Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stopy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stopy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 grudnia 2013

Green Pharmacy - krem do stóp gojący

Moje stopy, jak zresztą całe ciało, są bardzo suche. Ale gdy pamiętam o codziennym nakładaniu kremu to nie jest źle. Nauczyłam się także, że pumeksy i inne tarki są mi zbędne jeśli tylko wystarczająco często stosuję kremy. Latem borykam się z największym przesuszeniem, ale i zimą staram się nie zapominać o pielęgnacji tej części ciała. Zresztą jak skóra jest odpowiednio odżywiona to zimą jest zwyczajnie cieplej :) Serio. Więc warto dbać o stópki nie tylko latem!

W ramach dbania o stopy lubię testować nowe kremiki. I jakiś czas temu wpadł mi w ręce krem Green Pharmacy - krem do stóp gojący przeciw pęknięciom z olejkiem z orzechów włoskich i ekstraktem z babki szerokolistnej. Wiem, że sporo z Was lubi kosmetyki tej marki, a ja ich nigdy nie próbowałam, więc postanowiłam dać im szansę.

 

Opakowanie jest jak dla mnie takie sobie. Ale powiedzmy, że estetyka w kremie do stóp jest, przynajmniej dla mnie, mało ważna. Jeśli krem działa to może nawet mieć białą tubkę z napisem "krem do stóp". Opakowanie, które mnie udało się kupić było promocyjne i zawiera 25% gratis (czyli 75 ml kremu).


Ku mojemu zdziwieniu "instrukcja obsługi" kremu wskazuje, iż jest to kosmetyk do stosowania na noc. Nigdy wcześniej nie miałam kremu do stóp, który należałoby stosować o określonej porze dnia. Prawdę mówiąc niezbyt się do tego stosowałam. Używałam go po prostu wtedy, kiedy miałam na to czas. Nie mam pojęcia czy miało to jakiś wpływ na jego działanie. Sądzę, że niewielki.


Jeżeli chodzi o skład to jest całkiem nieźle. Na trzecim miejscu mamy mocznik, który ma bardzo silne właściwości nawilżające. Olejek z orzechów włoskich także znajduje się wysoko w składzie. Poza tym mamy też wyciąg z babki zwyczajnej, lanolinę, alantoinę, olejek z jodły pospolitej i olejek z drzewa herbacianego. Nie jestem znawcą składów, ale wydaje mi się, że to na prawdę ciekawy skład. Zwłaszcza jak na tę półkę cenową.


Opakowanie to tradycyjna tubka z zakrętką. Plastik jest miękki, więc i pod koniec da się wycisnąć resztki kremu. Otworek nie jest za duży, więc bez problemu można wycisnąć odpowiednią ilość kremu. Nie ma obawy przed niekontrolowanym wypływem połowy tubki. Sprzyja temu także konsystencja, która jest, nazwałabym to, średniogęsta. Niby dosyć gęsta, ale podczas rozsmarowywania szybko się wchłania. Dla mnie super.


Kremik choć bogaty zarówno pod względem składników, jak i konsystencji, szybko się wchłania i przyjemnie stosuje. Zapach jest ziołowo-sosnowy. Mnie to nie przeszkadza. Podsumowując bardzo ten krem polubiłam. Moje stopy również. Nie mam już takich problemów z pękającymi piętami i suchą skórą. Krem nie pozostawia też tłustej warstwy, co bardzo mi w niektórych preparatach przeszkadzało. Moim zdaniem warto spróbować. Zwłaszcza za takie pieniądze. Podobno jego brat z kwasami AHA jest o niebo lepszy, a ten ma być kiepski. Mnie się sprawdził, a tamtego nie znam.

POJEMNOŚĆ: 50 ml + 25 ml
WYPRODUKOWANO: w Polsce
DOSTĘPNOŚĆ: na pewno Rossmann, a pozostałe drogerie to nie wiem
CENA: ok. 5 zł

środa, 29 lutego 2012

Denko lutowe :)

Najwyższy czas na lutowe denko. Trochę się tego nazbierało :) Podoba mi się ten projekt i postaram się go nadal prowadzić. Od jutra przez tydzień nie będę miała internetu, ale postaram się śledzić i blogować z pracy :P

A moje zużycia prezentują się następująco:


Podzieliłam tym razem na trzy części :)

Ciało: 
1. Żel pod prysznic ISANA Vitamin & Joghurt - fajny, zwyczajny żel pod prysznic. Nic nadzwyczajnego. Ładny zapach. Średnio wydajny. Mam teraz drugi o zapachu passiflory.
2. Avon FootWorks peeling do stóp cynamonowo-pomarańczowy  - genialny zapach, dosyć słabo zdziera, ale w sam raz na codzienną pielęgnację. Dostarczył mi dużo przyjemności :)
3. Oliwka w żelu Johnson's Baby - bardzo lubię jej zapach, jednak dla mnie jest za słaba. Ale myślę, że to fajna alternatywa dla zwykłych oliwek. Wygodniejsza w aplikacji i bardzo wydajna.
4. Balneum Baby olejek do kąpieli - dodaję trzy saszetki do każdej kąpieli (nawet tej z płynem) - ciężko mi ocenić jego działanie, ale wydaje mi się, że pomaga. 
5. Vichy NutriExtra balsam - rezencja TU. Opinia na jego temat nie uległa zmianie. Trzeba uważać z nakładaniem.Gdy nałożyłam nieco zbyt dużo zaczął się kulkować - okropieństwo! 
6. Krem do stóp lawendowy YvesRocher - recenzja TU.


Zapachy:
1. CD Dezodorant w atomizerze - Wasserlilie - lilia wodna - bardzo lubię ten psikacz :) 
2. Avon Pur Blanca - chyba mój ulubiony zapach z Avon. I po prostu taki mój zapach. Macie czasem tak, że wąchacie coś i to po prostu jest Wasz zapach? Ja mam tak z Pur Blancą. Choć nie uznałabym go za ulubiony zapach.


Pielęgnacja twarzy (i rąk):
1. Garnier krem do rąk zniszczonych - lubię. Bardzo ładnie pachnie, jest mega wydajny. Pozostawia warstwę ochronną. Trochę mi to przeszkadza, ale to jeden z lepszych kremów do rąk, których używałam.
2. Synactive 30+ Inside rewitalizujący krem ujędrniający na noc - bardzo gęsta konsystencja, ale świetnie się rozprowadzał. Dziwny zapach, ale można się przyzwyczaić. Wygodne opakowanie z pompką. Używałam z mężem choć jesteśmy 30- :P Polubiłam.
3. Ava BioAlga maseczka do twarzy - nie mam pojęcia czy działa, bo tak śmierdziała, że musiałam ją zmyć. A przypomnę, że używam do ciała Lipikar BaumeAP, który fiołkami nie pachnie... 
4. RivaldeLoop płyn do demakijażu - słaby. Jak dla mnie się nie sprawdził. Nie kupię ponownie.
5. Yves Rocher Inositol Vegetal - zużyłam trzy próbki, z których każda wystarczyła na dwa użycia. Miło się go używało, ale co do działania to ciężko powiedzieć. Krzywdy nie zrobił.

Najbardziej mi żal, że się skończyły zapachy. Zabieram się za wykańczanie kolejnych produktów :)

niedziela, 26 lutego 2012

Lawendowa maska do stóp Avon

Ostatnio ciężko mi się zmobilizować do pisania postów, bo albo mam dużo do poczytania u Was albo po prostu nie mam czasu. Postanowiłam jednak, że się poprawię. Co prawda mam internet tylko do środy :/ Ale postaram się nie robić już tak długich przerw. 

Dziś mam dzień błotny. Umyłam włosy szamponem błotnym Bielenda, na twarz nałożyłam maseczkę błotną Avon - mój mąż to skomentował: O, byłabyś niewidzialna dla Predatora :) Kocham go. Przyszedł czas na recenzję lawendowej maseczki do stóp Avon, którą nazywam błotkiem, bo trochę takowe przypomina.


POJEMNOŚĆ: 75 ml
WYPRODUKOWANO: w Anglii
DOSTĘPNOŚĆ: konsultantki Avon
CENA:  14 zł - w najnowszym katalogu, ale ja kupiłam ją dużo taniej (tyle, że już dawno temu).


OPIS PRODUCENTA:
Lawendowa maseczka do stóp z glinką - zapewnia skórze komfort i świeżość, złuszczając suchy, stwardniały naskórek.

MOJA OPINIA: 
Maseczka znajduje się w dosyć standardowym opakowaniu z nakrętką. Jak dla mnie w porządku. Wygodnie się użytkuje, nie zauważyłam problemów.

 

Na opakowaniu jest napisane, aby nałożyć maseczkę na stopy i łydki. Ja nakładam tylko na stopy. Ogólnie problem polega na tym, iż trzeba dać jej wyschnąć. A jak coś mamy na całych stopach, to nogi powinny być w powietrzu - także to jest dosyć problematyczne. Wysycha dosyć powoli - w zależności od grubości warstwy. Chyba najbardziej irytuje mnie właśnie to czekanie w niezbyt wygodnej pozycji z wiszącymi stopami.

 

Co do składu to jak widać najlepiej nie jest. Znajdziemy tu i SLSy i parabeny. A i ekstrakt z lawendy nie jest jakoś szczególnie wysoko.


 Konsystencja maseczki jest dosyć gęsta, ale nie aż tak jakbym się spodziewała. Takie troszkę błotko.


Sama w sobie jest koloru sino-szarego. Jednakże podczas zasychania zmienia barwę na fioletową. Można to zobaczyć na opakowaniu. Przepraszam, że jest takie upaćkane, ale trudno z tą maseczką utrzymać idealny porządek, a poza tym chciałam Wam pokazać te zmiany barwy. Na opakowaniu widać też kolor turkusowy, ale nie zauważyłam, aby na stopach też taki się pojawiał. Po rozsmarowaniu odczuwa się niewielkie grudki. Ogólnie dobrze się rozprowadza i nigdy nie miałam z tym problemu. Zapach jest także przyjemny, ale nie przypomina mi lawendy.


Producent deklaruje, że ma to być maseczka złuszczająca. Kupując ją chciałam po prostu wypróbować czegoś nowego, ale niezbyt wierzyłam w takie zapewnienia. I muszę przyznać, że byłam zaskoczona. Po jej zastosowaniu stopy są mięciutkie i gładkie. Lepsze niż po peelingu. Nie mam dużego doświadczenia w takich produktach, ale używałam ją na stopy niepeelingowane przez długi czas i mocno wysuszone. Odstrasza mnie jedynie to czekanie w niewygodnej pozycji. Poza tym bardzo ja lubię. O wydajności ciężko mi mówić, bo nie używam jej zbyt często, ale mam ją już dosyć długo.

ZALETY:
+ działanie wygładzające i zmiękczające (dałabym nawet dwa plusy za to)
+ wygodne opakowanie
WADY:
- konieczność czekania do zaschnięcia
- brudzimy wszystko czego dotkną nasze stopy

Próbowałyście? 

PS. Skorzystałam z porad "zdjęciowych" Doroty (Dziękuję!). Jestem ciekawa czy choć trochę lepiej to wygląda.

piątek, 17 lutego 2012

Lutowe zakupy

Trochę się tego nazbierało. Do posta skłonił mnie dziś odebrany Avon.


Zawsze chciałam wypróbować maseczki z Planet Spa, ale kupowanie pełnych wersji wydawało się bez sensu. W ostatnim katalogu pojawiły się wersje mini w dosyć korzystnej cenie (12x5ml za 19,90 zł), więc postanowiłam skorzystać. Mamy po cztery sztuki z trzech rodzajów.


Poza tym kupiłam też żel do oczyszczania twarzy z serii Clearskin Pore penetrating. Mam też maseczkę z tej serii, więc uznałam, że może komplet zadziała lepiej. W zestawie była też taka oto myjka. Jest bardzo giętka i mięciutka. Dziś jej debiut. Ciekawe jak się będzie sprawowała.


Sam żel ma konsystencję raczej rzadką. Pachnie tak samo jak maseczka. Świeżo i przyjemnie. Podobno ma mieć jakieś mikrogranulki. W tej ilości nałożonej na dłoni ich nie zauważyłam, ale może na twarzy poczuję. Za komplet zapłaciłam 12,90 zł.


Jestem maniakiem promocji i gazetek. W lutym także wykorzystałam różne promocje. Zakupiłam m.in. rybki z Rivala, maseczkę Perfecty i sól do kąpieli oraz dwa kremiki do stóp (póki co wolę Fuss Balsam, bo ładniej pachnie).



Od dłuższego czasu poszukiwałam szamponu Joanny z ekstraktem z drożdży piwnych i chmielu. I udało się :) Znalazłam jedną, samotną butelczynę na półce w Naturze. Z radości dokupiłam też na próbę maskę odbudowującą i szampon błotny.


Szapon Joanna Z apteczki babuni (300 ml) nie zawiera silikonów. Niestety SLSy już tak. Ale nie ma co przesadzać. Pachnie całkiem przyjemnie, ale zapach niezbyt się kojarzy z piwem ;) Producent obiecuje dokładne i skuteczne oczyszczanie włosów i skóry głowy, puszyste, lśniące i miękkie włosy. Zobaczymy!


Z kolei szampon błotny zaintrygował mnie swoją nazwą. Nigdy nie próbowałam takiego specyfiku, a mam wielką ochotę. Dla bezpieczeństwa przetestuję w jakiś wolny dzień. Niestety zawiera silikony (Dimethicone)  i SLSy. Ale jestem bardzo ciekawa samej formuły i działania, także spróbuję. Maska z kolei silikonów nie zawiera. Skierowana do włosów rozjaśnianych, po trwałej lub farbowanych (czyli moich - jestem naturalną blondynką). Ma ona wzmocnić spoistość komórek włosowych, zwiększyć odporność na promieniowanie UV oraz poprawić wygląd włosów i uczynić je gładszymi. Cudów się nie spodziewam, ale dla przyjemności zadbania o włosy, kupiłam. 

W Naturze wypatrzyłam też kilka drobnostek z kolorówki. A miałam kupić kropelki Essence przyspieszające schnięcie lakieru. Zawsze mnie coś skusi.


Od jakiegoś czasu poszukiwałam jakiegoś pudru rozświetlającego. Wybrałam Essence (01 prettylicious) , bo był niedrogi i miał śliczne gwiazdki wytłoczone (ja z tych, co kupują torebkę, bo na podszewce są motylki). Przyznam, że efekt jest delikatny, ale rozświetlenie jest. Taki w sam raz na codzienny makijaż.


 Oprócz tego znalazłam cienie Sensique z wycofanej kolekcji Paradise Island. Były w cenie 1,99 zł za sztukę (data ważności nie minęła), więc wybrałam kolory, których jeszcze nie mam. Kupiłam nr 226, 233, 231 i 234. Mam nadzieję, że choć trochę to widać, ale mają wytłoczone muszelki. Urzekło mnie to.


Kolory są całkiem fajne. Choć pigmentacja nie powala. Gdyby nie były takie tanie, to na pewno bym ich nie kupiła. Najbardziej podoba mi się kolor 234 i już wykorzystałam go w makijażu. Kolor 233 wogóle nie istnieje. Co zresztą widać na zdjęciu poniżej. Zielony jest też całkiem fajnym kolorkiem na codzień. 


Na koniec zakup, którego dokonałam już jakiś czas temu, ale dziś go odnalazłam. Z dedykacją dla ninentaj. Jutro je dostaniesz :) Nie mogłam się oprzeć, gdy je zobaczyłam - od razu pomyślałam o Tobie. Bo nawet takie stare baby jak my mają w sobie małe dzieci. 


Trochę się rozpisałam dziś. Używałyście któregoś z tych produktów? Polecacie czy odradzacie? A może znacie lepsze?


środa, 1 lutego 2012

Buble

Przyszedł czas na opisanie bubli, które niestety trafiły w moje łapki. Z przykrością to piszę, bo jak je kupowałam to na prawdę bardzo się cieszyłam.


 A oto produkty nominowane:
1. Avon Skin So Soft Satin Sheer dwufazowy nawilżający olejek w sprayu 125 ml - moim zdaniem nie spełnia on swojej roli. Dodatkowo jego aplikacja bardzo mnie irytuje. Myślałam, że psikacz tylko ułatwi sprawę, ale efekt jest taki, że olejek jest wszędzie (na skórze też). Nie jestem w stanie go aplikować przy zamkniętych drzwiach od łazienki, bo mam wrażenie, że się zaraz uduszę. Ma bardzo intensywny zapach, który mnie niestety drażni. Właściwości nawilżających nie zauważyłam. Fajny gadżet, ale na mnie nie zadziałał.

2. Eveline Emulsja do demakijażu bioHYALURON 4D - pisałam o niej tu. I zdania nie zmieniłam. Szczypie w oczy i w skórę wokół oczu. Podkład może i zmywa, ale z tuszem sobie wogóle nie radzi (zrobiłam kreskę eyelinerem na dłoni - nawet jej nie ruszył, zmyłam ją zwykłym tonikiem :/). Po zmyciu nim twarzy muszę ją przemyć innym preparatem lub choćby spłukać wodą pozostałości tego, bo inaczej piecze mnie skóra. Nie lubimy się.

3. Cztery pory roku Balsam rozświetlający - skusił mnie efekt rozświetlenia. I w sumie ten efekt uzyskałam. Ale używam tylko na inny balsam. Kiedy nakładam go bezpośrednio na skórę to niestety czuję, że mnie szczypie (sic!). Jednakże moja skóra jest na prawdę bardzo trudna i sądzę, że to efekt jej wyjątkowego wysuszenia, a nie samego produktu. A drobinki rozświetlacza niestety nie utrzymują się zbyt długo. Konsystencja też raczej rzadka. 

4. Vichy NutriExtra koncentrat odżywczo-regenerujący - to chyba moje największe rozczarowanie. Konsysntencja jak dla mnie fatalna. Z pozoru idealna - ani rzadka ani gęsta - ale przy pierwszym kontakcie w skórę znika. Można pomyśleć, świetnie się wchłania. I tak jest. Ale za szybko. Przez co jest bardzo niewydajny. Tę tubkę mam od świąt, a używałam jej dotąd może z 7 razy (prawie się kończy). Ponadto moja skóra wcale nie czuje się jakoś rewelacyjnie zregenerowana. Nie jest zły, ale szału nie ma. Od koncentratu spodziewałam się więcej (ale przypominam, iż moja skóra jest problematyczna).

5. Yves Rocher krem do stóp lawendowy - krem jak krem. Nie robił z moimi stopami nic. Do tego zapach jak na lawendę niezbyt mi przypadł do gusty (a akurat YR lubię pod względem zapachów). Do tego niewydajny. Tubka jest nieporęczna, bo gdy została mi połowa kremu, musiałam ją przeciąć, bo nie mogłam wydostać kremu inaczej :/

6. Cienie do powiek Verona Butterfly - im poświecę ciut więcej miejsca, gdyż w zasadzie nie wiem czy to na pewno bubel. Kupiłam je ostatnio w ramach pocieszania się po ostatnich niepowodzeniach. Kusiły mnie już dłuższy czas swoim ślicznym opakowaniem i jakby satynową fakturą. Po prostu cieszą oko w pudełku.


Niestety dużo gorzej się sprawują na skórze. Jeśli nabierzemy je na palec to jest jeszcze nieźle. Ale po nałożeniu na powiekę nikną. Nie mówię już o rozcieraniu. Mają za to ładny rozbłysk (ale nie ma tam drobinek świecacych). Także jasny cień nadaje się na pewno jako rozświetlacz pod łuk brwiowy. O trwałości niestety jeszcze nic powiedzieć nie mogę, bo trochę się zniechęciłam i nie zrobiłam nimi makijażu. Ale planuję dać im jeszcze szansę, dlatego nie zaliczyłam ich jeszcze w 100% do bubli. Poza tym za 10 zł chyba nie można oczekiwać cudów...



7. Ziaja Med Kremowa baza myjąca fizjoderm - jak już pisałam mam bardzo problematyczną skórę, ale akurat ten produkt do takowych jest przeznaczony. Jak dla mnie pomyłka. Nie robił nic. Pachnie dosyć neutralnie. Ale bezzapachowy jak dla mnie nie jest. Konsystencja znośna (nie jest zbyt rzadka). Nie pieni się (co w sumie uważam za plus, bo w końcu to produkt dla skóry z problemami). Miał natłuszczać skórę i przywracać jej równowagę. U mnie nie zadziałał. [Przypomniałam sobie o tym później i dlatego ten produkt jest dodany osobno]

Próbowałyście? Co myślicie o tych produktach?

poniedziałek, 23 stycznia 2012

Denko po raz pierwszy

Troszkę się tego nazbierało, więc czas na pierwszą akcję denko. Przyznam, że bardzo mi się ten pomysł spodobał. Mobilizuje do kończenia produktów, a nie zostawiania na dnie i otwierania nowych ;)



1. AA Therapy płyn micelarny do demakijażu oczu i twarzy - producent delkaruje nawilżanie (kwas hialuronowy), łagodzenie (D-pantenol) i oczyszczanie (micele). Hm. Najgorszy to on nie był. Miałam z A inny płyn micelarny (nawilżający) i lepiej sobie radził z makijażem, ale ten też beznadziejny nie był. Raczej nie kupię ponownie, bo mnie nie zachwycił. Nie robił nic ani na plus ani na minus. Zapach jabłkowy? Ciężko stwierdzić. Cena za 250 ml ok. 15 zł. Można dostać lepsze za mniej.

2. Rival de Loop Clean&Care pianka myjąca z wyciągiem z ginkgo i ogórka - muszę przyznać, że ją lubiłam. Nie ściągała twarzy, miała bardzo miły zapach, który nie utrzymywał się zbyt długo na twarzy. Łatwa w użyciu. Bez rewelacji, ale za tą cenę nie jest źle. Nie pamiętam niestety ile za nią dałam, ale na pewno mało.

3. Isana zmywacz do paznokci bez acetonowy - czyli standardowo octan etylu. Szału nima :| Zmywa nieźle, ale pozostawia biały nalot i ekstremalnie wysusza skórę wokół paznokcia. Zdecydowanie nie kupię ponownie. Relatywnie tani.

4. Żel pod prysznic C-THRU emerald - jeżeli ktoś lubi te zapachy to polecam. Fajny żel zapachowy, choć niestety zapach nie zostaje z nami na dłużej (albo ja jestem na niego wybitnie odporna). Nie wysusza i chyba nawet lekko nawilża (a moja skóra jest ekstremalnie problematyczna, także duży plus). Dosyć gęsta konsystencja, także całkiem wydajny. Cena to chyba ok. 8 zł za 250 ml. Mam też wersję Pearl Garden.

5. Acerin krem do stóp Fresh - z mentolem i mocznikiem. Ten kremik nie jeden raz uratował moje stopy. Kocham go całym sercem...i stopami. Lekka konsystencja pozwala na szybkie i bezproblemowe wmasowanie. Pachnie przyjemnie, świeżo. Idealny na lato do zmęczonych i obtartych stóp. Jak sobie porządnie obetrę stopy to właśnie nim je smaruje - następnego dnia zamiast bąbli mam tylko lekkie zaczerwienienia, a i te znikają po kolejnej dawce kremu. Gorąco polecam! (W sprzedaży dostępne są także inne wersje np. na pękające pięty, przeciw poceniu się czy odżywczy)

6. Anida Medi Soft Emulsja do rąk z woskiem pszczelim -  dostałam bezpłatną próbkę, w całkiem wygodnym opakowaniu. Kremik taki całkiem przyjemny, ale jak dla mnie zbyt słaby. Plus za przyjemny, kremowy zapach. Niestety moje ręce są odporne na większość normalnych kremów (zimą pęka mi skóra i nic na to nie pomaga), więc nie mogę powiedzieć czy jest on dobry czy nie. 

7. Anida Krem do rąk i paznokci kwiat lnu - kolejna próbka, kremik bardzo ładnie pachniał, dobrze się wchłaniał, ale znowu ciężko mi go ocenić. 

8. Anida Krem do rąk i paznokci wosk pszczeli - przeznaczony do bardzo suchej skóry (czyli mojej), i tu przyznam, że zdecydowanie się wybija. Może nie jest idealny, ale jak ktoś ma suchą skórę to na pewno się sprawdzi. Dostępny w aptekach.

9. Bioderma SensibioEye krem pod oczy - dostałam w zestawie z płynem micelarnym pod choinkę (rok temu). Zdecydowanie wydajny. I chyba nic więcej o nim nie powiem. Krem jak krem. O ile płyn micelarny był genialny, tak kremek w zasadzie nie zachwycił. 

10. Szampon Eva Natura pokrzywowy - sama natura, nic dodać, nic ująć. Pachnie ziołowo. Konsystencja bardzo rzadka, więc trzeba o tym pamiętam, bo inaczej płynie nam przez palce. Nie zawiera silikonów, więc może plątać włosy. Włosy są po nim czyste i pachnące. Tani i w sumie wydajny (pomimo konsystencji).

11. Joanna Kuracja wzmacniająca w ampułkach - zawiera ekstrakt ze skrzypu i rozmarynu. W sumie włosy mniej wypadają, ale jakichś większych efektów nie zauważyłam. 

12. L'oreal men expert żel do golenia - tak, wiem że to dla Panów, ale wiecznie ją podkradam mężowi, więc dorzuciłam do mojego denka. Uwielbiam ją i tyle. Zapach bardzo łagodny i szybko znika, więc nie ma strachu, że się pachnie jak mężczyzna ;) 

13. Perfecta peeling gruboziarnisty - ma przyjemny zapach i całkiem dobrze złuszcza. Skóra czuje się po nim czysta. Jeśli nie wpadnie mi w oko inny (czytaj któraś z Was mi nie poleci) to myślę, że kupię kolejny.

Znacie? Lubicie? :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...