ust. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Błyszczyk do ust. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 sierpnia 2013

Błyszczyk MIYO Pinacolada

Właśnie jestem na urlopie nad jeziorem Charzykowskim (przepiękne, polecam!). A skoro wakacje to wiadomo -słońce, plaża i drinki z palemką. Słońce i plaża jest. Ale na drinki z palemką muszę jeszcze trochę poczekać. Póki co zadowalam się piwem bezalkoholowym. A pozostając w temacie drinków z palemką dzisiaj będzie o moim ulubionym ostatnimi czasy błyszczyku: MIYO extreme shine 01 Pinacolada.



Błyszczyk ten otrzymałam w ramach programu Ambasadorka Pierre Rene. W sklepie internetowym kosztuje 6,99 zł [KLIK] za 8 ml. Dostępnym jest 10 kolorów, a wszystkie nazwy pochodzą od najbardziej znanych drinków.


Produkt zapakowany jest w dosyć klasyczne opakowanie, przy czym aplikator ma dosyć krótką rączkę. Mnie to nie przeszkadza. Ogólnie jak dla mnie wszystko wygląda bardzo estetycznie. Praktyczny minimalizm :) Aplikator też zwykły bez nadmiernych udziwnień - tradycyjna gąbeczka. Mogłaby nakładać nieco więcej produktu, bo na moje usta muszę kilka razy nakładać, aby pokryć je całe, a jakieś wielkie nie są.



Jeżeli chodzi o konsystencję to jak dla mnie jest bardzo przyzwoita. Gęsty błyszczyk, który ładnie pokrywa usta. Nadaje ładny połysk i lekko się mieni. Pozostaje na ustach i nie rozprzestrzenia się na całą twarz. Kolor też mi bardzo odpowiada, bo idealnie pasuje do moich ust. Za taką cenę to na prawdę przyzwoity błyszczyk.


Czy kupię ponownie? Bardzo go polubiłam i bardzo możliwe, że jeszcze się na niego skuszę. Zwłaszcza, że przestali produkować mój ulubiony z Sephory :/ Póki co ten godnie go zastępuje. A cena zdecydowanie zachęca.

***

A po powrocie z urlopu będę miała dla Was małą niespodziankę, także stay tuned! :D

piątek, 3 maja 2013

Lano-ratunek od Ziajki

Dzisiaj będzie o produkcie, który niejednokrotnie był dla mnie ratunkiem. Zapewne część z Was pomyśli, że znowu piszę o produktach dzieciowych. Ale nie. To jest zdecydowanie produkt, który może wykorzystać każdy. A mowa o Lano-maści od Ziajki. 


POJEMNOŚĆ: 20 ml
WYPRODUKOWANO: w Polsce
DOSTĘPNOŚĆ: apteki, sklepy z artykułami dla dzieci, sklepy Ziaja
CENA:  ok 7 zł

OD PRODUCENTA:

100% wysokoczyszczonej lanoliny. Łagodzi podrażnienia brodawek sutkowych występujące w okresie karmienia piersią. Skutecznie nawilża, natłuszcza i zmiękcza naskórek. Nie zawiera konserwantów, substancji zapachowych i barwników.



SKŁAD:

I to jest najpiękniejsze - skład to po prostu lanolina. I tyle :)

OPAKOWANIE:

Produkt otrzymujemy w małej tubeczce zamkniętej nakrętką. Całość była jeszcze zapakowana w kartonik, ale go wywaliłam niestety i nie doczekał się zdjęć. 


KONSYSTENCJA:

Jest to bardzo gęsta i tłusta maść. Aby użyć jej zgodnie z przeznaczeniem czyli do pielęgnacji brodawek sutkowych trzeba ją najpierw rozgrzać w palcach, bo inaczej ciężko ją rozetrzeć na skórze. Z kolei na ustach możemy śmiało od razu smarować. Pozostawia tłustą i świecącą warstwę. Na ustach wygląda jak pomadka ochronna. Ładnie się błyszczy.



DZIAŁANIE:

Przyznam, że kupiłąm ten produkt tylko dlatego, że mnie namówiły koleżanki z pracy. Dlaczego wybrałam Ziajkę? Bo była najłatwiej dostępna i tania. Zaczęłąm stosować jeszcze w ciąży zgodnie z zaleceniami. Ale tak na prawdę doceniłam dopiero po porodzie. I tu te z Was, które już rodziły to na pewno wiedzą co oddychanie w czasie porodu robi z ustami. Mnie 12 godzin intensywnego oddychania zrobiło istną masakrę z  warg. Popękane i suche, no katastrofa. Miałam ze sobą balsam Tisane i dwie inne pomadki ochronne. Nie dały rady. W końcu posmarowałam sobie usta Lanomaścią. Uznałam, że skoro noworodek może to zjadać z sutka to i mi nie zaszkodzi. Jaka była moja radość kiedy usta w końcu przestały pękać i stały się miękkie. Cudo! Byłam absolutnie zachwycona. Do tego tłusta warstwa chroniła usta przed ponownym wysuszeniem. Po powrocie do domu mój mąż też sobie smarował popękane usta i był zachwycony. A swego czasu używał pomadki Oeparol, więc jakieśtam doświadczenie ma ;)

Co do skuteczności w zastosowaniu tradycyjnym - potwierdzam. Pomagało na podrażnione brodawki. Mam to szczęście, że nie doświadczyłam pękania i krwawienia. Ale wiem, że tu dużo zależy od dziecka i jego umiejętności ssania. Jednak pilnowałam się ze smarowaniem i to na pewno też pomogło.

Znalazłam też jeszcze jedno zastosowanie maści. Samorwałam maluchowi skórę za uszami, kiedy mu pękała i była cała podrażniona. Pięknie się goiła i mniej pękała.

PODSUMOWANIE:

+cena
+działanie
+wielofunkcyjność

W zasadzie to nie widzę minusów. Dla mnie ten produkt jest po prostu idealny. Wiem, że można dostać też podobne maści z innych firm m.in Medela. Ale skoro to też jest lanolina to po co przepłacać? (Za 7g PureLan od Medeli zapłacimy ok. 25 zł)

Czy kupię ponownie? Na pewno. Kupię na zimę, bo idealnie się nada jako ochrona ust przed mrozem. Do tego usta przepięknie po niej błyszczą, POLECAM!

środa, 31 października 2012

Błyszczyki Bell AirFlow Colour Boom

Przed wakacjami w Biedronce można było kupić całą serię kosmetyków marki Bell - Air Flow. W ofercie były między innymi błyszczyki. Ja skusiłam się na dwie sztuki. W zasadzie to najpierw kupiłam jeden, a po wypróbowaniu poleciałam po drugi. Dzisiaj co nieco Wam o nich opowiem.



POJEMNOŚĆ: brak informacji
WYPRODUKOWANO: w Polsce
DOSTĘPNOŚĆ: drogerie stacjonarne i internetowe
CENA:  około 8 zł (tyle za nie zapłaciłam)
WAŻNOŚĆ: 12 miesięcy od otwarcia

OPIS PRODUCENTA:



OPAKOWANIE:


Błyszczyk do ust zapakowany jest w papierowo-plastikowy blister, co daje nam pewność, że nikt go wcześniej nie otwierał i nie macał. Bardzo mi się to podoba. Nawet jeżeli przez to nie mam możliwości wypróbowania produktu. Na opakowaniu znajdują się takie informacje jak skład, obiecanki producenta i nr koloru. Brak jednak informacji o pojemności - dziwne. Sam produkt umieszczony jest w kwadratowym pojemniczku typowym dla błyszczyków. Opakowanie jest lekkie i łatwe w obsłudze. Na początku troszkę skrzypiało przy otwieraniu. 



Do nakładania służy nam klasyczna gąbeczka. Wygodna i nabiera odpowiednią ilość produktu.

SKŁAD:


Tu się nie wykażę. Niewiele mi ten skład mówi.

KONSYSTENCJA I KOLOR:


Błyszczyk jest dosyć gęsty. Zawiera maleńkie drobinki, które na szczęście nie są nachalne i nie pozostają na ustach. Dla mnie konsystencja jest w sam raz. Lubię takie.


Kolorki wybrałam dwa - 06 i 04 (patrząc od lewej). Obydwa kolorki są bardzo delikatne. Pierwszy nadaje ustom lekko różowego zabarwienia, a drugi zachowuje się jak bezbarwny. Drobinek nie widać prawie wcale. Są widoczne tylko gdy pada na nie słońce. Taki efekt bardzo lubię.

ZAPACH:

Bardzo przyjemny, słodkawy. Kojarzy mi się owocowo. 

OPINIA OGÓLNA:

Ogólnie rzecz ujmując jestem raczej użytkownikiem błyszczyków. Pomadki są dla mnie dużo trudniejsze w użytkowaniu. Te jasne są ok, ale już ciemniejsze kolory wymagają więcej zachodu. Potrzebna jest konturówka do ust (której nomen omen nie posiadam), umiejętność nie wyjeżdżania za linie :P, specjalny pędzelek (mam!) i przede wszystkim czas. Błyszczyk jest przy tym łatwy, szybki i wygodny. Dwa machnięcia i efekt gotowy.


Błyszczyki Bell zachęciły mnie do zakupu ceną. I chęcią spróbowania czegoś nowego. Pierwszy w życiu błyszczyk jakiego używałam był właśnie tej marki (ale źle go wspominam). Po wypróbowaniu jednego, dokupiłam drugi. Podoba mi się efekt, który pozostawiają na ustach, zapach i konsystencja. 

Czy kupię go ponownie? Czemu nie. Ale najpierw muszę wykończyć ten i kilka innych ;) No i moją całą kolekcje pomadek.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...