Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szampon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szampon. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 lipca 2013

Mrs. Potter's szampon - arnika i witamina H

Produkty Mrs. Potter's są Wam zapewne dobrze znane. Są dosyć popularne choć nie tak dostępne jak inne szampony drogeryjne. Jakiś czas temu przeszły lifting i są sprzedawane w nowych opakowaniach. Z tego co się zorientowałam to także zmiany sięgnęły składu. W każdym razie balsam w starym opakowaniu miał skład krótki, zaś w nowym sporo dłuższy (co prawda inny rodzaj balsamu, ale to chyba nie ma znaczenia). Jeśli tak nie jest to mnie poprawcie.

W każdym razie dzisiaj będzie o szamponie Mrs. Potter's świeżość i lekkość. Przeznaczony jest do włosów przetłuszczających się. Zawiera arnikę i kompleks z witaminą H. Kupiłam na fali uniesienia i zachwytu balsamem imbirowym (KLIK). Nadal poszukuję godnego następcy.


POJEMNOŚĆ: 500 ml
WYPRODUKOWANO: w Polsce
DOSTĘPNOŚĆ: Carrefour, Auchan, małe drogerie osiedlowe itp.
CENA:  ok 7 zł

OD PRODUCENTA:


OPAKOWANIE:


Klasyczna, typowa dla tej firmy butelka plastikowa. Duża pojemność, bo aż 500 ml. Nie wiem kiedy ja to zużyję. Mimo wszystko stare opakowania bardziej mi się podobały.

SKŁAD: 


Dosyć długi. Zawiera silikony, ale te słabe, więc nie jest jakoś bardzo źle. Składniki aktywne w środku składu - mogłoby być lepiej, ale z drugiej strony to szampon, a nie odżywka. No i niestety parabeny...

KONSYSTENCJA I ZAPACH:


Szampon jest dosyć rzadki i perłowy. Zapach z niczym mi się nie kojarzy, ale trochę mnie drażni. Choć nie należy do nieprzyjemnych. Przy czym zaznaczam, że nie jest to zły zapach tylko mi po prostu nie odpowiada. Komuś innemu może się bardzo podobać. Kwestia gustu. Raczej wydajny, zwłaszcza przy takiej objętości.

DZIAŁANIE:

Zasadniczo wykonuje swoje zadanie czyli myje. Nie zauważyłam jednak, aby włosy były po nim jakieś niesamowicie świeże i wolniej się przetłuszczały. Nie plączą się i są czyste. Gdyby nie ten zapach to pewnie zużyłabym go szybciej, a tak to zwyczajnie staram się go zużyć, bo przyjemności nie mam w tym żadnej. Ot, taki zwyklaczek.

PODSUMOWANIE:

+cena
+wydajność
-spełnia swoje zadanie
-/+brak efektu wow - myje i to tyle w temacie 
-zapach

Czy kupię ponownie? Nie. Jest sporo lepszych szamponów. W każdym razie moje włosy wolą inne. I mój nos też.

****

Przypominam, że dzisiaj kolejny dyżur Wizażystki na fb Pierre Rene. Warto zaglądać, bo można uzyskać odpowiedzi na nasze pytania, a aktywne uczestniczki zawsze mogą liczyć na miłą niespodziankę. Do tego pojawiają się ciekawe wyzwania makijażowe :) Zapraszam!



piątek, 15 marca 2013

Joanna - duet miód z cytryną do włosów

Dziecko nakarmione śpi, prysznic odhaczony  śniadanie zjedzone, mąż w pracy, pralka pierze...no. Mamy ósmą rano i chwilę dla siebie. Czas więc na posta. Dzisiaj będzie o duecie, który od jakiegoś czasu gości w mojej łazience, a mianowicie o serii Joanna Naturia miód i cytryna - szampon i odżywka.

Z takim przemyśleń dodatkowych stwierdzam, że w trakcie porodu powinna nam wyrastać dodatkowa para rąk. Usprawniło by to bardzo życie. Byłby w końcu czas na pisanie postów...no i młodzież byłoby łatwiej nosić. Póki co trenuję bicepsy z pięcio-już-kilowym "hantelkiem". Niesamowite ile rzeczy można robić jedną ręką...

Ale do rzeczy...


POJEMNOŚĆ: 200 ml (szampon i odżywka) - na stronie widziałam duże opakowanie szamponu
WYPRODUKOWANO: w Polsce
DOSTĘPNOŚĆ: drogerie, supermarkety i inne sklepy
CENA: szampon i odżywka: ok. 5 zł za sztukę 


SZAMPON


Od producenta:

Szampon przeznaczony do pielęgnacji włosów suchych i zniszczonych. Starannie dobrana kompozycja naturalnego, odżywczego miodu oraz cytryny bogatej w witaminy, sole mineralne i kwasy owocowe zapewnia włosom zdrowy i zadbany wygląd. Szampon ten doskonale nawilża oraz wygładza włosy, dzięki czemu odzyskują energię i blask. Łatwiej się rozczesują i dobrze układają, są lśniące, miękkie i delikatne w dotyku.

SKŁAD:

Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Cocamide DEA, Soyamide DEA, Cocamidopropylamine Oxide, Sodium Laureth-4 Carboxylate, Glycereth-7, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Polyquaternium-7, Hydroxypropyltrimonium Honey, Citrus Medica Limonum, Propylene Glycol, Citric Acid, Disodium EDTA, Sodium Chloride, Parfum, Butylphenyl Methylpropional, Coumarin, Hexyl Cinnamal, Linalool, DMDM Hydantoin, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, CI 16255, CI 19140. 

Moja opinia:

Bardzo lubię szampony z tej serii, bo dobrze się pienią, dobrze myją włosy i ładnie pachną. Są gęste i dosyć wydajne. Ten model nie odbiega od pozostałych  więc wrażenia mam jak najbardziej pozytywne. Czy spełnia obietnice producenta? Nawilżenia czy odżywienia włosów od szamponu nie oczekuję. Mają być czyste, a ich mycie ma mi sprawiać przyjemność. Dobrze, aby nie były jakoś masakrycznie poplątane. Ten szampon spełnia te kryteria. Do tego jest niedrogi i ma miłe oku opakowanie (nie zacina się pod prysznicem). Pachnie faktycznie coś jakby miodem. Ale jednak wolę wersję z zieloną herbatą. Do ulubieńców nie trafi, ale jestem z niego zadowolona.

ODŻYWKA


Od producenta:

Odżywka Naturia powstała w oparciu o starannie dobrane składniki naturalne, które pielęgnują włosy suche i zniszczone.  Sprawdzona receptura zapewnia włosom zdrowy i piękny wygląd. Miód -  aktywne cząsteczki miodu wnikają we włosy, odżywiają i nawilżają ich włókna. Cytryna - zawiera cenne witaminy i kwasy owocowe, które działają wygładzająco na łuski włosów. 

SKŁAD:

Aqua, Cetyl Alcohol, Cetearyl Alcohol, Stearalkonium Chloride, PEG-20 Stearate, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Cetrimonium Chloride, Isopropyl Alcohol, Panthenol, Hydroxypropyltrimonium Honey, Citrus Medica Limonum, Propylene Glycol, Parfum, Hydroxyisohexyl, Citric Acid, 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Butylphelyn Methylpropional, Limonene, Linalool, [+/- DMDM Hydantoin, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Iodopropynyl Butylcarbamate] 

Moja opinia:

Odżywkę mam już od około roku. Bardzo lubię jej zapach. Jest nieco inny niż szamponu i nie kojarzy mi się z miodem, a tym bardziej z cytryną. To dla mnie taki zapach odżywkowy, jeśli wiecie co mam na myśli.  Konsystencję ma dosyć rzadką. Jest wydajna, bo nie trzeba jej dużo. A czy działa? Sama nie wiem. Włosy niby są miękkie i lśniące, ale efektu wow nie widać. Chyba zbyt rzadko jej używam, aby zauważyć efekty. 


Ostatnio spotkałam się z opinią, że odżywki generalnie nie do końca mają sens, bo włosy to już martwy wytwór i ich odżywianie jako takie sensu nie ma. Sens ma działanie na cebulki włosowe, bo to wpływa na kondycję włosów. I tu zadziałać mogą wcierki lub preparaty doustne. Co Wy o tym myślicie?

niedziela, 6 maja 2012

Joanna Naturia szampon z zieloną herbatą

Bohaterem dzisiejszego posta będzie mój ulubiony ostatnio szampon firmy Joanna z serii Naturia z pokrzywą i zieloną herbatą. Jest to mój drugi szampon z tej serii i przyznam, że polubiłam go dużo bardziej niż poprzednika.


POJEMNOŚĆ: 200 ml
WYPRODUKOWANO: w Polsce
DOSTĘPNOŚĆ: drogerie, supermarkety (ja swój kupiłam w Carrefourze)
CENA:  około 3-4 zł
OPIS PRODUCENTA:
Receptura tego szamponu została opracowana, aby pielęgnować włosy przetłuszczające się i normalne. Oparta jest na bazie ekstraktów z pokrzywy i zielonej herbaty, dzięki czemu wzmacnia włosy i działa antyłojotokowo, tonizująco i przeciwzapalnie. Szampon sprawia, że włosy odzyskują sprężystość, puszystość i blask. Są miękkie i delikatne w dotyku oraz mniej się przetłuszczają.
[źródło: strona internetowa producenta]

SKŁAD: 

MOJA OPINIA: 

Uwielbiam ten szampon przede wszystkim za zapach. Jest to na prawdę zapach herbaty. Ale taki trochę słodki i jednocześnie orzeźwiający. Chyba nigdy nie miałam podobnego szamponu. Jeżeli chodzi o skład to jest on typowy dla kosmetyków tej serii. Jest w porządku, ale bez szału. 

Konsystencja tego produktu jak dla mnie jest w porządku. Szampon ma kolor miętowy, jest przezroczysty i średnio gęsty. Spokojnie można go nałożyć na dłoń i przenieść na włosy bez obawy, że odpłynie. Nie jest może jakiś super wydajny, ale z drugiej strony nie można wymagać nie wiadomo czego za 4 zł. 

Jeżeli chodzi o zapewnienia producenta to z kolei ciężko mi ocenić. Od szamponu oczekuję, że będzie mył włosy i nie powodował przykrych niespodzianek typu łupież. Ten spełnia oba wymogi, a nawet więcej, bo cudnie pachnie, także in plus. Jeżeli chodzi o przeciwdziałanie przetłuszczaniu się... Mam wrażenie, że moje włosy olewają takie sprawy i żyją własnym życiem. Przetłuszczają się kiedy mają na to ochotę i akurat szampon jest im obojętny. Używam kilku różnych odżywek, więc czasem efekt szybkiego przetłuszczenia może być ich winą, a nie szamponu, także ciężko mi to ocenić. Jednakże tuż po umyciu czuję się świeżo i przyjemnie. W dużej mierze za sprawą zapachu.

Myślę, że warto spróbować, bo nie są to duże pieniądze, a produkt jest całkiem niezły. 

CZY KUPIĘ PONOWNIE? Zdecydowanie tak!

OCENA: 4/5 (Bo to jednak tylko zwykły szampon. Minus za średnią wydajność).

niedziela, 1 kwietnia 2012

Marcowe denko

Dzisiaj będzie krótko i na temat, bo niestety mam zbyt mało czasu na więcej. Jutro wylatuję do Barcelony. Jest już po północy, więc w zasadzie to dzisiaj. Nadal nie jestem spakowana. Nie mam pojęcia co zabrać ani jak się ubrać, bo u nas pada śnieg. Cudnie.

Ostatnio także nie miałam czasu publikować, bo zajmowały mnie przygotowania do wyjazdu i pisanie grantu :/ Postaram się poprawić po powrocie. A teraz do rzeczy. Moje zużycia marcowe prezentują się następująco:


1. Tonik Uroda Melisa - fajny tonik, który polubiłam, ale nie umiem powiedzieć czy jakoś spektakularnie poprawił moją cerę. Spełniał swoje zadanie. 

2. Szampon Joanna Naturia z biosiarką i bursztynem - "ciekawy" zapach. Mnie nie przeszkadzał, a szampon ogólnie polubiłam. Kupiłam już następny z tej serii.

3. Balsam Lipikar Baume AP - mój hit i must have. Kocham. Ratuje mi życie zimą, gdy moja skóra na ciele ciągnie, swędzi i mam wrażenie, że przy pochylaniu się zaraz pęknie. Gdy nawet oliwki przestają działać on jeden pozostaje na placu boju. Pisałam o nim w pierwszym poście. 

4. Krem do twarzy bebe do skóry wrażliwej - fajny kremek do codziennego użytku. Polubiłam pomimo parabenów i innych takich.

5. Krem do rąk Oillan - lekka konsystencja, świetnie się wchłaniał, ale niestety na moje ręce za słaby. Dobry krem do używania w ciągu dnia.

6. Szminka ochronna bebe różana - moja ulubiona pomadka ochronna. Lubię ją za zapach i konsystencję.

7. Krople do oczu Starazolin - używam często, bo mam problem z suchością oczu. Są wiecznie przekrwione. Te kropelki mi pomagają.

8. Próbki kremików Vichy i LaRoche - ten drugi pachnie niezbytnio, ale LaRoche ma już takie ciekawe zapachy. Działanie ciężko ocenić po jednej próbce

Na dzisiaj to tyle. Mam nadzieję, że uda mi się jutro wszystko w końcu spakować i że niczego nie zapomnę

piątek, 17 lutego 2012

Lutowe zakupy

Trochę się tego nazbierało. Do posta skłonił mnie dziś odebrany Avon.


Zawsze chciałam wypróbować maseczki z Planet Spa, ale kupowanie pełnych wersji wydawało się bez sensu. W ostatnim katalogu pojawiły się wersje mini w dosyć korzystnej cenie (12x5ml za 19,90 zł), więc postanowiłam skorzystać. Mamy po cztery sztuki z trzech rodzajów.


Poza tym kupiłam też żel do oczyszczania twarzy z serii Clearskin Pore penetrating. Mam też maseczkę z tej serii, więc uznałam, że może komplet zadziała lepiej. W zestawie była też taka oto myjka. Jest bardzo giętka i mięciutka. Dziś jej debiut. Ciekawe jak się będzie sprawowała.


Sam żel ma konsystencję raczej rzadką. Pachnie tak samo jak maseczka. Świeżo i przyjemnie. Podobno ma mieć jakieś mikrogranulki. W tej ilości nałożonej na dłoni ich nie zauważyłam, ale może na twarzy poczuję. Za komplet zapłaciłam 12,90 zł.


Jestem maniakiem promocji i gazetek. W lutym także wykorzystałam różne promocje. Zakupiłam m.in. rybki z Rivala, maseczkę Perfecty i sól do kąpieli oraz dwa kremiki do stóp (póki co wolę Fuss Balsam, bo ładniej pachnie).



Od dłuższego czasu poszukiwałam szamponu Joanny z ekstraktem z drożdży piwnych i chmielu. I udało się :) Znalazłam jedną, samotną butelczynę na półce w Naturze. Z radości dokupiłam też na próbę maskę odbudowującą i szampon błotny.


Szapon Joanna Z apteczki babuni (300 ml) nie zawiera silikonów. Niestety SLSy już tak. Ale nie ma co przesadzać. Pachnie całkiem przyjemnie, ale zapach niezbyt się kojarzy z piwem ;) Producent obiecuje dokładne i skuteczne oczyszczanie włosów i skóry głowy, puszyste, lśniące i miękkie włosy. Zobaczymy!


Z kolei szampon błotny zaintrygował mnie swoją nazwą. Nigdy nie próbowałam takiego specyfiku, a mam wielką ochotę. Dla bezpieczeństwa przetestuję w jakiś wolny dzień. Niestety zawiera silikony (Dimethicone)  i SLSy. Ale jestem bardzo ciekawa samej formuły i działania, także spróbuję. Maska z kolei silikonów nie zawiera. Skierowana do włosów rozjaśnianych, po trwałej lub farbowanych (czyli moich - jestem naturalną blondynką). Ma ona wzmocnić spoistość komórek włosowych, zwiększyć odporność na promieniowanie UV oraz poprawić wygląd włosów i uczynić je gładszymi. Cudów się nie spodziewam, ale dla przyjemności zadbania o włosy, kupiłam. 

W Naturze wypatrzyłam też kilka drobnostek z kolorówki. A miałam kupić kropelki Essence przyspieszające schnięcie lakieru. Zawsze mnie coś skusi.


Od jakiegoś czasu poszukiwałam jakiegoś pudru rozświetlającego. Wybrałam Essence (01 prettylicious) , bo był niedrogi i miał śliczne gwiazdki wytłoczone (ja z tych, co kupują torebkę, bo na podszewce są motylki). Przyznam, że efekt jest delikatny, ale rozświetlenie jest. Taki w sam raz na codzienny makijaż.


 Oprócz tego znalazłam cienie Sensique z wycofanej kolekcji Paradise Island. Były w cenie 1,99 zł za sztukę (data ważności nie minęła), więc wybrałam kolory, których jeszcze nie mam. Kupiłam nr 226, 233, 231 i 234. Mam nadzieję, że choć trochę to widać, ale mają wytłoczone muszelki. Urzekło mnie to.


Kolory są całkiem fajne. Choć pigmentacja nie powala. Gdyby nie były takie tanie, to na pewno bym ich nie kupiła. Najbardziej podoba mi się kolor 234 i już wykorzystałam go w makijażu. Kolor 233 wogóle nie istnieje. Co zresztą widać na zdjęciu poniżej. Zielony jest też całkiem fajnym kolorkiem na codzień. 


Na koniec zakup, którego dokonałam już jakiś czas temu, ale dziś go odnalazłam. Z dedykacją dla ninentaj. Jutro je dostaniesz :) Nie mogłam się oprzeć, gdy je zobaczyłam - od razu pomyślałam o Tobie. Bo nawet takie stare baby jak my mają w sobie małe dzieci. 


Trochę się rozpisałam dziś. Używałyście któregoś z tych produktów? Polecacie czy odradzacie? A może znacie lepsze?


poniedziałek, 23 stycznia 2012

Denko po raz pierwszy

Troszkę się tego nazbierało, więc czas na pierwszą akcję denko. Przyznam, że bardzo mi się ten pomysł spodobał. Mobilizuje do kończenia produktów, a nie zostawiania na dnie i otwierania nowych ;)



1. AA Therapy płyn micelarny do demakijażu oczu i twarzy - producent delkaruje nawilżanie (kwas hialuronowy), łagodzenie (D-pantenol) i oczyszczanie (micele). Hm. Najgorszy to on nie był. Miałam z A inny płyn micelarny (nawilżający) i lepiej sobie radził z makijażem, ale ten też beznadziejny nie był. Raczej nie kupię ponownie, bo mnie nie zachwycił. Nie robił nic ani na plus ani na minus. Zapach jabłkowy? Ciężko stwierdzić. Cena za 250 ml ok. 15 zł. Można dostać lepsze za mniej.

2. Rival de Loop Clean&Care pianka myjąca z wyciągiem z ginkgo i ogórka - muszę przyznać, że ją lubiłam. Nie ściągała twarzy, miała bardzo miły zapach, który nie utrzymywał się zbyt długo na twarzy. Łatwa w użyciu. Bez rewelacji, ale za tą cenę nie jest źle. Nie pamiętam niestety ile za nią dałam, ale na pewno mało.

3. Isana zmywacz do paznokci bez acetonowy - czyli standardowo octan etylu. Szału nima :| Zmywa nieźle, ale pozostawia biały nalot i ekstremalnie wysusza skórę wokół paznokcia. Zdecydowanie nie kupię ponownie. Relatywnie tani.

4. Żel pod prysznic C-THRU emerald - jeżeli ktoś lubi te zapachy to polecam. Fajny żel zapachowy, choć niestety zapach nie zostaje z nami na dłużej (albo ja jestem na niego wybitnie odporna). Nie wysusza i chyba nawet lekko nawilża (a moja skóra jest ekstremalnie problematyczna, także duży plus). Dosyć gęsta konsystencja, także całkiem wydajny. Cena to chyba ok. 8 zł za 250 ml. Mam też wersję Pearl Garden.

5. Acerin krem do stóp Fresh - z mentolem i mocznikiem. Ten kremik nie jeden raz uratował moje stopy. Kocham go całym sercem...i stopami. Lekka konsystencja pozwala na szybkie i bezproblemowe wmasowanie. Pachnie przyjemnie, świeżo. Idealny na lato do zmęczonych i obtartych stóp. Jak sobie porządnie obetrę stopy to właśnie nim je smaruje - następnego dnia zamiast bąbli mam tylko lekkie zaczerwienienia, a i te znikają po kolejnej dawce kremu. Gorąco polecam! (W sprzedaży dostępne są także inne wersje np. na pękające pięty, przeciw poceniu się czy odżywczy)

6. Anida Medi Soft Emulsja do rąk z woskiem pszczelim -  dostałam bezpłatną próbkę, w całkiem wygodnym opakowaniu. Kremik taki całkiem przyjemny, ale jak dla mnie zbyt słaby. Plus za przyjemny, kremowy zapach. Niestety moje ręce są odporne na większość normalnych kremów (zimą pęka mi skóra i nic na to nie pomaga), więc nie mogę powiedzieć czy jest on dobry czy nie. 

7. Anida Krem do rąk i paznokci kwiat lnu - kolejna próbka, kremik bardzo ładnie pachniał, dobrze się wchłaniał, ale znowu ciężko mi go ocenić. 

8. Anida Krem do rąk i paznokci wosk pszczeli - przeznaczony do bardzo suchej skóry (czyli mojej), i tu przyznam, że zdecydowanie się wybija. Może nie jest idealny, ale jak ktoś ma suchą skórę to na pewno się sprawdzi. Dostępny w aptekach.

9. Bioderma SensibioEye krem pod oczy - dostałam w zestawie z płynem micelarnym pod choinkę (rok temu). Zdecydowanie wydajny. I chyba nic więcej o nim nie powiem. Krem jak krem. O ile płyn micelarny był genialny, tak kremek w zasadzie nie zachwycił. 

10. Szampon Eva Natura pokrzywowy - sama natura, nic dodać, nic ująć. Pachnie ziołowo. Konsystencja bardzo rzadka, więc trzeba o tym pamiętam, bo inaczej płynie nam przez palce. Nie zawiera silikonów, więc może plątać włosy. Włosy są po nim czyste i pachnące. Tani i w sumie wydajny (pomimo konsystencji).

11. Joanna Kuracja wzmacniająca w ampułkach - zawiera ekstrakt ze skrzypu i rozmarynu. W sumie włosy mniej wypadają, ale jakichś większych efektów nie zauważyłam. 

12. L'oreal men expert żel do golenia - tak, wiem że to dla Panów, ale wiecznie ją podkradam mężowi, więc dorzuciłam do mojego denka. Uwielbiam ją i tyle. Zapach bardzo łagodny i szybko znika, więc nie ma strachu, że się pachnie jak mężczyzna ;) 

13. Perfecta peeling gruboziarnisty - ma przyjemny zapach i całkiem dobrze złuszcza. Skóra czuje się po nim czysta. Jeśli nie wpadnie mi w oko inny (czytaj któraś z Was mi nie poleci) to myślę, że kupię kolejny.

Znacie? Lubicie? :)

sobota, 14 stycznia 2012

Silikony, SLSy i inne paskudztwa

 Mimo, iż jestem chemikiem (sic!) nie zwracałam specjalnej uwagi na skład kosmetyków. Zazwyczaj po prostu czytałam deklaracje producenta odnośnie działania i sprawdzałam czy produkt ładnie pachnie. Jednakże po przeczytaniu posta BeatyWizaż (klik-klik), który zresztą gorąco polecam, zaczęłam się nad tym zastanawiać. 

W produktach kosmetycznych do ciała, twarzy i włosów możemy znaleźć takie substancje jak silikony, SLSy czy parabeny (oczywiście mnóstwo innych także, ale nie sposób napisać o wszystkim). BeatyWizaż pisze o wpływie silikonów na nasze włosy. Na początku pomyślałam, e tam, bujda. Ale postanowiłam porozmawiać na ten temat z koleżanką z pracy, która jest doktorem i starszym wykładowcą, a tematyka, którą wykłada to właśnie chemia kosmetyków. Pracuje w tym temacie od wielu lat i jest zapraszana przez liczne szkoły na wykłady. Uznałam ją za dobre źródło wiedzy. Potwierdziła informacje, które przeczytałam u BeatyWizaż.

Te produkty nie zawierają silikonów.

Silikony zawarte w kosmetykach do włosów zamykają łuski włosów, dzięki czemu włosy są gładkie, ale utrudniają dostęp do nich substancjom odżywczym. To samo dotyczy kremów i balsamów. Te, które mają silikony w składzie nadają gładkość naszej skórze, ale jeśli mają też np. panthenol, to nie ma on już szans zadziałać, bo nie będzie mógł wniknąć w skórę. 
Postanowiłam unikać tego typu związków na początek w produktach do pielęgnacji włosów. Zakupiłam szampon marki Joanna. Już po drugim myciu poczułam, że włosy bardziej się plączą i bez odżywki się nie obędzie. Ale aplikacja zwykłej ziołowej odżywki sprawiła, że włosy było łatwo ujarzmić i wyglądały też całkiem ładnie. Także myślę, że da się żyć bez silikonów i wyglądać całkiem dobrze. 
Dodam tylko, że wiele firm powoli wycofuje silikony, a zamiast nich stosuje woski.

Kolejnym z chemicznych dodatków są tak zwane SLSy. Są to związki chemiczne takie jak: sodium lauryl sulfate, sodium laureth sulfate. Dodawane są one do szamponów, żeli pod prysznic, past do zębów. Mają na celu spowodować pienieie się. Mają działanie odtłuszczające. Może to także powodować łatwiejsze przedostawanie się zanieczyszczeń i szkodliwych czynników do głębszych warstw skóry, jako że jest ona pozbawiona naturalnej otoczki. Jednakże jeżeli poza tymi substancjami produkt zawiera także te działające nawilżająco czy łagodząco, to myślę, że nie należy przesadzać. Uniknięcie obecności SLSów jest dużo trudniejsze i nie zawsze konieczne.

źródło: http://www.bestskincareproductsguide.com/

Do wielu kosmetyków dodawane są środki konserwujące, które mają na celu przedłużenie życia takiego produktu. Do środków tych zaliczamy także parabeny. Naukowcy nie wiedzą jeszcze dokładnie w jaki sposób oddziaływają one na nasz organizm, ale są podejrzewane m.in. o powodowanie rozwoju guzów piersi. Myślę, że warto ich unikać.

Jakich "bezpiecznych" kosmetyków używacie? Co waszym zdaniem jest warte uwagi?

piątek, 13 stycznia 2012

Zakupowo :)

Ostatnio wybrałam się na zakupy  i zakupiłam (częściowo pod wpływem blogerek) takie oto cudeńka:


1. Płyn do płukania jamy ustnej Colgate Plax - bez alkoholu. Przyznam, że chyba zaprzyjaźnię się z nim na dłużej, bo nie piecze tak, jak te alkoholowe, ale daje przyjemne uczucie czystości i świeżego oddechu. Zakupiłam go w Rossmanie w promocji za jedyne 9,99 zł (500 ml).

2. Isana żel po prysznic Vitamins&Joghurt - kremowy żel z Rossmana. Również w promocji (jak ja je uwielbiam :P) za jedyne 3,59 zł (300 ml). Skusiła mnie opinia Karkam (klik-klik) i przyznam, że mnie też przypadł do gustu. Ładnie pachnie i dobrze się pieni. Skóra też dobrze się po nim czuje.

3. Tonik Uroda Melisa - zakupiony w drogerii Natura po przeczytaniu posta Lusterka-Em (klik-klik). Ma delikatny ziołowy zapach. Nie uczula, nie podrażnia, ma dosyć ciekawy skład. Bardzo wygodna buteleczka - bez problemu można nanieść na wacik tyle produktu ile chcemy. Produkuje go firma Bi-es (jeśli ktoś kojarzy, produkują zapachy dostępne również w Naturze). Ogólnie jestem na tak, ale zobaczymy co będzie dalej. Zapłaciłam za niego 6,49 zł (210 ml).

4. Avon Clearskin Pore Penetrating Clay Mask - maseczka głęboko oczyszczająca pory z glinką i kwasem salicylowym 0,5%. Ładnie pachnie. Wygodna w aplikacji. Szybko wysycha. Stosuję ją tylko na strefę T. Zdecydowaną wadą jest ciężkie w otwieraniu opakowanie :/ Poza tym to póki co mogę powiedzieć tyle, ze coś tam działa, ale raczej z nóg nie powala. Zobaczymy co będzie dalej. Cena to 9,90 zł (w promocji) za 75 ml.

5. Szampon Joanna Naturia z biosiarką i bursztynem - do tego produktu zdecydowanie namówiła mnie BeatyWizaż (więcej o tym w osobnym poście). Wcześniej nie używałam tej serii. Wybrałam akurat ten, gdyż ma pomóc na włosy skłonne do łupieżu i przetłuszczania się (i częściowo dlatego, że akurat innego nie było). Pierwsze co mnie uderzyło to zapach (biosiarka). Poczułam się od razu jak w pracy (czyli na laboratorium). Jako że jestem chemikiem takie zapachy nie robią na mnie jakoś szczególnie złego wrażenia, zwłaszcza, że ten nie jest intensywny i nie utrzymuje się na włosach. Zwłaszcza jeśli uzyjemy odżywki. Póki co trudno mi ocenić efekty, także ocenię go później. Cena to 5,29 zł za 200 ml.

6. Eveline Emulsja do demakijażu bioHYALURON 4D - skusił mnie do siebie ciekawym opisem i firmą. Nie próbowałam jeszcze kosmetyków tej firmy (jedynie lakiery do paznokci, które bardzo lubię). Ma on zawierać kwas hialuronowy i roślinne komórki macierzyste. W sumie czemu by nie? Tyle, że niestety zawiera parabeny. Ale nie ma ideałów. Plus za pojemniczek z pompką. Póki co moja ocena jest raczej na tróję z minusem. Średnio sobie radzi z maskarą (MaxFactor 2000Calorie) i trochę piecze mnie w oczy (może to efekt kwasu hialuronowego). Dam mu jeszcze szansę. Zapłaciłam za to cudo w wersji 4D w drogerii Natura 16,49 zł za 245 ml.

7. Rival de Loop Hydro Roll-on pod oczy 4 w 1 - powoli kończy mi się moja Bioderma pod oczy i postanowiłam wypróbować dobrodziejstwa pod tytułem roll-on pod oczy. Pierwotnie miał być to Garnier, ale stwierdziłam, że za taką cenę to wolę być pewna, że to na mnie działa. Dlatego wybrałam tańszą wersję Rossmannowską. Jest to produkt połączony z korektorem. Aplikator składa się z metalowej kulki, którą nakladamy produkt. Myślę, że bardziej obszerną recenzję napiszę później. Za 15 ml zapłaciłam 9,49 zł.

Jestem ze swoich zakupów całkiem zadowolona. A co wy myślicie o tych produktach? Używałyście, któregoś z nich?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...