Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krem do twarzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krem do twarzy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 stycznia 2014

Pat&Rub ekoAmpułka 1 - recenzja w ramach HexxBoxa :)

Zapewne część z Was zauważyła moją nieobecność ostatnio w blogosferze. Święta i związane z nimi obowiązki zajęły mnie na tyle, że niestety na nic innego nie wystarczyło mi czasu. Bardzo Was za to przepraszam i obiecuję poprawę. Tak w ramach postanowień noworocznych ;)


Ale dzisiaj nie o Świętach, ani nie o Nowym Roku. Dzisiaj będzie recenzja w ramach HexxBoxa. Dla tych, którzy pierwszy raz o tym słyszą polecam lekturę tej strony KLIK. HexxBox to inicjatywa Asi z bloga 1001pasji.com. Jego autorka umożliwia swoim czytelniczkom recenzję różnych kosmetyków. Mnie również udało się wziąć udział w tej inicjatywie, z czego jestem bardzo zadowolona. 

Do recenzji otrzymałam dowolny produkt marki Pat&Rub. Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z tą marką, ale sporo się o niej naczytałam. Śledząc blog Asi natrafiłam na recenzje ekoAmpułek. Skuszona pozytywną opinią, wybrałam ekoAmpułkę 1. 


Paczka przyszła do mnie przepięknie zapakowana. Do tego otrzymałam całe mnóstwo gratisów. Byłam tym oczarowana!


Do Ampułki dołączony został zestaw maseczek na twarz. Są to takie maseczki w formie sprasowanych tabletek, które pod wpływem wilgoci pęcznieją i wtedy możemy je rozwinąć. Bardzo fajna sprawa. Choć lepiej się wtedy nie pokazywać dzieciom, bo mogą mieć koszmary :P


EkoAmpułka zapakowana jest w schludny kartonik opatrzony wszelkimi potrzebnymi informacjami, w tym obietnicami producenta. TU możecie sobie posłuchać, jak Kinga Rusin opowiada o całej serii ekoAmpułek. 



W pudełku znajdziemy szklany pojemnik o dosyć prostym designie. Wszelkie najpotrzebniejsze informacje są także tu. Producent deklaruje, iż serum ma koić, napinać, nawilżać, wygładzać i likwidować zaczerwienienia. A to wszystko za sprawą kwasu hialuronowego (wysoko i niskocząsteczkowego), ekstraktu z maruny nadmorskiej oraz wody różanej. Rzeczywiście zapach różany jest mocno wyczuwalny. Wszystko 100% natury i ekologiczne.

 

Produkt jest przeznaczony do skóry suchej i wrażliwej. Można go używać na skórę twarzy oraz szyi, zarówno na dzień, jak i na noc. Serum nakładamy pod krem. Można go także użyć razem z dołączonymi maseczkami.


Do nakładania serum służy tzw. pipetka. Choć mnie to się z pipetką nie kojarzy. Dla mnie to zakraplacz. Prawdę mówiąc to używamy takich na pracowni studenckiej, więc jego obsługa nie sprawiała mi trudności. Zresztą jest to dziecinnie proste. Zwyczajnie naciągamy produkt, a potem go wypuszczamy w dowolnej ilości. Nie zawsze działa idealnie, ale to jest spowodowane konsystencją samego serum. Sam zakraplacz dla mnie jest rozwiązaniem niezłym. Pozwala na odmierzanie produktu bez pakowania paluchów do środka, dzięki czemu nie przenosimy tam swoich bakterii i innych zanieczyszczeń. Ja zazwyczaj nakładałam sobie odpowiednią ilość zakraplaczem na wierzch dłoni i potem na twarz.


Konsystencja serum jest niby żelowa, ale w sumie dosyć rzadka. Świetnie się rozprowadza i bardzo szybko wchłania. Zapach jest różany, ale w stylu ampułek przywożonych z Bułgarii z olejkiem różanym. Nie jestem fanką takich zapachów, ale też mi on nie przeszkadza. Nie jest jakoś szalenie intensywny toteż nie powinien nikomu przeszkadzać. A miłośniczkom tego typu zapachów może wręcz umilić pielęgnację.


I na samym końcu dochodzimy do efektów. Po nałożeniu serum skóra jest napięta. Silnego nawilżenia nie poczułam. Ale ewentualne podrażnienia zostały zniwelowane. Próbowałam także nakładać serum bez kremu. Zdaje egzamin. Aczkolwiek w wypadku mojej cery nie mogę wtedy nałożyć makijażu. Raz spróbowałam i podkład mi się łuszczył. Katastrofa. Kiedy zaś nakładałam je na noc, rano cera była dużo bardziej wypoczęta i jasna. 

Jeżeli zaś chodzi o dołączone maseczki to mam wrażenie, że moja twarz jest mało wymiarowa. Bo prawdę powiedziawszy średnio pasowały. Strasznie mi się podobało ich przygotowywanie i to jak pęczniały po namoczeniu w toniku. Efekt na twarzy jest inny niż po nałożeniu serum. Skóra nie jest napięta, ale efekty nie są jakoś bardziej spektakularne. Może gdybym miała tonik z Pat&Rub to byłoby lepiej. Użyłam w tym celu toniku Melisa firmy Uroda.

Bardzo się cieszę, że mogłam przetestować ekoAmpułkę. Wprawdzie nie okazała się moim hitem, to jednak jej właściwości są póki co niezastąpione. To co mnie najbardziej zawiodło to, że efekt nie utrzymuje się po zakończeniu kuracji. Może po prostu moja skóra jest bardziej wymagająca. Dla porównania zakupiłam ampułki zawierające kwas hialuronowy. Za jakiś czas postaram się przedstawić Wam jak one się sprawdziły. Przygotowanie tej recenzji zajęło mi sporo czasu, bo próbowałam ją przetestować w połączeniu z różnymi kremami. Najlepsze rezultaty osiągnęłam podczas nakładania serum solo na noc oraz w połączeniu z kremem Dermedic Hydrain2.

POJEMNOŚĆ: 30 ml
WYPRODUKOWANO: w Polsce
DOSTĘPNOŚĆ: Sephora oraz sklep internetowy Pat&Rub
CENA: ok. 180 zł

Aktualnie jest promocja na wszystkie ekoAmpułki - do końca stycznia -15% na pielęgnację twarzy. Dobra okazja, aby poznać te produkty!

Znacie ekoAmpułki? Sprawdziły się u Was?

poniedziałek, 25 listopada 2013

Dermedic Hydrain2 - krem nawilżający o przedłużonym działaniu

Kilkukrotnie już planowałam zakup tego kremu, ale jakoś zawsze rezygnowałam. W końcu jednak wpadł w moje ręce za sprawą mojego męża. Dostałam go w prezencie za pierwszy ząbek mojego dziecka. Większość z Was pewnie teraz nic nie rozumie z tego co napisałam :P Otóż jest taki zabobon, że osoba, która pierwsza znajdzie pierwszy ząbek u dziecka dostaje prezent (w wersji, którą znam jest to sukienka, ale nie obstawałam przy tym). Jak dla mnie piękna tradycja, bo przecież prezenty cieszą zawsze i w każdej ilości. Także radość podwójna, bo i ząbek się pojawił i kremik w moje łapki wpadł. A mowa o Dermedic Hydrain 2 - kremie nawilżającym o przedłużonym działaniu.


Całe wydarzenie miało miejsce już 4 miesiące temu, co niezmiennie przypomina jak szybko ucieka czas. Miałam sporo czasu na to, aby przetestować ten produkt. Ostatnimi czasy nawet mój mąż mi go podbiera, bo jego krem się skończył. Bardzo podoba mi się opakowanie tego kremu. Jest proste i bardzo praktyczne - szklany słoiczek z plastikową nakrętką. Wszystko było zamknięte w kartoniku, który uległ uszkodzeniu i nie nadawał się do zdjęć.

Krem ma za zadanie nawilżyć naszą cerę, a z racji tego, iż jest on kremem o przedłużonym działaniu, ma tę cerę nawilżyć na dłużej. Z tego co ja rozumiem, to zwyczajnie ma pozostać nawilżona przez cały dzień, aż do kolejnej aplikacji kremu. Ponadto na opakowaniu jest informacja, iż można go stosować nawet podczas leczenia trądziku różowatego i młodzieńczego. Producent obiecuje utrzymanie wody w głębszych warstwach naskórka, łagodzenie podrażnień, zmniejszenie zaczerwienień i likwidację wolnych rodników.

 

Moja cera lubi się przesuszać. W zasadzie to dopiero się uczę jak ją prawidłowo pielęgnować i jeszcze całkowicie się nie zgrałyśmy. Liczyłam na to, iż ten krem idealnie wpisze się w jej potrzeby, ale niestety tak się nie stało. Rzeczywiście skóra była dobrze nawilżona. Podrażnień ani zaczerwienień nie było (ale też nie mam do nich tendencji). Jednak efektu wow także nie zaobserwowałam. Nie poprawił stanu mojej skóry, ani nie zapewnił jej odpowiedniego nawilżenia na dłużej. Być może powinnam go stosować z dużo większą częstotliwością - używałam go jako kremu na dzień, sporadycznie jako kremu na noc (w tej roli korzystałam z oferty Lirene KLIK).

 

To co mi chyba najbardziej przeszkadzało to konsystencja. Podczas rozprowadzania miałam uczucie, jakby ten krem wcale się z moją skórą nie lubił, bo tak niesympatycznie się po niej mazał.  Kiedy w końcu udaje mi się go całego rozprowadzić to czuję, że go mam na skórze. Wchłania się przez dłuższą chwilkę do matu, ale pozostawia uczucie pokrycia skóry jakby tłustą warstewką. Domyślam się, iż ma to chronić skórę przed utratą wilgoci. Mnie to trochę przeszkadza, ale najczęściej nakładam na twarz podkład, więc już tak mocno tego nie odczuwam.Jestem z niego średnio zadowolona i więcej po niego nie sięgnę. Być może powinnam dać mu kolejną szansę, ale znam siebie i wiem, że jeśli jakiś element pielęgnacji nie sprawia mi przyjemności, to będę unikała tego kroku. A ten krem zdecydowanie nie uprzyjemniał mi porannego rytuału.

 

Polskie dermokosmetyki zyskują coraz większą popularność. Bardzo mnie to cieszy, bo jednak wolę korzystać z produktów wyprodukowanych w naszym kraju. Zwłaszcza jeśli jakościowo także nie odbiegają od zagranicznych.

POJEMNOŚĆ: 50 g
WYPRODUKOWANO: w Polsce
DOSTĘPNOŚĆ: apteki stacjonarne i internetowe
CENA: ok.40 zł (w promocji w SP nawet 10 zł)

poniedziałek, 14 października 2013

Lirene Folacyna ProTelomer 30+ krem na noc

Długo nie mogłam się zebrać, aby napisać tę recenzję. Chyba dopadło mnie jesienne przesilenie, bo na nic nie mam siły ani apetytu. Choć może to też efekty powrotu do pracy po 8 miesiącach urlopu. W każdym razie dzisiaj będzie o kremie na noc Lirene Folacyna proTelomer 30+. Co może część z Was zdziwić jest to mój pierwszy krem od Lirene. Moja mama od lat używała kremu półtłustego (kiedyś pod marką drEris). I jego zapach zawsze kojarzy mi się z mamą. Dlatego też pozytywne nastawienie do marki. 

Pielęgnacja mojej cery nie jest jakoś specjalnie przemyślana. Moja cera nigdy nie należała do wymagających i zwykły krem nawilżający stosowany od czasu do czasu wystarczał. Obecnie niestety nie jest już tak łatwo. Wiek i styl życia zrobiły swoje.Przede wszystkim z wiekiem moja skóra robi się coraz bardziej sucha. O ile się orientuję mają na to wpływ między innymi hormony. Poza tym elastyczność skóry też nie jest już taka sama. Największy problem mam z czołem. Przyznam, że trochę mnie to martwi.


POJEMNOŚĆ: 50 ml
WYPRODUKOWANO: w Polsce
DOSTĘPNOŚĆ: drogerie stacjonarne i internetowe
CENA: ok. 25 zł

OD PRODUCENTA:

Podstawą działania kremu jest połączenie odpowiednich do wieku dawek innowacyjnych kompleksów FoliMoist™ i proTELOMER™, chroniących DNA oraz dobór dodatkowych składników aktywnych, optymalnie dopasowanych do pielęgnacji skóry 30+:
  • odżywcze proteiny z pszenicy
  • witamina E o właściwościach przeciwrodnikowych
Efekty stosowania:
  • aktywuje intensywny proces odnowy i regeneracji
  • wygładza pierwsze zmarszczki i linie mimiczne
  • przeciwdziała powstawaniu nowych zmarszczek
  • wzmacnia naturalną sprężystość i elastyczność
  • intensywnie nawilża głębokie warstwy skóry
 Udowodnione rezultaty *:
- wygładza skórę 96%
- poprawia sprężystość i elastyczność 82%
- głęboko i długotrwale nawilża 86%
- przywraca skórze blask 86%


93% badanych uważa, że krem nadaje aksamitną gładkość ich twarzy 68% badanych potwierdza: „skóra jest piękniejsza i wygląda młodziej”
* Test IN VIVO - ocena w grupie 28 kobiet po 3 tygodniach używania kremu.

Twarz jest odmłodzona i pełna blasku.


OPAKOWANIE:

Krem jest zamknięty w plastikowym słoiczku, zabezpieczonym folią. Całość zapakowana jest w kartonik (który wyrzuciłam, bo nie mam na takie rzeczy miejsca w domu).

 


SKŁAD:

Aqua, Isopropyl Myristate, Paraffinum Liquidum, Glycerin, Polyglyceryl-3 Methylglucose Distearate, Dimethicone, Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Stearic Acid, Tocopheryl Acetate, Polyacrylamide, C13-14 Isoparaffin, Ethylhexylglycerin, Triethanolamine, Laureth-7, BHA, Hydrolyzed Wheat Gluten, Caprylic/Capric Triglyceride, Sorbitol, Ceratonia Siliqua (Locust Bean) Gum, Lecithin, Sodium Chondroitin Sulfate, Collagen, Folic Acid, Xanthan gum, Teprenone, Caprylyl Glycol, Disodium EDTA, Glyceryl Caprylate, Phenoxyethanol, Methylisothiazolinone, Parfum. 

Plus za brak parabenów. Dla wrażliwców uwaga na parafinę. Mnie ona nie przeszkadza.

KONSYSTENCJA I ZAPACH:
 

Zapach kremu jest bardzo przyjemny i delikatny. W zasadzie z niczym konkretnym mi się nie kojarzy. Jest to świeży zapach. Konsystencja kremu jest dosyć lekka. Przyznam, że spodziewałam się czegoś cięższego. Bo tak zazwyczaj bywa w wypadku kremów na noc. Jednak ten jest lekki, łatwo się rozsmarowuje i szybko wchłania. Mnie osobiście taki typ kremu odpowiada. Bo używa się go szybko, łatwo i przyjemnie.


DZIAŁANIE:

Czy jest równie przyjemne? Krzywdy nie robi. To na pewno. Ale czy efekty są choć zbliżone do tego co deklaruje producent? Jeżeli chodzi o nawilżenie to jest zdecydowanie wystarczające. Skóra jest miękka i gładka. Co do uelastycznienia to tu jakichś spektakularnych efektów nie zauważyłam. Wiadomo, że skóra nawilżona jest zdecydowanie bardziej sprężysta i elastyczna od suchej. Zmarszczek nie zwalcza, ale nie można tego oczekiwać od kremu. Przynajmniej nie od kremu drogeryjnego. Czy zapobiega powstawaniu nowych? Nie wiem. Po części na pewno, bo zapobiega temu dbanie o skórę i jej prawidłowe nawilżenie. Zdecydowanie moje czoło czuje się lepiej. Skóra jest bardziej elastyczna. W tej chwili używam tego kremu razem z Ekoampułką 1 Pat&Rub. Jestem ciekawa efektów.

Czy kupię ponownie? Tego kremu raczej nie kupię ponownie, ale mam ochotę na wypróbowanie innych propozycji Lirene.

środa, 17 kwietnia 2013

Iwostin Sensitia - krem odżywczy na noc

Generalnie to używam jednego kremu na dzień i na noc. Wróć. Używałam. Dopóki nie dostałam tego kremu. Jakoś nie czułam potrzeby zmiany kremu wieczorem. Ale chyba jednak warto. A czy warto wypróbować Iwostin Sensitia krem odżywczy na noc? O tym za chwilę.


POJEMNOŚĆ: 75 ml
WYPRODUKOWANO: w Polsce
DOSTĘPNOŚĆ: apteki stacjonarne i internetowe
CENA:  ok. 35 zł


OD PRODUCENTA:


Intensywnie regeneruje i odżywia skórę podczas snu. Działa przeciwrodnikowo. Odbudowuje barierę lipidową naskórka. Likwiduje uczucie ściągnięcia i nieprzyjemnego napięcia skóry. Wygładza naskórek, poprawia jego jędrność i elastyczność. Ma działanie zapobiegające powstawaniu zmarszczek i wyrównujące koloryt skóry.
Informacja pochodzi ze strony producenta www.iwostin.pl


SKŁAD:

OPAKOWANIE:


Krem zamknięty jest w miękkiej tubce z zakrętką. Wolę zatrzaskowe zamknięcia  bo zakrętki lubią się gubić, ale jest ok. Dodatkowo produkt jest zaopatrzony w kartonik, a tubka zabezpieczona folią ochronną. Duży plus! Produkt łatwo wydostać nawet pod koniec użytkowania.

KONSYSTENCJA I ZAPACH:

 
Jeżeli chodzi o zapach to jest on dla mnie prawie niewyczuwalny. A konsystencja jak na krem odżywczy dosyć ciężka. Jest to zdecydowanie gęsty i tłusty krem. U osób z cerą tłustą pewnie się nie sprawdzi. Pozostawia tłustą, świecącą skórę na twarzy. Przy rozsmarowywaniu jest dosyć tępy. O ile na początku mi to przeszkadzało to po pewnym czasie się przyzwyczaiłam.  


DZIAŁANIE:

Zdecydowanie polubiliśmy się z tym kremem. Czułam, że moja buzia rano wygląda lepiej. Nie jest wysuszona ani ściągnięta. Dodatkowo po dłuższym stosowaniu zauważyłam, że ogólnie cera jest w lepszym stanie. Nie jest to może jakieś spektakularne działanie, ale efekt jest. Poza tym krem nie uczulił mnie ani nie podrażnił. Zapychania też nie było.

PODSUMOWANIE:

+działanie
+opakowanie
+cena
-/+konsystencja

Czy kupię ponownie? Bardzo możliwe. Chwilowo przerzuciłam się na drogeryjny krem  na noc. Ale jeśli nie znajdę lepszego to kiedyś do tego wrócę. Póki co testuję. Zdecydowanie dzięki temu kremowi poczułam potrzebę używania kremu na noc ;)

sobota, 12 stycznia 2013

Ziaja ulga - krem na noc

Dzisiaj kolejny post z serii Ziaja Ulga - tym razem o kremie na noc. Zdecydowanie z tym kremikiem bardziej się polubiliśmy niż z wersją na dzień. Pierwsze wrażenie zrobił na mnie lepsze i tak już jakoś zostało, choć może to nieco subiektywne odczucie.



POJEMNOŚĆ: 50 ml
WYPRODUKOWANO: w Polsce
DOSTĘPNOŚĆ: drogerie stacjonarne i internetowe
CENA:  około 12 zł 



Krem otrzymujemy zapakowany w kartonik w kolorystyce biało-granatowej. Dodatkowo, tak jak wersja na dzień zawiera ulotkę i wszelkie potrzebne informacje. W pudełku znajduje się klasyczny plastikowy słoiczek. Dzięki zastosowaniu granatowego koloru nie pomylimy się, gdy krem na dzień i na noc stoją obok siebie.



Krem jest dodatkowo zabezpieczony folią aluminiową. Ma rzadszą konsystencję niż jego brat na dzień. Jest biały i dobrze się wchłania. Właśnie ze względu na konsystencję dużo lepiej mi się go stosowało. Jeżeli chodzi o działanie to mam poczucie, że nieco lepiej nawilżał niż wersja na dzień. Można go nałożyć całkiem sporo, a i tak się dosyć szybko wchłonie. Nie pozostawia tłustej warstwy ani innego nieprzyjemnego filmu. 


Ogólnie jestem na tak, ale to raczej średniaczek. Nie kupię go ponownie, bo mnie nie zachwycił, ale nie był też zły. Nie uczulił, nie zapchał. Mimo to poszukam czegoś lepszego, co nie tylko utrzyma moją cerę w jako takiej kondycji, ale jeszcze poprawi jej stan.

A Wy znacie ten krem? Lubicie?


*** 
Jak zapewne zauważyłyście trochę zmieniłam formatkę notki recenzyjnej. Poprzednie wydawały mi się za długie. Chciałabym wiedzieć czy wolicie taką formę - krótko i na temat - czy formę poprzednią podzieloną na kategorie. Czekam na komentarze!
***

czwartek, 15 listopada 2012

Ziaja ulga - krem na dzień

Ostatnio nie mogę wogóle znaleźć czasu na blogowanie. Ledwo go wystarcza, aby przeczytać Wasze wpisy.  A działo się tak dlatego, iż finalizowałam pisanie i wysyłanie publikacji naukowej. Ale skoro już ją wysłałam to teraz czas na przyjemności :D

Dzisiaj będzie o kremiku na dzień marki Ziaja Ulga. Dostałam go do testów od Innookiej. Niedługo napiszę także recenzję tego kremu w wersji na noc.


POJEMNOŚĆ: 50 ml
WYPRODUKOWANO: w Polsce
DOSTĘPNOŚĆ: drogerie stacjonarne i internetowe
CENA:  około 12 zł 

OPIS PRODUCENTA:


Ziaja ulga dla skóry wrażliwej - krem ochronny na dzień wzmacniający naczynka krwionośne

WSKAZANIA
dysfunkcje skóry wrażliwej nadreaktywnej z rozszerzonymi naczynkami krwionośnymi.
Nawilżająca, delikatna emulsja o wysokiej aktywności łagodzącej i ochronnej. Zapewnia bezpieczeństwo stosowania, działa jak kojący kompres, zawiera tylko niezbędne składniki receptury. Zawiera filtry UV - SPF 20 ochrona średnia.
  • prepatay hypoalergiczny, bezzapachowy
  • 0% barwników
  • 0% silikonów
  • 0% olejów mineralnych
  • minimalna bezpieczna ilość konserwantów
  • testowany pod kontrolą dermatologiczną

DZIAŁANIE
łagodzenie skóry wrażliwej
•  Zapewnia natychmiastowe uczucie kojącego kompresu.
•  Łagodzi podrażnienia i pieczenie naskórka.
•  Redukuje szorstkość, suchość i nadmierne łuszczenie.

wzmocnienie wrażliwych naczynek krwionośnych
•  Zapobiega zaczerwienieniom dając szybki efekt kojący.
•  Zmniejsza przepuszczalność kruchych naczynek krwionośnych.
•  Wzmacnia odporność skóry na czynniki zewnętrzne.

ochrona skóry wrażliwej
•  Usprawnia i wzmacnia funkcje regeneracyjne. 
•  Chroni przed działaniem promieni słonecznych.
•  Zapobiega przedwczesnemu starzeniu skóry.

UDOWODNIONA SKUTECZNOŚĆ*
• skuteczność łagodząca kremu identyczna jak dla antyleukiny 6-głównej substancji czynnej
• wzrost nawilżenia skóry 43%
• redukcja transepidermalnej utraty wody ze skóry - TEWL 19%
* wynik 28-dniowej kuracji potwierdzony badaniami in vivo metoda: Courage-Khazaka

STOSOWANIE
Krem nanieść na skórę twarzy i dekoltu, delikatnie wklepać. Stosować na dzień. Na noc polecamy krem regenerujący wzmacniający naczynka krwionośne.


OPAKOWANIE:



Krem jest zapakowany w elegancki kartonik opatrzony wszelkimi możliwymi informacjami dotyczącymi kosmetyku. W kartoniku dodatkowo znajduje się ulotka.





Krem znajduje się w typowym dla Ziai białym słoiczku. Jest dodatkowo zabezpieczony folią. Nie ma się do czego przyczepić. Jak dla mnie ok. Może nie jest to jakaś wyszukana szata graficzna ani super nowoczesny design, ale spełnia swoją funkcję.

SKŁAD:




Producent deklaruje jako substancje aktywne: 
OLEJ CANOLA, NNKT, KWAS HIALURONOWY, EKSTRAKT Z ASTRA SOLNEGO, ANTYLEUKINA 6, PROWITAMINA B5 (D-PANTHENOL), TRÓJGLICERYDY Z OLEJU KUKURYDZIANEGO 

Minusik za parabeny w składzie.

KONSYSTENCJA:


Dosyć treściwa, ale bardzo szybko się wchłania. Od wersji na noc różni się kolorem (ten jest różowawy). 

OPINIA OGÓLNA:

Krem bardzo przyjemny w użytkowaniu. Szybko się wchłania nawet po nałożeniu solidnej porcji. Duży plus za filtr (SPF20). Nie ma zapachu także tu też nie odstraszy nikogo. Co do samych efektów to już ciężko mi powiedzieć. Nie zauważyłam, aby zlikwidował popękane naczynka na mojej twarzy. Ale też nie spodziewałam się, że to zrobi. Jak dla mnie ciut za słabo nawilżał. Kremu używałam w trakcie ciąży, wiec zdaję sobie sprawę z tego, iż moja cera reaguje teraz zupełnie inaczej, jak również z tego, że problemy z naczynkami są większe niż normalnie. Jednakże myślę, że jak na tę półkę cenową nie jest to zły kosmetyk. Nie podrażnia, nie uczula, szybko się wchłania i do tego ma filtr. 

Czy kupię go ponownie?  Raczej nie. Ale to dlatego, że jest zbyt dużo kremów, których jeszcze nie próbowałam :)

niedziela, 1 kwietnia 2012

Marcowe denko

Dzisiaj będzie krótko i na temat, bo niestety mam zbyt mało czasu na więcej. Jutro wylatuję do Barcelony. Jest już po północy, więc w zasadzie to dzisiaj. Nadal nie jestem spakowana. Nie mam pojęcia co zabrać ani jak się ubrać, bo u nas pada śnieg. Cudnie.

Ostatnio także nie miałam czasu publikować, bo zajmowały mnie przygotowania do wyjazdu i pisanie grantu :/ Postaram się poprawić po powrocie. A teraz do rzeczy. Moje zużycia marcowe prezentują się następująco:


1. Tonik Uroda Melisa - fajny tonik, który polubiłam, ale nie umiem powiedzieć czy jakoś spektakularnie poprawił moją cerę. Spełniał swoje zadanie. 

2. Szampon Joanna Naturia z biosiarką i bursztynem - "ciekawy" zapach. Mnie nie przeszkadzał, a szampon ogólnie polubiłam. Kupiłam już następny z tej serii.

3. Balsam Lipikar Baume AP - mój hit i must have. Kocham. Ratuje mi życie zimą, gdy moja skóra na ciele ciągnie, swędzi i mam wrażenie, że przy pochylaniu się zaraz pęknie. Gdy nawet oliwki przestają działać on jeden pozostaje na placu boju. Pisałam o nim w pierwszym poście. 

4. Krem do twarzy bebe do skóry wrażliwej - fajny kremek do codziennego użytku. Polubiłam pomimo parabenów i innych takich.

5. Krem do rąk Oillan - lekka konsystencja, świetnie się wchłaniał, ale niestety na moje ręce za słaby. Dobry krem do używania w ciągu dnia.

6. Szminka ochronna bebe różana - moja ulubiona pomadka ochronna. Lubię ją za zapach i konsystencję.

7. Krople do oczu Starazolin - używam często, bo mam problem z suchością oczu. Są wiecznie przekrwione. Te kropelki mi pomagają.

8. Próbki kremików Vichy i LaRoche - ten drugi pachnie niezbytnio, ale LaRoche ma już takie ciekawe zapachy. Działanie ciężko ocenić po jednej próbce

Na dzisiaj to tyle. Mam nadzieję, że uda mi się jutro wszystko w końcu spakować i że niczego nie zapomnę

środa, 29 lutego 2012

Denko lutowe :)

Najwyższy czas na lutowe denko. Trochę się tego nazbierało :) Podoba mi się ten projekt i postaram się go nadal prowadzić. Od jutra przez tydzień nie będę miała internetu, ale postaram się śledzić i blogować z pracy :P

A moje zużycia prezentują się następująco:


Podzieliłam tym razem na trzy części :)

Ciało: 
1. Żel pod prysznic ISANA Vitamin & Joghurt - fajny, zwyczajny żel pod prysznic. Nic nadzwyczajnego. Ładny zapach. Średnio wydajny. Mam teraz drugi o zapachu passiflory.
2. Avon FootWorks peeling do stóp cynamonowo-pomarańczowy  - genialny zapach, dosyć słabo zdziera, ale w sam raz na codzienną pielęgnację. Dostarczył mi dużo przyjemności :)
3. Oliwka w żelu Johnson's Baby - bardzo lubię jej zapach, jednak dla mnie jest za słaba. Ale myślę, że to fajna alternatywa dla zwykłych oliwek. Wygodniejsza w aplikacji i bardzo wydajna.
4. Balneum Baby olejek do kąpieli - dodaję trzy saszetki do każdej kąpieli (nawet tej z płynem) - ciężko mi ocenić jego działanie, ale wydaje mi się, że pomaga. 
5. Vichy NutriExtra balsam - rezencja TU. Opinia na jego temat nie uległa zmianie. Trzeba uważać z nakładaniem.Gdy nałożyłam nieco zbyt dużo zaczął się kulkować - okropieństwo! 
6. Krem do stóp lawendowy YvesRocher - recenzja TU.


Zapachy:
1. CD Dezodorant w atomizerze - Wasserlilie - lilia wodna - bardzo lubię ten psikacz :) 
2. Avon Pur Blanca - chyba mój ulubiony zapach z Avon. I po prostu taki mój zapach. Macie czasem tak, że wąchacie coś i to po prostu jest Wasz zapach? Ja mam tak z Pur Blancą. Choć nie uznałabym go za ulubiony zapach.


Pielęgnacja twarzy (i rąk):
1. Garnier krem do rąk zniszczonych - lubię. Bardzo ładnie pachnie, jest mega wydajny. Pozostawia warstwę ochronną. Trochę mi to przeszkadza, ale to jeden z lepszych kremów do rąk, których używałam.
2. Synactive 30+ Inside rewitalizujący krem ujędrniający na noc - bardzo gęsta konsystencja, ale świetnie się rozprowadzał. Dziwny zapach, ale można się przyzwyczaić. Wygodne opakowanie z pompką. Używałam z mężem choć jesteśmy 30- :P Polubiłam.
3. Ava BioAlga maseczka do twarzy - nie mam pojęcia czy działa, bo tak śmierdziała, że musiałam ją zmyć. A przypomnę, że używam do ciała Lipikar BaumeAP, który fiołkami nie pachnie... 
4. RivaldeLoop płyn do demakijażu - słaby. Jak dla mnie się nie sprawdził. Nie kupię ponownie.
5. Yves Rocher Inositol Vegetal - zużyłam trzy próbki, z których każda wystarczyła na dwa użycia. Miło się go używało, ale co do działania to ciężko powiedzieć. Krzywdy nie zrobił.

Najbardziej mi żal, że się skończyły zapachy. Zabieram się za wykańczanie kolejnych produktów :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...