Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odżywka do włosów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odżywka do włosów. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 czerwca 2013

Garnier Ultra Doux Avokado

Od kiedy zaczęłam czytać blogi, a zwłaszcza blog BeautyWizaż, odżywki do włosów stały się moim stałym punktem pielęgnacji. Zresztą pisałam o tym nie raz, że w końcu odkryłam, że na zimowe elektryzowanie się włosów nic tak nie pomaga, jak dobra odżywka. W trakcie ciąży moje włosy przeszły małą metamorfozę. Poza tym, że sporo ich wypadło (a mówili, że będą gęste i piękne :/) to jeszcze zrobiły się takie jakieś pofalowane i odstające. Teraz wypadają wręcz hurtowo. Moje włosy są absolutnie wszędzie. Od mebli i łazienki poczynając na dziecku kończąc. Katastrofa. Ale takie uroki macierzyństwa i naturalnego karmienia. Ponoć minie. Obym do tego czasu nie była łysa jak kolano. 

O ile zawsze unikałam produktów wygładzających, bo mam włosy cienkie, przez co od razu były ulizane i oklapnięte, o tyle teraz takie produkty nieco ratują sytuację. Gdy nie użyję odżywki to mam na głowie coś w stylu afro lekko karbowanego. A rozczesywanie to istna masakra. 

Jakiś czas temu czytałam pozytywne opinie odżywki Garniera Ultra Doux z olejkiem awokado i masłem karite. Postanowiłam wypróbować. Dziś przybywam z recenzją.


POJEMNOŚĆ: 200 ml
WYPRODUKOWANO: brak informacji
DOSTĘPNOŚĆ: dowolna drogeria
CENA:  ok 8 zł

OD PRODUCENTA:


SKŁAD:


Składniki będące "podstawą" odżywki są pod koniec składu, ale skład okropny nie jest :)

OPAKOWANIE:


Estetyczne, z zatrzaskiem, stawiane na "głowie". Bez problemu można wydostać żądaną ilość produktu. Mimo kolorowego plastiku można zobaczyć ile produktu zostało. Dodatkowy plus za uroczy listek na zamknięciu.

KONSYSTENCJA I ZAPACH:


Odżywka jest dosyć gęsta. Powiedziałabym, że maślana. Ale bardzo dobrze się rozprowadza i wmasowuje we włosy. Zapach nazwałabym odżywkowym. Przyjemny i zdecydowanie umila aplikację.


DZIAŁANIE:

Zacznijmy od tego z czym mamy u mnie do czynienia czyli mój mały ukwiał.


A tu dla porównania po już dosyć długim używaniu odżywki.


Jak widać włosy już nie sterczą na wszystkie możliwe strony. I nie wyglądam jakby mnie ktoś poraził prądem. Włosy są mięciutkie i lśniące, ale nie obciążone. Przy czym poświęcam sporo czasu, aby ją dokładnie spłukać, bo jak tego nie zrobię to mogą być niestety obciążone. 

Czy kupię ponownie? Jeśli akurat nie najdzie mnie ochota na testowanie nowości (na pewno tak!) to możliwe, że jeszcze ją kupię. Za taką cenę mi odpowiada.

Znacie? Lubicie? Co polecacie na takie problemy z włosami?

*** 
Tak w ramach uzupełnienia dodam, że zmiany w wyglądzie moich włosów mogą być również spowodowane hormonami, które w chwili obecnej szaleją. Ale mimo to uważam, że odżywka robi swoje.

piątek, 15 marca 2013

Joanna - duet miód z cytryną do włosów

Dziecko nakarmione śpi, prysznic odhaczony  śniadanie zjedzone, mąż w pracy, pralka pierze...no. Mamy ósmą rano i chwilę dla siebie. Czas więc na posta. Dzisiaj będzie o duecie, który od jakiegoś czasu gości w mojej łazience, a mianowicie o serii Joanna Naturia miód i cytryna - szampon i odżywka.

Z takim przemyśleń dodatkowych stwierdzam, że w trakcie porodu powinna nam wyrastać dodatkowa para rąk. Usprawniło by to bardzo życie. Byłby w końcu czas na pisanie postów...no i młodzież byłoby łatwiej nosić. Póki co trenuję bicepsy z pięcio-już-kilowym "hantelkiem". Niesamowite ile rzeczy można robić jedną ręką...

Ale do rzeczy...


POJEMNOŚĆ: 200 ml (szampon i odżywka) - na stronie widziałam duże opakowanie szamponu
WYPRODUKOWANO: w Polsce
DOSTĘPNOŚĆ: drogerie, supermarkety i inne sklepy
CENA: szampon i odżywka: ok. 5 zł za sztukę 


SZAMPON


Od producenta:

Szampon przeznaczony do pielęgnacji włosów suchych i zniszczonych. Starannie dobrana kompozycja naturalnego, odżywczego miodu oraz cytryny bogatej w witaminy, sole mineralne i kwasy owocowe zapewnia włosom zdrowy i zadbany wygląd. Szampon ten doskonale nawilża oraz wygładza włosy, dzięki czemu odzyskują energię i blask. Łatwiej się rozczesują i dobrze układają, są lśniące, miękkie i delikatne w dotyku.

SKŁAD:

Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Cocamide DEA, Soyamide DEA, Cocamidopropylamine Oxide, Sodium Laureth-4 Carboxylate, Glycereth-7, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Polyquaternium-7, Hydroxypropyltrimonium Honey, Citrus Medica Limonum, Propylene Glycol, Citric Acid, Disodium EDTA, Sodium Chloride, Parfum, Butylphenyl Methylpropional, Coumarin, Hexyl Cinnamal, Linalool, DMDM Hydantoin, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, CI 16255, CI 19140. 

Moja opinia:

Bardzo lubię szampony z tej serii, bo dobrze się pienią, dobrze myją włosy i ładnie pachną. Są gęste i dosyć wydajne. Ten model nie odbiega od pozostałych  więc wrażenia mam jak najbardziej pozytywne. Czy spełnia obietnice producenta? Nawilżenia czy odżywienia włosów od szamponu nie oczekuję. Mają być czyste, a ich mycie ma mi sprawiać przyjemność. Dobrze, aby nie były jakoś masakrycznie poplątane. Ten szampon spełnia te kryteria. Do tego jest niedrogi i ma miłe oku opakowanie (nie zacina się pod prysznicem). Pachnie faktycznie coś jakby miodem. Ale jednak wolę wersję z zieloną herbatą. Do ulubieńców nie trafi, ale jestem z niego zadowolona.

ODŻYWKA


Od producenta:

Odżywka Naturia powstała w oparciu o starannie dobrane składniki naturalne, które pielęgnują włosy suche i zniszczone.  Sprawdzona receptura zapewnia włosom zdrowy i piękny wygląd. Miód -  aktywne cząsteczki miodu wnikają we włosy, odżywiają i nawilżają ich włókna. Cytryna - zawiera cenne witaminy i kwasy owocowe, które działają wygładzająco na łuski włosów. 

SKŁAD:

Aqua, Cetyl Alcohol, Cetearyl Alcohol, Stearalkonium Chloride, PEG-20 Stearate, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Cetrimonium Chloride, Isopropyl Alcohol, Panthenol, Hydroxypropyltrimonium Honey, Citrus Medica Limonum, Propylene Glycol, Parfum, Hydroxyisohexyl, Citric Acid, 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Butylphelyn Methylpropional, Limonene, Linalool, [+/- DMDM Hydantoin, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Iodopropynyl Butylcarbamate] 

Moja opinia:

Odżywkę mam już od około roku. Bardzo lubię jej zapach. Jest nieco inny niż szamponu i nie kojarzy mi się z miodem, a tym bardziej z cytryną. To dla mnie taki zapach odżywkowy, jeśli wiecie co mam na myśli.  Konsystencję ma dosyć rzadką. Jest wydajna, bo nie trzeba jej dużo. A czy działa? Sama nie wiem. Włosy niby są miękkie i lśniące, ale efektu wow nie widać. Chyba zbyt rzadko jej używam, aby zauważyć efekty. 


Ostatnio spotkałam się z opinią, że odżywki generalnie nie do końca mają sens, bo włosy to już martwy wytwór i ich odżywianie jako takie sensu nie ma. Sens ma działanie na cebulki włosowe, bo to wpływa na kondycję włosów. I tu zadziałać mogą wcierki lub preparaty doustne. Co Wy o tym myślicie?

sobota, 26 maja 2012

Mrs Potter's balsam imbirowy - mój ulubieniec.

Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić mojego włosowego ulubieńca. Jest to produkt, który odkryłam około lutego. Po przeczytaniu bloga BeatyWizaż postanowiłam zmienić nieco sposób, w jaki dbam o włosy, a właściwie rozpocząć dbanie o nie na poważnie. Wcześniej to stosowałam tylko szampon, piankę/lakier i suszarkę. I dziwiłam się, że zimą mam ukwiała na głowie i łupież. 

W osiedlowej drogerii zobaczyłam produkty Mrs. Potter's i wybrałam balsam z imbirem do włosów zmęczonych i wypadających (idealny opis moich). I dzisiaj troszkę Wam o nim opowiem.


POJEMNOŚĆ: 500 ml
WYPRODUKOWANO: w Polsce (Forte Sweden)
DOSTĘPNOŚĆ: drogerie, markety Carrefour, internet
CENA:  8,60 zł (tyle ja zapłaciłam)
OPIS PRODUCENTA: Mrs. Potter's z ekstraktem z imbiru to odpowiedź na potrzeby twoich włosów. Formuła bazująca na działaniu naturalnego składnika - ekstraktu z imbiru - zapobiega procesom starzenia się skóry głowy, w wyniku czego włosy są bardziej gęste, zdrowe i wzmocnione. Balsam przeciwdziała elektryzowaniu się włosów, ułatwia ich rozczesywanie oraz układanie fryzury.

OPAKOWANIE:

Produkt, który ja kupiłam jest jeszcze w starej szacie graficznej. Jest to półlitrowa butla ze średniej twardości plastiku, zakończona czarną zatyczką. Niestety klapka po jakimś czasie przestała się zamykać. ale w zasadzie w niczym mi to nie przeszkadza, bo butla i tak jest zbyt duża żeby z nią jeździć Otwór jest odpowiedni do dozowania produktu. Ponadto jasna kolorystyka pozwala pod światło sprawdzić ile produktu pozostało.

           

SKŁAD:

 

Krótki i konkretny. 

KONSYSTENCJA:

Nieco rzadsza niż tradycyjnej odżywki, ale raczej nie lejąca. Produkt łatwo się rozprowadza po włosach. Kolor jest lekko żółtawy i perłowy.


ZAPACH:

Jest po prostu cudny. Uwielbiam go :) Słodki, energetyzujący. Poprawia mi nastrój i sprawia, że chętnie po niego sięgam.

DZIAŁANIE:

Na początku kiedy używałam go po każdym myciu po około miesiącu stosowania zauważyłam, że włosy rzeczywiście przestały mi wypadać. Ponadto przestałam mieć problem z łupieżem. Włosy są gładkie, łatwo się rozczesują, ładnie pachną i są mięciutkie.


OPINIA OGÓLNA:

Bardzo lubię ten produkt. Niestety już mi się powoli kończy. Myślałam, że takiej butli nigdy nie skończę, ale i ona się w końcu kończy. Zapewne po części dlatego, że zawsze używam zbyt dużo, tak bardzo lubię :P No i mąż trochę pomaga.

Czy kupię ponownie? Jeśli gdzieś zobaczę to na pewno!

wtorek, 24 kwietnia 2012

Dermatologicznie i zakupowo

Osoby, które czytają mojego bloga od początku wiedzą, że mam spory problem z suchą skórą, która zwłaszcza na dłoniach lubi pękać. Oprócz tego mam też kilka innych problemów, w tym swędzenie skóry i podrażnienia. Sama z siebie bym się do lekarza nie wybrała, choć bardzo często po prostu źle się czuję w swojej skórze, bo albo mnie boli albo swędzi albo po prostu wygląda niezbyt ciekawie. W końcu jednak wybrałam się do dermatologa. Po dosyć krótkiej wizycie okazało się, że mam bardzo suchą skórę ze skłonnościami do alergii. Lekarka przepisała mi dwa mazidła - maść robioną w aptece na dłonie i ciało oraz krem Bedicort na krostki i zmiany zapalne. Jako dodatkowe zalecenie otrzymałam zakup kremu Cetaphil DA Ultra. Mam go używać jako kremu do rąk.

 

Maść (to w czerwonym pudełku) jest bardzo zwarta i tłusta, ale ładnie się rozsmarowuje. Używam jej od dwóch dni i już zauważyłam, że moje dłonie czują się lepiej. Jest oparta na wazelinie i zawiera witaminę A oraz kwas borowy (i coś jeszcze czego nie umiem rozczytać). 

Bedicort G to krem stosowany w atopowym zapaleniu skóry i zmianach alergicznych (a także innych problemach skórnych). Jest to lek zawierający m.in. antybiotyk. Zobaczymy czy się sprawdzi. 

Z kolei jeśli chodzi o Cetaphil to nigdzie na opakowaniu nie znalazłam informacji o tym do czego służy ten krem. Do twarzy? Chyba tak. Jest bardzo wydajny i świetnie się wchłania. Postaram się o recenzję.

Skuszona postami na Waszych blogach, ja także się wybrałam do Rossmanna. Zakupiłam osławioną już odżywkę ISANA z olejkiem Babassu oraz olejek pod prysznic winogronowo-orchideowy.


Odżywka jest dosyć gęsta i bardzo ładnie pachnie. Moje włosy są po niej mięciutkie i chyba się lekko podkręcają.  Zobaczymy jak się sprawdzi na dłuższą metę.


Czy któraś z Was używała może Cetaphilu CA Ultra?

środa, 29 lutego 2012

Ulubieńcy lutego

W tym miesiącu postanowiłam podzielić się z Wami także swoimi ulubieńcami. Uważam, że poza bublami to jedne z lepszych postów. Czytając je u Was zawsze nabieram chęci na zakupy :)


Na mój zachwyt zasłużyły:
1. Bielenda dwufazowy płyn do demakijażu Awokado - recenzja TU.
2. Mr Potters balsam do włosów Imbir - lubię jego zapach. Włosy są po nim miękkie i błyszczące. 
3. Lakier Sensique Oriental Dream (261) RoseWood - pisałam o nim TU. Choć zapoznałam w styczniu, to stał się lutowym ulubieńcem.
4. Catrice cień do powiek Welcome To Miami Peach - bardzo fajny jako dzienny na całą powiekę lub do rozświetlania łuku brwiowego.
5. Kobo cień do powiek GoldenRose - chyba już słynny cień. Pokochałam całym sercem. 

Postaram się o recenzję każdego z tych produktów w najbliższym czasie. Myślę, że są warte uwagi.

piątek, 17 lutego 2012

Lutowe zakupy

Trochę się tego nazbierało. Do posta skłonił mnie dziś odebrany Avon.


Zawsze chciałam wypróbować maseczki z Planet Spa, ale kupowanie pełnych wersji wydawało się bez sensu. W ostatnim katalogu pojawiły się wersje mini w dosyć korzystnej cenie (12x5ml za 19,90 zł), więc postanowiłam skorzystać. Mamy po cztery sztuki z trzech rodzajów.


Poza tym kupiłam też żel do oczyszczania twarzy z serii Clearskin Pore penetrating. Mam też maseczkę z tej serii, więc uznałam, że może komplet zadziała lepiej. W zestawie była też taka oto myjka. Jest bardzo giętka i mięciutka. Dziś jej debiut. Ciekawe jak się będzie sprawowała.


Sam żel ma konsystencję raczej rzadką. Pachnie tak samo jak maseczka. Świeżo i przyjemnie. Podobno ma mieć jakieś mikrogranulki. W tej ilości nałożonej na dłoni ich nie zauważyłam, ale może na twarzy poczuję. Za komplet zapłaciłam 12,90 zł.


Jestem maniakiem promocji i gazetek. W lutym także wykorzystałam różne promocje. Zakupiłam m.in. rybki z Rivala, maseczkę Perfecty i sól do kąpieli oraz dwa kremiki do stóp (póki co wolę Fuss Balsam, bo ładniej pachnie).



Od dłuższego czasu poszukiwałam szamponu Joanny z ekstraktem z drożdży piwnych i chmielu. I udało się :) Znalazłam jedną, samotną butelczynę na półce w Naturze. Z radości dokupiłam też na próbę maskę odbudowującą i szampon błotny.


Szapon Joanna Z apteczki babuni (300 ml) nie zawiera silikonów. Niestety SLSy już tak. Ale nie ma co przesadzać. Pachnie całkiem przyjemnie, ale zapach niezbyt się kojarzy z piwem ;) Producent obiecuje dokładne i skuteczne oczyszczanie włosów i skóry głowy, puszyste, lśniące i miękkie włosy. Zobaczymy!


Z kolei szampon błotny zaintrygował mnie swoją nazwą. Nigdy nie próbowałam takiego specyfiku, a mam wielką ochotę. Dla bezpieczeństwa przetestuję w jakiś wolny dzień. Niestety zawiera silikony (Dimethicone)  i SLSy. Ale jestem bardzo ciekawa samej formuły i działania, także spróbuję. Maska z kolei silikonów nie zawiera. Skierowana do włosów rozjaśnianych, po trwałej lub farbowanych (czyli moich - jestem naturalną blondynką). Ma ona wzmocnić spoistość komórek włosowych, zwiększyć odporność na promieniowanie UV oraz poprawić wygląd włosów i uczynić je gładszymi. Cudów się nie spodziewam, ale dla przyjemności zadbania o włosy, kupiłam. 

W Naturze wypatrzyłam też kilka drobnostek z kolorówki. A miałam kupić kropelki Essence przyspieszające schnięcie lakieru. Zawsze mnie coś skusi.


Od jakiegoś czasu poszukiwałam jakiegoś pudru rozświetlającego. Wybrałam Essence (01 prettylicious) , bo był niedrogi i miał śliczne gwiazdki wytłoczone (ja z tych, co kupują torebkę, bo na podszewce są motylki). Przyznam, że efekt jest delikatny, ale rozświetlenie jest. Taki w sam raz na codzienny makijaż.


 Oprócz tego znalazłam cienie Sensique z wycofanej kolekcji Paradise Island. Były w cenie 1,99 zł za sztukę (data ważności nie minęła), więc wybrałam kolory, których jeszcze nie mam. Kupiłam nr 226, 233, 231 i 234. Mam nadzieję, że choć trochę to widać, ale mają wytłoczone muszelki. Urzekło mnie to.


Kolory są całkiem fajne. Choć pigmentacja nie powala. Gdyby nie były takie tanie, to na pewno bym ich nie kupiła. Najbardziej podoba mi się kolor 234 i już wykorzystałam go w makijażu. Kolor 233 wogóle nie istnieje. Co zresztą widać na zdjęciu poniżej. Zielony jest też całkiem fajnym kolorkiem na codzień. 


Na koniec zakup, którego dokonałam już jakiś czas temu, ale dziś go odnalazłam. Z dedykacją dla ninentaj. Jutro je dostaniesz :) Nie mogłam się oprzeć, gdy je zobaczyłam - od razu pomyślałam o Tobie. Bo nawet takie stare baby jak my mają w sobie małe dzieci. 


Trochę się rozpisałam dziś. Używałyście któregoś z tych produktów? Polecacie czy odradzacie? A może znacie lepsze?


poniedziałek, 23 stycznia 2012

Denko po raz pierwszy

Troszkę się tego nazbierało, więc czas na pierwszą akcję denko. Przyznam, że bardzo mi się ten pomysł spodobał. Mobilizuje do kończenia produktów, a nie zostawiania na dnie i otwierania nowych ;)



1. AA Therapy płyn micelarny do demakijażu oczu i twarzy - producent delkaruje nawilżanie (kwas hialuronowy), łagodzenie (D-pantenol) i oczyszczanie (micele). Hm. Najgorszy to on nie był. Miałam z A inny płyn micelarny (nawilżający) i lepiej sobie radził z makijażem, ale ten też beznadziejny nie był. Raczej nie kupię ponownie, bo mnie nie zachwycił. Nie robił nic ani na plus ani na minus. Zapach jabłkowy? Ciężko stwierdzić. Cena za 250 ml ok. 15 zł. Można dostać lepsze za mniej.

2. Rival de Loop Clean&Care pianka myjąca z wyciągiem z ginkgo i ogórka - muszę przyznać, że ją lubiłam. Nie ściągała twarzy, miała bardzo miły zapach, który nie utrzymywał się zbyt długo na twarzy. Łatwa w użyciu. Bez rewelacji, ale za tą cenę nie jest źle. Nie pamiętam niestety ile za nią dałam, ale na pewno mało.

3. Isana zmywacz do paznokci bez acetonowy - czyli standardowo octan etylu. Szału nima :| Zmywa nieźle, ale pozostawia biały nalot i ekstremalnie wysusza skórę wokół paznokcia. Zdecydowanie nie kupię ponownie. Relatywnie tani.

4. Żel pod prysznic C-THRU emerald - jeżeli ktoś lubi te zapachy to polecam. Fajny żel zapachowy, choć niestety zapach nie zostaje z nami na dłużej (albo ja jestem na niego wybitnie odporna). Nie wysusza i chyba nawet lekko nawilża (a moja skóra jest ekstremalnie problematyczna, także duży plus). Dosyć gęsta konsystencja, także całkiem wydajny. Cena to chyba ok. 8 zł za 250 ml. Mam też wersję Pearl Garden.

5. Acerin krem do stóp Fresh - z mentolem i mocznikiem. Ten kremik nie jeden raz uratował moje stopy. Kocham go całym sercem...i stopami. Lekka konsystencja pozwala na szybkie i bezproblemowe wmasowanie. Pachnie przyjemnie, świeżo. Idealny na lato do zmęczonych i obtartych stóp. Jak sobie porządnie obetrę stopy to właśnie nim je smaruje - następnego dnia zamiast bąbli mam tylko lekkie zaczerwienienia, a i te znikają po kolejnej dawce kremu. Gorąco polecam! (W sprzedaży dostępne są także inne wersje np. na pękające pięty, przeciw poceniu się czy odżywczy)

6. Anida Medi Soft Emulsja do rąk z woskiem pszczelim -  dostałam bezpłatną próbkę, w całkiem wygodnym opakowaniu. Kremik taki całkiem przyjemny, ale jak dla mnie zbyt słaby. Plus za przyjemny, kremowy zapach. Niestety moje ręce są odporne na większość normalnych kremów (zimą pęka mi skóra i nic na to nie pomaga), więc nie mogę powiedzieć czy jest on dobry czy nie. 

7. Anida Krem do rąk i paznokci kwiat lnu - kolejna próbka, kremik bardzo ładnie pachniał, dobrze się wchłaniał, ale znowu ciężko mi go ocenić. 

8. Anida Krem do rąk i paznokci wosk pszczeli - przeznaczony do bardzo suchej skóry (czyli mojej), i tu przyznam, że zdecydowanie się wybija. Może nie jest idealny, ale jak ktoś ma suchą skórę to na pewno się sprawdzi. Dostępny w aptekach.

9. Bioderma SensibioEye krem pod oczy - dostałam w zestawie z płynem micelarnym pod choinkę (rok temu). Zdecydowanie wydajny. I chyba nic więcej o nim nie powiem. Krem jak krem. O ile płyn micelarny był genialny, tak kremek w zasadzie nie zachwycił. 

10. Szampon Eva Natura pokrzywowy - sama natura, nic dodać, nic ująć. Pachnie ziołowo. Konsystencja bardzo rzadka, więc trzeba o tym pamiętam, bo inaczej płynie nam przez palce. Nie zawiera silikonów, więc może plątać włosy. Włosy są po nim czyste i pachnące. Tani i w sumie wydajny (pomimo konsystencji).

11. Joanna Kuracja wzmacniająca w ampułkach - zawiera ekstrakt ze skrzypu i rozmarynu. W sumie włosy mniej wypadają, ale jakichś większych efektów nie zauważyłam. 

12. L'oreal men expert żel do golenia - tak, wiem że to dla Panów, ale wiecznie ją podkradam mężowi, więc dorzuciłam do mojego denka. Uwielbiam ją i tyle. Zapach bardzo łagodny i szybko znika, więc nie ma strachu, że się pachnie jak mężczyzna ;) 

13. Perfecta peeling gruboziarnisty - ma przyjemny zapach i całkiem dobrze złuszcza. Skóra czuje się po nim czysta. Jeśli nie wpadnie mi w oko inny (czytaj któraś z Was mi nie poleci) to myślę, że kupię kolejny.

Znacie? Lubicie? :)

sobota, 14 stycznia 2012

Silikony, SLSy i inne paskudztwa

 Mimo, iż jestem chemikiem (sic!) nie zwracałam specjalnej uwagi na skład kosmetyków. Zazwyczaj po prostu czytałam deklaracje producenta odnośnie działania i sprawdzałam czy produkt ładnie pachnie. Jednakże po przeczytaniu posta BeatyWizaż (klik-klik), który zresztą gorąco polecam, zaczęłam się nad tym zastanawiać. 

W produktach kosmetycznych do ciała, twarzy i włosów możemy znaleźć takie substancje jak silikony, SLSy czy parabeny (oczywiście mnóstwo innych także, ale nie sposób napisać o wszystkim). BeatyWizaż pisze o wpływie silikonów na nasze włosy. Na początku pomyślałam, e tam, bujda. Ale postanowiłam porozmawiać na ten temat z koleżanką z pracy, która jest doktorem i starszym wykładowcą, a tematyka, którą wykłada to właśnie chemia kosmetyków. Pracuje w tym temacie od wielu lat i jest zapraszana przez liczne szkoły na wykłady. Uznałam ją za dobre źródło wiedzy. Potwierdziła informacje, które przeczytałam u BeatyWizaż.

Te produkty nie zawierają silikonów.

Silikony zawarte w kosmetykach do włosów zamykają łuski włosów, dzięki czemu włosy są gładkie, ale utrudniają dostęp do nich substancjom odżywczym. To samo dotyczy kremów i balsamów. Te, które mają silikony w składzie nadają gładkość naszej skórze, ale jeśli mają też np. panthenol, to nie ma on już szans zadziałać, bo nie będzie mógł wniknąć w skórę. 
Postanowiłam unikać tego typu związków na początek w produktach do pielęgnacji włosów. Zakupiłam szampon marki Joanna. Już po drugim myciu poczułam, że włosy bardziej się plączą i bez odżywki się nie obędzie. Ale aplikacja zwykłej ziołowej odżywki sprawiła, że włosy było łatwo ujarzmić i wyglądały też całkiem ładnie. Także myślę, że da się żyć bez silikonów i wyglądać całkiem dobrze. 
Dodam tylko, że wiele firm powoli wycofuje silikony, a zamiast nich stosuje woski.

Kolejnym z chemicznych dodatków są tak zwane SLSy. Są to związki chemiczne takie jak: sodium lauryl sulfate, sodium laureth sulfate. Dodawane są one do szamponów, żeli pod prysznic, past do zębów. Mają na celu spowodować pienieie się. Mają działanie odtłuszczające. Może to także powodować łatwiejsze przedostawanie się zanieczyszczeń i szkodliwych czynników do głębszych warstw skóry, jako że jest ona pozbawiona naturalnej otoczki. Jednakże jeżeli poza tymi substancjami produkt zawiera także te działające nawilżająco czy łagodząco, to myślę, że nie należy przesadzać. Uniknięcie obecności SLSów jest dużo trudniejsze i nie zawsze konieczne.

źródło: http://www.bestskincareproductsguide.com/

Do wielu kosmetyków dodawane są środki konserwujące, które mają na celu przedłużenie życia takiego produktu. Do środków tych zaliczamy także parabeny. Naukowcy nie wiedzą jeszcze dokładnie w jaki sposób oddziaływają one na nasz organizm, ale są podejrzewane m.in. o powodowanie rozwoju guzów piersi. Myślę, że warto ich unikać.

Jakich "bezpiecznych" kosmetyków używacie? Co waszym zdaniem jest warte uwagi?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...