Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cienie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cienie. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 maja 2012

MIYO Appletini :)

Dzisiaj będzie makijażowo. A konkretniej o małej paletce cieni, którą zakupiłam podczas podróży do Warszawy w drogerii Jaśmin. U mnie niestety kosmetyki MIYO nie są dostępne, a wiele dziewczyn je zachwala, więc postanowiłam to sprawdzić. Długo się nie mogłam zdecydować, ale w końcu wybrałam wersję cieni Appletini. Podoba mi się nazwa. Poza tym takich kolorków jeszcze nie miałam.


Paletka jest zaopatrzona w mały aplikator (okropnie drapiący, więc do niczego się nie nadaje). W jej skład wchodzą trzy cienie: dwa zielone i żółty. Dają one matowy efekt. Ich pigmentacja jest średnia. Nie jest bardzo mocna, ale też nie jest słaba. W łatwy sposób możemy stopniować intensywność kolorów, co bardzo mi się podoba.

A oto co za jej pomocą zmalowałam (nie patrzcie na włosy i brwi - spieszyłam się ;)):







Wiem, że makijaż nie jest idealny, ale dopiero się uczę. Jestem z siebie dumna, bo odważyłam się na całkiem konkretne kolorki. I przyznam, że świetnie się w tym zestawieniu czułam. Zakochałam się w tej paletce :) Oprócz niej użyłam jeszcze brązowego matowego cienia Sensique oraz czarnej kredki. A na ustach mam pomadkę Inglot.


środa, 29 lutego 2012

Ulubieńcy lutego

W tym miesiącu postanowiłam podzielić się z Wami także swoimi ulubieńcami. Uważam, że poza bublami to jedne z lepszych postów. Czytając je u Was zawsze nabieram chęci na zakupy :)


Na mój zachwyt zasłużyły:
1. Bielenda dwufazowy płyn do demakijażu Awokado - recenzja TU.
2. Mr Potters balsam do włosów Imbir - lubię jego zapach. Włosy są po nim miękkie i błyszczące. 
3. Lakier Sensique Oriental Dream (261) RoseWood - pisałam o nim TU. Choć zapoznałam w styczniu, to stał się lutowym ulubieńcem.
4. Catrice cień do powiek Welcome To Miami Peach - bardzo fajny jako dzienny na całą powiekę lub do rozświetlania łuku brwiowego.
5. Kobo cień do powiek GoldenRose - chyba już słynny cień. Pokochałam całym sercem. 

Postaram się o recenzję każdego z tych produktów w najbliższym czasie. Myślę, że są warte uwagi.

piątek, 17 lutego 2012

Lutowe zakupy

Trochę się tego nazbierało. Do posta skłonił mnie dziś odebrany Avon.


Zawsze chciałam wypróbować maseczki z Planet Spa, ale kupowanie pełnych wersji wydawało się bez sensu. W ostatnim katalogu pojawiły się wersje mini w dosyć korzystnej cenie (12x5ml za 19,90 zł), więc postanowiłam skorzystać. Mamy po cztery sztuki z trzech rodzajów.


Poza tym kupiłam też żel do oczyszczania twarzy z serii Clearskin Pore penetrating. Mam też maseczkę z tej serii, więc uznałam, że może komplet zadziała lepiej. W zestawie była też taka oto myjka. Jest bardzo giętka i mięciutka. Dziś jej debiut. Ciekawe jak się będzie sprawowała.


Sam żel ma konsystencję raczej rzadką. Pachnie tak samo jak maseczka. Świeżo i przyjemnie. Podobno ma mieć jakieś mikrogranulki. W tej ilości nałożonej na dłoni ich nie zauważyłam, ale może na twarzy poczuję. Za komplet zapłaciłam 12,90 zł.


Jestem maniakiem promocji i gazetek. W lutym także wykorzystałam różne promocje. Zakupiłam m.in. rybki z Rivala, maseczkę Perfecty i sól do kąpieli oraz dwa kremiki do stóp (póki co wolę Fuss Balsam, bo ładniej pachnie).



Od dłuższego czasu poszukiwałam szamponu Joanny z ekstraktem z drożdży piwnych i chmielu. I udało się :) Znalazłam jedną, samotną butelczynę na półce w Naturze. Z radości dokupiłam też na próbę maskę odbudowującą i szampon błotny.


Szapon Joanna Z apteczki babuni (300 ml) nie zawiera silikonów. Niestety SLSy już tak. Ale nie ma co przesadzać. Pachnie całkiem przyjemnie, ale zapach niezbyt się kojarzy z piwem ;) Producent obiecuje dokładne i skuteczne oczyszczanie włosów i skóry głowy, puszyste, lśniące i miękkie włosy. Zobaczymy!


Z kolei szampon błotny zaintrygował mnie swoją nazwą. Nigdy nie próbowałam takiego specyfiku, a mam wielką ochotę. Dla bezpieczeństwa przetestuję w jakiś wolny dzień. Niestety zawiera silikony (Dimethicone)  i SLSy. Ale jestem bardzo ciekawa samej formuły i działania, także spróbuję. Maska z kolei silikonów nie zawiera. Skierowana do włosów rozjaśnianych, po trwałej lub farbowanych (czyli moich - jestem naturalną blondynką). Ma ona wzmocnić spoistość komórek włosowych, zwiększyć odporność na promieniowanie UV oraz poprawić wygląd włosów i uczynić je gładszymi. Cudów się nie spodziewam, ale dla przyjemności zadbania o włosy, kupiłam. 

W Naturze wypatrzyłam też kilka drobnostek z kolorówki. A miałam kupić kropelki Essence przyspieszające schnięcie lakieru. Zawsze mnie coś skusi.


Od jakiegoś czasu poszukiwałam jakiegoś pudru rozświetlającego. Wybrałam Essence (01 prettylicious) , bo był niedrogi i miał śliczne gwiazdki wytłoczone (ja z tych, co kupują torebkę, bo na podszewce są motylki). Przyznam, że efekt jest delikatny, ale rozświetlenie jest. Taki w sam raz na codzienny makijaż.


 Oprócz tego znalazłam cienie Sensique z wycofanej kolekcji Paradise Island. Były w cenie 1,99 zł za sztukę (data ważności nie minęła), więc wybrałam kolory, których jeszcze nie mam. Kupiłam nr 226, 233, 231 i 234. Mam nadzieję, że choć trochę to widać, ale mają wytłoczone muszelki. Urzekło mnie to.


Kolory są całkiem fajne. Choć pigmentacja nie powala. Gdyby nie były takie tanie, to na pewno bym ich nie kupiła. Najbardziej podoba mi się kolor 234 i już wykorzystałam go w makijażu. Kolor 233 wogóle nie istnieje. Co zresztą widać na zdjęciu poniżej. Zielony jest też całkiem fajnym kolorkiem na codzień. 


Na koniec zakup, którego dokonałam już jakiś czas temu, ale dziś go odnalazłam. Z dedykacją dla ninentaj. Jutro je dostaniesz :) Nie mogłam się oprzeć, gdy je zobaczyłam - od razu pomyślałam o Tobie. Bo nawet takie stare baby jak my mają w sobie małe dzieci. 


Trochę się rozpisałam dziś. Używałyście któregoś z tych produktów? Polecacie czy odradzacie? A może znacie lepsze?


środa, 1 lutego 2012

Buble

Przyszedł czas na opisanie bubli, które niestety trafiły w moje łapki. Z przykrością to piszę, bo jak je kupowałam to na prawdę bardzo się cieszyłam.


 A oto produkty nominowane:
1. Avon Skin So Soft Satin Sheer dwufazowy nawilżający olejek w sprayu 125 ml - moim zdaniem nie spełnia on swojej roli. Dodatkowo jego aplikacja bardzo mnie irytuje. Myślałam, że psikacz tylko ułatwi sprawę, ale efekt jest taki, że olejek jest wszędzie (na skórze też). Nie jestem w stanie go aplikować przy zamkniętych drzwiach od łazienki, bo mam wrażenie, że się zaraz uduszę. Ma bardzo intensywny zapach, który mnie niestety drażni. Właściwości nawilżających nie zauważyłam. Fajny gadżet, ale na mnie nie zadziałał.

2. Eveline Emulsja do demakijażu bioHYALURON 4D - pisałam o niej tu. I zdania nie zmieniłam. Szczypie w oczy i w skórę wokół oczu. Podkład może i zmywa, ale z tuszem sobie wogóle nie radzi (zrobiłam kreskę eyelinerem na dłoni - nawet jej nie ruszył, zmyłam ją zwykłym tonikiem :/). Po zmyciu nim twarzy muszę ją przemyć innym preparatem lub choćby spłukać wodą pozostałości tego, bo inaczej piecze mnie skóra. Nie lubimy się.

3. Cztery pory roku Balsam rozświetlający - skusił mnie efekt rozświetlenia. I w sumie ten efekt uzyskałam. Ale używam tylko na inny balsam. Kiedy nakładam go bezpośrednio na skórę to niestety czuję, że mnie szczypie (sic!). Jednakże moja skóra jest na prawdę bardzo trudna i sądzę, że to efekt jej wyjątkowego wysuszenia, a nie samego produktu. A drobinki rozświetlacza niestety nie utrzymują się zbyt długo. Konsystencja też raczej rzadka. 

4. Vichy NutriExtra koncentrat odżywczo-regenerujący - to chyba moje największe rozczarowanie. Konsysntencja jak dla mnie fatalna. Z pozoru idealna - ani rzadka ani gęsta - ale przy pierwszym kontakcie w skórę znika. Można pomyśleć, świetnie się wchłania. I tak jest. Ale za szybko. Przez co jest bardzo niewydajny. Tę tubkę mam od świąt, a używałam jej dotąd może z 7 razy (prawie się kończy). Ponadto moja skóra wcale nie czuje się jakoś rewelacyjnie zregenerowana. Nie jest zły, ale szału nie ma. Od koncentratu spodziewałam się więcej (ale przypominam, iż moja skóra jest problematyczna).

5. Yves Rocher krem do stóp lawendowy - krem jak krem. Nie robił z moimi stopami nic. Do tego zapach jak na lawendę niezbyt mi przypadł do gusty (a akurat YR lubię pod względem zapachów). Do tego niewydajny. Tubka jest nieporęczna, bo gdy została mi połowa kremu, musiałam ją przeciąć, bo nie mogłam wydostać kremu inaczej :/

6. Cienie do powiek Verona Butterfly - im poświecę ciut więcej miejsca, gdyż w zasadzie nie wiem czy to na pewno bubel. Kupiłam je ostatnio w ramach pocieszania się po ostatnich niepowodzeniach. Kusiły mnie już dłuższy czas swoim ślicznym opakowaniem i jakby satynową fakturą. Po prostu cieszą oko w pudełku.


Niestety dużo gorzej się sprawują na skórze. Jeśli nabierzemy je na palec to jest jeszcze nieźle. Ale po nałożeniu na powiekę nikną. Nie mówię już o rozcieraniu. Mają za to ładny rozbłysk (ale nie ma tam drobinek świecacych). Także jasny cień nadaje się na pewno jako rozświetlacz pod łuk brwiowy. O trwałości niestety jeszcze nic powiedzieć nie mogę, bo trochę się zniechęciłam i nie zrobiłam nimi makijażu. Ale planuję dać im jeszcze szansę, dlatego nie zaliczyłam ich jeszcze w 100% do bubli. Poza tym za 10 zł chyba nie można oczekiwać cudów...



7. Ziaja Med Kremowa baza myjąca fizjoderm - jak już pisałam mam bardzo problematyczną skórę, ale akurat ten produkt do takowych jest przeznaczony. Jak dla mnie pomyłka. Nie robił nic. Pachnie dosyć neutralnie. Ale bezzapachowy jak dla mnie nie jest. Konsystencja znośna (nie jest zbyt rzadka). Nie pieni się (co w sumie uważam za plus, bo w końcu to produkt dla skóry z problemami). Miał natłuszczać skórę i przywracać jej równowagę. U mnie nie zadziałał. [Przypomniałam sobie o tym później i dlatego ten produkt jest dodany osobno]

Próbowałyście? Co myślicie o tych produktach?

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...