Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żele do twarzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żele do twarzy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 lipca 2013

Pianka oczyszczająca Caudalie

Jakiś czas temu dostałam mały pakiecik kosmetyków marki Caudalie. Dzisiaj przyszedł czas na recenzję pianki oczyszczającej - Caudalie, Mousse Nettoyante Fleur de Vigne (Instant Foaming Cleanser). Pianka zawiera wyciąg z winogron i szałwii. 


POJEMNOŚĆ: 50 lub 150 ml
WYPRODUKOWANO: we Francji
DOSTĘPNOŚĆ: wybrane apteki lub internet
CENA:  ok 50 zł

OD PRODUCENTA:

This liquid cleanser turns into an airy foam for gentle cleansing. The soap-free formula respects the natural balance of the skin
to restore radiance, softness and comfort. Dermatologist tested. Use: morning and evening on damp skin. Do not shake before use. Rinse with water. All skin types.

źródło: strona caudalie.com
SKŁAD:



Niby się nie znam, ale hm. Kosmetyki naturalne...a rzeczone winogrona i szałwia pod koniec składu. I po co tam ten perfum? Duży plus za brak parabenów i tego typu śmieci.

OPAKOWANIE:


Pianka zamknięta jest w plastikowym, przezroczystym opakowaniu. Pojemnik ten nie jest pod ciśnieniem. Duży plus za to, ze widać ile produktu jeszcze zostało, a ogromny za to, że ktoś wpadł na pomysł długiej rureczki, która sięga do samego dna i to jeszcze w "kącie" pojemnika. Dzięki temu można produkt zużyć do końca. Alleluja. 


Dozownik jest bardzo prosty i przyjemny w użytkowaniu. Dla mnie na raz potrzeba dwóch-trzech pompek. Nigdy nic się nie zacinało. A żeby już nam było całkiem dobrze, to pojemnik można ponownie napełniać. Ot, ekologiczna myśl postępowa.

KONSYSTENCJA I ZAPACH:

W opakowaniu, jak widać, mamy przezroczystą ciecz. Po naciśnięciu pompki otrzymujemy delikatną piankę. Jak dotąd używałam tylko jednej pianki do mycia twarzy i była ona marki Rival de Loop z Rossmanna. Konsystencję ma niby podobną do tej, ale ta po nałożeniu na twarz nie znika. Mamy delikatną piankę, którą myjemy twarz. Tamta zawsze gdzieś jakby znikała.



Co do zapachy to jest dosyć typowy dla całej tej serii. Świeży, trawiasty. Ciężko mi to inaczej określić.

DZIAŁANIE:


I o to się tutaj rozchodzi, że tak powiem. Początkowo się nie polubiliśmy. Wcale. Miałam wrażenie, że wysusza i nic poza tym nie robi. Ale postanowiłam dać jej drugą szansę. I dobrze zrobiłam. Pianka jest całkiem przyjemna w stosowaniu, choć ja chyba wolę trochę bardziej czuć, że mam coś na twarzy. Pomimo swojej delikatności ma całkiem solidne działanie. Oczyszcza dobrze. Radzi sobie nawet z resztkami tuszu czy podkładu. Pozostawia skórę oczyszczoną i lekko ściągniętą - to chyba za sprawą szałwii. Po pewnym czasie się do tego przyzwyczaiłam i jej stosowanie stało się dla mnie bardzo przyjemne. 

Dla osób z cerą tłustą może być zbyt delikatna, ale dla normalnej czy mieszanej powinna być w sam raz. Czy polecam? Jest to dobry produkt, ale nie wiem czy na tyle dobry, aby wydać na niego 50 zł. Może, gdy zużyję kolejne opakowanie będę w stanie poznać jej wszystkie zalety. Na pewno zrobię wtedy aktualizację. A spróbować warto. Zwłaszcza, że można kupić małe opakowanie (50 ml).

Czy kupię ponownie? Może. Póki co wykończę to, co mam i sięgnę po inne nowości.

niedziela, 23 czerwca 2013

Nivea żel-krem do mycia twarzy

Produktów Nivea używałam ostatni raz chyba w liceum. Pamiętam, że były to moje pierwsze balsamy i toniki. Wspominam bardzo dobrze, więc postanowiłam wypróbować żel do mycia twarzy z serii Aqua effect, a konkretniej żel-krem do mycia twarzy. Byłam ciekawa czy coś poza szata graficzną zmieniło się w tych produktach. 


POJEMNOŚĆ: 150 ml
WYPRODUKOWANO: brak informacji
DOSTĘPNOŚĆ: dowolna drogeria
CENA:  ok 11 zł

OD PRODUCENTA:



SKŁAD:


OPAKOWANIE:


Klasyczna tubka z półprzezroczystego plastiku zamykana na zatrzask. Wszystko ładnie chodzi, bez najmniejszego problemu możemy wydostać dokładnie tyle produktu ile chcemy. Do tego widać ile go jeszcze zostało. A samo opakowanie cieszy oko. Miło i przyjemnie :)

KONSYSTENCJA I ZAPACH:


Niewiele tu wyczuwam żelu. Tak na prawdę to po prostu krem do mycia. Choć takiej konsystencji dotąd nie używałam. Jest dosyć zbita i przypomina po prostu krem z zatopionymi w nim różowymi kuleczkami. Dosyć ciężko się przez to rozprowadza. W zasadzie się nie pieni. 


Trochę mnie irytuje aplikacja tego produktu. Ale jak już się go uda w miarę rozprowadzić to jest ok. Zapach jest typowy dla produktów Nivea czyli bardzo przyjemny. Lubię ten zapach. Wydajność powiedziałabym, że zwykła. Przez to, że ciężko się rozprowadza trzeba go nałożyć nieco więcej. 

EFEKTY:

Produkt zdecydowanie sprawia, iż cera jest miękka i nawilżona. Nie mam uczucia ściągnięcia czy przesuszenia. Odczuwam działanie kojące. Ale niestety nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że dogłębnie oczyszcza. Zwyczajnie tego nie czuję. Mocnego makijażu się tym na pewno nie zmyje (jeśli ktoś lubi zmywać żelem - są takie osoby). Dla mnie to trochę takie uczucie jak po umyciu się kremem. Może to wynika z tego, że aby poczuć, że skóra jest czysta muszę użyć czegoś mocniejszego, co niestety także ją wysuszy. Ot, taki mój urok. 

PODSUMOWANIE:

+cena
+opakowanie
+dobre nawilżenie, łagodzenie
-słabe oczyszczanie

Czy kupię ponownie? Nie. Wolę dużo bardziej żele AA choć są z kolei zbyt rzadkie. Nadal szukam ideału :)

wtorek, 15 stycznia 2013

Żel do mycia twarzy AA Ultra odżywianie

Moim ulubionym jak dotąd żelem do mycia twarzy był ten z Biedronki BeBeauty nawilżający. Jednak jesienią miałam ochotę wypróbować czegoś nowego i w taki sposób w moje ręce trafił energizujący żel do mycia twarzy AA Ultra Odżywianie. Jest to mój pierwszy żel z tej firmy, więc zupełnie nie wiedziałam czego się spodziewać.


POJEMNOŚĆ: 150 ml
WYPRODUKOWANO: w Polsce
DOSTĘPNOŚĆ: drogerie stacjonarne i internetowe
CENA:  około 15 zł 

OD PRODUCENTA:



Twoja cera jest bardzo sucha, szorstka lub nieprzyjemnie napięta i poszukujesz łagodnego kosmetyku do oczyszczania? Energizujący żel do mycia twarzy AA Ultra Odżywianie idealnie odpowiada na potrzeby Twojej cery. Delikatnie oczyszcza i odświeża skórę, nie podrażniając jej i nie pozostawiając nieprzyjemnego uczucia napięcia. 
Jak działa żel? 
Żel nie zawiera SLES (Sodium Laureth Sulfate), dzięki czemu nie narusza naturalnej bariery ochronnej skóry i nie wysusza *** bogaty w magnez ekstrakt z kakao stymuluje odnowę komórkową. *** 
Alantoina nawilża suchą skórę, nadaje jej miękkość i gładkość oraz łagodzi podrażnienia.
Efekty? 
Skóra odzyskuje świeżość, jest lepiej nawilżona i promienna.
Jak stosować żel? Codziennie rano i wieczorem nałóż żel na wilgotną skórę twarzy i szyi, rozprowadź kolistymi ruchami, delikatnie masując, a następnie zmyj letnią wodą. 
0% alergenów parabenów barwników.


SKŁAD:


Aqua, Lauryl Glucoside, Lauramidopropyl Betaine, PEG-120, Methyl Glucose Dioleate, Styrene/Acrylates Copolymer, Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, Parfum, Lactic Acid, Allantoin, Glycerin, Theobroma Cacao Extract, PPG-26-Buteth-26, Benzophenone-4, PEG-40, Hydrogenated Castor Oil, Tetrasodium EDTA, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate. 

OPAKOWANIE:

Kosmetyk zamknięty jest w klasycznej półprzezroczystej, miękkiej tubie. W zasadzie nie mam zastrzeżeń. Otwiera się łatwo. Nie ma też problemów z wydostaniem produktu z tubki.

KONSYSTENCJA I ZAPACH:


Jeżeli chodzi o konsystencję to jest raczej rzadka. Widać to nawet na zdjęciu. Musiałam się bardzo spieszyć, żeby mi żel nie spłynął z ręki. Jest to w sumie spory minus, bo łatwo wylać za dużo żelu, ponadto przecieka między palcami, więc trzeba go szybko nakładać na twarz. Spada oczywiście wydajność. I nie do końca jestem pewna czy można to nazwać żelem czy raczej gęstym płynem do mycia twarzy. Pieni się słabo, choć mnie to nie przeszkadza.

Z kolei zapach jest bardzo delikatny i prawie niewyczuwalny. Na pewno nie będzie przeszkadzał czy drażnił. W smaku żel jest dosyć intensywnie gorzki. Tak, wiem, tego się nie je. Ale mnie zawsze trochę wpłynie jakimś cudem do ust i jeżeli jakiś żel jest bardzo mocno gorzki to na pewno to poczuję. 

DZIAŁANIE:

Tutaj chyba najprzyjemniej mnie ten produkt zaskoczył. Co prawda nie zauważyłam jakiegoś efektu nawilżenia. Powiedziałabym, że po myciu skóra była raczej ściągnięta, ale u mnie to normalne. Za to żel świetnie sobie radzi ze zmywaniem makijażu. Bardzo często usuwałam nawet mocniejszy makijaż tylko za pomocą tego produktu. Gdy potem przecierałam wacikiem nasączonym micelem twarz i oczy pozostawało bardzo niewiele do zmycia. Z tego jestem bardzo zadowolona, bo niesamowicie przyspiesza demakijaż i całą wieczorną toaletę. 

PODSUMOWANIE:

+ zmywanie makijażu/zanieczyszczeń
+ delikatny zapach
+ brak podrażnienia
- konsystencja
-/+ wydajność

Czy kupię ponownie? Może tak, ale w tej chwili kupiłam kolejny BeBeauty i na pewno będę chciała wypróbować inne żele AA. 

***
Przypominam o rozdaniu, które trwa tylko do niedzieli!!! :) KLIK

poniedziałek, 9 lipca 2012

Okropne nakrętki Avon czyli żel głęboko oczyszczający Clearskin

Kochane, przepraszam Was bardzo za tak długą nieobecność. Na swoje usprawiedliwienie mam, poza tym co pisałam ostatnio, to, ze uczyłam się na kolejny już egzamin doktorski, tym razem z filozofii nauki. Egzamin odbył się w czwartek i poszedł całkiem nieźle.

Z kolei dzisiaj obroniła pracę magisterską moja pierwsza podopieczna. Co prawda nie byłam jej promotorką (bo jeszcze nie mogę), ale tak na prawdę to ja z nią pracowałam. Także jestem bardzo szczęśliwa. Dostałam ślicznego storczyka i bardzo miłe słowo.

A kosmetycznie przychodzę dziś do Was się trochę poskarżyć. Zirytował mnie ostatnio jeden z produktów Avon. Chodzi o żel głęboko oczyszczający z mikrodrobinkami z serii Clearskin. Zaprezentuję Wam jego recenzję, a na końcu powiem, co mnie tak wkurzyło.



POJEMNOŚĆ: 125 ml
WYPRODUKOWANO: w Polsce
DOSTĘPNOŚĆ: konsultantki Avon
CENA: ok 14 zł (w promocji obecnie 10,49 zł)
WAŻNY: 12 miesięcy po otwarciu
OPIS PRODUCENTA:


OPAKOWANIE:
O tym może będzie na końcu. Tu nadmienię tylko, że jest to nieprzezroczysta, biała, plastikowa tubka, z plastikową nakrętką.

SKŁAD:


SLES na pierwszym miejscu. Poza tym ekstrakt z oczaru i eukaliptusa prawie na samym końcu. No i parabeny. Szału nie ma.

ZAPACH:

Typowy dla tego typu kosmetyków. Świeży, niezbyt nachalny. Ogólnie przyjemny.

KONSYSTENCJA:


Konsystencja żelu jest raczej rzadka. Ma on zawierać mikrogranulki. No właśnie. Udało mi się pierwszą znaleźć dopiero w trzeciej porcji żelu. Na początku myślałam, że są tak mikro, że ich nie widać. Ale jest ich po prostu mikroskopijnie mało. Do tego znikają w mgnieniu oka. W porównaniu z żelem z BeBeauty z Biedronki wypada żenująco słabo. Pieni się kiepsko. Dopiero po nałożeniu go na specjalną gumową szczoteczkę uzyskujemy jako taką pianę.Szczoteczkę zakupiłam razem z żelem - pisałam o tym TU.




DZIAŁANIE:

Jak dla mnie bardzo przeciętny kosmetyk. Nie zauważyłam jakiegoś rewelacyjnego oczyszczania. Ani też pielęgnacji. Skóra po nim jest za to lekko ściągnięta i wysuszona. Za tą cenę spodziewałam się lepszego produktu.

A teraz o tym co mnie zirytowało najbardziej. I żeby było jasne przytrafiło mi się to już drugi raz w kosmetykach Avon. Otóż zakręcając tubkę (wcale nie mocno, bo butelki mi musi mąż otwierać, więc nie mam jakiejś nadludzkiej siły) ułamało się to co wchodzi na gwint tubki. Dzięki czemu nie ma możliwości jej zakręcenia. dokładnie to samo przytrafiło mi się z kremem do rąk. Dzięki temu tubka leży niezakręcona. Miało to pozytywny wpływ na konsystencję żelu, bo już nie jest taki wodnisty, ale ogólnie to nie sprzyja to przechowywaniu kosmetyków. Uważam, że w kosmetykach z tej półki cenowej nie powinno się coś takiego przytrafiać. Wiem, że to nie są drogie produkty, ale z drugiej strony to nie kosztują 2-3 zł, jak np. niektóre w Biedronce, które swoją drogą nigdy mi się tak nie uszkadzały.



OGÓLNA OCENA:

Niestety raczej negatywna. Poza opakowaniem ten żel jest po prostu średni. W tej cenie jest wiele lepszych produktów, nie mówiąc już o tańszym i lepszym żelu z mikrogranulkami z BeBeauty.


Czy kupię ponownie? Zdecydowanie nie.

piątek, 17 lutego 2012

Lutowe zakupy

Trochę się tego nazbierało. Do posta skłonił mnie dziś odebrany Avon.


Zawsze chciałam wypróbować maseczki z Planet Spa, ale kupowanie pełnych wersji wydawało się bez sensu. W ostatnim katalogu pojawiły się wersje mini w dosyć korzystnej cenie (12x5ml za 19,90 zł), więc postanowiłam skorzystać. Mamy po cztery sztuki z trzech rodzajów.


Poza tym kupiłam też żel do oczyszczania twarzy z serii Clearskin Pore penetrating. Mam też maseczkę z tej serii, więc uznałam, że może komplet zadziała lepiej. W zestawie była też taka oto myjka. Jest bardzo giętka i mięciutka. Dziś jej debiut. Ciekawe jak się będzie sprawowała.


Sam żel ma konsystencję raczej rzadką. Pachnie tak samo jak maseczka. Świeżo i przyjemnie. Podobno ma mieć jakieś mikrogranulki. W tej ilości nałożonej na dłoni ich nie zauważyłam, ale może na twarzy poczuję. Za komplet zapłaciłam 12,90 zł.


Jestem maniakiem promocji i gazetek. W lutym także wykorzystałam różne promocje. Zakupiłam m.in. rybki z Rivala, maseczkę Perfecty i sól do kąpieli oraz dwa kremiki do stóp (póki co wolę Fuss Balsam, bo ładniej pachnie).



Od dłuższego czasu poszukiwałam szamponu Joanny z ekstraktem z drożdży piwnych i chmielu. I udało się :) Znalazłam jedną, samotną butelczynę na półce w Naturze. Z radości dokupiłam też na próbę maskę odbudowującą i szampon błotny.


Szapon Joanna Z apteczki babuni (300 ml) nie zawiera silikonów. Niestety SLSy już tak. Ale nie ma co przesadzać. Pachnie całkiem przyjemnie, ale zapach niezbyt się kojarzy z piwem ;) Producent obiecuje dokładne i skuteczne oczyszczanie włosów i skóry głowy, puszyste, lśniące i miękkie włosy. Zobaczymy!


Z kolei szampon błotny zaintrygował mnie swoją nazwą. Nigdy nie próbowałam takiego specyfiku, a mam wielką ochotę. Dla bezpieczeństwa przetestuję w jakiś wolny dzień. Niestety zawiera silikony (Dimethicone)  i SLSy. Ale jestem bardzo ciekawa samej formuły i działania, także spróbuję. Maska z kolei silikonów nie zawiera. Skierowana do włosów rozjaśnianych, po trwałej lub farbowanych (czyli moich - jestem naturalną blondynką). Ma ona wzmocnić spoistość komórek włosowych, zwiększyć odporność na promieniowanie UV oraz poprawić wygląd włosów i uczynić je gładszymi. Cudów się nie spodziewam, ale dla przyjemności zadbania o włosy, kupiłam. 

W Naturze wypatrzyłam też kilka drobnostek z kolorówki. A miałam kupić kropelki Essence przyspieszające schnięcie lakieru. Zawsze mnie coś skusi.


Od jakiegoś czasu poszukiwałam jakiegoś pudru rozświetlającego. Wybrałam Essence (01 prettylicious) , bo był niedrogi i miał śliczne gwiazdki wytłoczone (ja z tych, co kupują torebkę, bo na podszewce są motylki). Przyznam, że efekt jest delikatny, ale rozświetlenie jest. Taki w sam raz na codzienny makijaż.


 Oprócz tego znalazłam cienie Sensique z wycofanej kolekcji Paradise Island. Były w cenie 1,99 zł za sztukę (data ważności nie minęła), więc wybrałam kolory, których jeszcze nie mam. Kupiłam nr 226, 233, 231 i 234. Mam nadzieję, że choć trochę to widać, ale mają wytłoczone muszelki. Urzekło mnie to.


Kolory są całkiem fajne. Choć pigmentacja nie powala. Gdyby nie były takie tanie, to na pewno bym ich nie kupiła. Najbardziej podoba mi się kolor 234 i już wykorzystałam go w makijażu. Kolor 233 wogóle nie istnieje. Co zresztą widać na zdjęciu poniżej. Zielony jest też całkiem fajnym kolorkiem na codzień. 


Na koniec zakup, którego dokonałam już jakiś czas temu, ale dziś go odnalazłam. Z dedykacją dla ninentaj. Jutro je dostaniesz :) Nie mogłam się oprzeć, gdy je zobaczyłam - od razu pomyślałam o Tobie. Bo nawet takie stare baby jak my mają w sobie małe dzieci. 


Trochę się rozpisałam dziś. Używałyście któregoś z tych produktów? Polecacie czy odradzacie? A może znacie lepsze?


poniedziałek, 23 stycznia 2012

Denko po raz pierwszy

Troszkę się tego nazbierało, więc czas na pierwszą akcję denko. Przyznam, że bardzo mi się ten pomysł spodobał. Mobilizuje do kończenia produktów, a nie zostawiania na dnie i otwierania nowych ;)



1. AA Therapy płyn micelarny do demakijażu oczu i twarzy - producent delkaruje nawilżanie (kwas hialuronowy), łagodzenie (D-pantenol) i oczyszczanie (micele). Hm. Najgorszy to on nie był. Miałam z A inny płyn micelarny (nawilżający) i lepiej sobie radził z makijażem, ale ten też beznadziejny nie był. Raczej nie kupię ponownie, bo mnie nie zachwycił. Nie robił nic ani na plus ani na minus. Zapach jabłkowy? Ciężko stwierdzić. Cena za 250 ml ok. 15 zł. Można dostać lepsze za mniej.

2. Rival de Loop Clean&Care pianka myjąca z wyciągiem z ginkgo i ogórka - muszę przyznać, że ją lubiłam. Nie ściągała twarzy, miała bardzo miły zapach, który nie utrzymywał się zbyt długo na twarzy. Łatwa w użyciu. Bez rewelacji, ale za tą cenę nie jest źle. Nie pamiętam niestety ile za nią dałam, ale na pewno mało.

3. Isana zmywacz do paznokci bez acetonowy - czyli standardowo octan etylu. Szału nima :| Zmywa nieźle, ale pozostawia biały nalot i ekstremalnie wysusza skórę wokół paznokcia. Zdecydowanie nie kupię ponownie. Relatywnie tani.

4. Żel pod prysznic C-THRU emerald - jeżeli ktoś lubi te zapachy to polecam. Fajny żel zapachowy, choć niestety zapach nie zostaje z nami na dłużej (albo ja jestem na niego wybitnie odporna). Nie wysusza i chyba nawet lekko nawilża (a moja skóra jest ekstremalnie problematyczna, także duży plus). Dosyć gęsta konsystencja, także całkiem wydajny. Cena to chyba ok. 8 zł za 250 ml. Mam też wersję Pearl Garden.

5. Acerin krem do stóp Fresh - z mentolem i mocznikiem. Ten kremik nie jeden raz uratował moje stopy. Kocham go całym sercem...i stopami. Lekka konsystencja pozwala na szybkie i bezproblemowe wmasowanie. Pachnie przyjemnie, świeżo. Idealny na lato do zmęczonych i obtartych stóp. Jak sobie porządnie obetrę stopy to właśnie nim je smaruje - następnego dnia zamiast bąbli mam tylko lekkie zaczerwienienia, a i te znikają po kolejnej dawce kremu. Gorąco polecam! (W sprzedaży dostępne są także inne wersje np. na pękające pięty, przeciw poceniu się czy odżywczy)

6. Anida Medi Soft Emulsja do rąk z woskiem pszczelim -  dostałam bezpłatną próbkę, w całkiem wygodnym opakowaniu. Kremik taki całkiem przyjemny, ale jak dla mnie zbyt słaby. Plus za przyjemny, kremowy zapach. Niestety moje ręce są odporne na większość normalnych kremów (zimą pęka mi skóra i nic na to nie pomaga), więc nie mogę powiedzieć czy jest on dobry czy nie. 

7. Anida Krem do rąk i paznokci kwiat lnu - kolejna próbka, kremik bardzo ładnie pachniał, dobrze się wchłaniał, ale znowu ciężko mi go ocenić. 

8. Anida Krem do rąk i paznokci wosk pszczeli - przeznaczony do bardzo suchej skóry (czyli mojej), i tu przyznam, że zdecydowanie się wybija. Może nie jest idealny, ale jak ktoś ma suchą skórę to na pewno się sprawdzi. Dostępny w aptekach.

9. Bioderma SensibioEye krem pod oczy - dostałam w zestawie z płynem micelarnym pod choinkę (rok temu). Zdecydowanie wydajny. I chyba nic więcej o nim nie powiem. Krem jak krem. O ile płyn micelarny był genialny, tak kremek w zasadzie nie zachwycił. 

10. Szampon Eva Natura pokrzywowy - sama natura, nic dodać, nic ująć. Pachnie ziołowo. Konsystencja bardzo rzadka, więc trzeba o tym pamiętam, bo inaczej płynie nam przez palce. Nie zawiera silikonów, więc może plątać włosy. Włosy są po nim czyste i pachnące. Tani i w sumie wydajny (pomimo konsystencji).

11. Joanna Kuracja wzmacniająca w ampułkach - zawiera ekstrakt ze skrzypu i rozmarynu. W sumie włosy mniej wypadają, ale jakichś większych efektów nie zauważyłam. 

12. L'oreal men expert żel do golenia - tak, wiem że to dla Panów, ale wiecznie ją podkradam mężowi, więc dorzuciłam do mojego denka. Uwielbiam ją i tyle. Zapach bardzo łagodny i szybko znika, więc nie ma strachu, że się pachnie jak mężczyzna ;) 

13. Perfecta peeling gruboziarnisty - ma przyjemny zapach i całkiem dobrze złuszcza. Skóra czuje się po nim czysta. Jeśli nie wpadnie mi w oko inny (czytaj któraś z Was mi nie poleci) to myślę, że kupię kolejny.

Znacie? Lubicie? :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...