piątek, 2 listopada 2012

Zakupy promocyjne :)

Dzisiaj rano postanowiłam wejść do Rossmanna po kilka potrzebnych rzeczy. Gdy wychodziłam z domu w skrzynce czekała na mnie już ich najnowsza gazetka promocyjna. A w niej produkty, które planowałam kupić w promocji :D Miły początek dnia. A oto co kupiłam:


Poza promocja była tylko pianka Nivea. Ale właśnie skończyły mi się wszystkie działające produkty do stylizacji, więc postanowiłam dać szansę tej marce. Jestem ciekawa jak sprawdzą się pozostałe nowości.

Znacie? Lubicie?

środa, 31 października 2012

Błyszczyki Bell AirFlow Colour Boom

Przed wakacjami w Biedronce można było kupić całą serię kosmetyków marki Bell - Air Flow. W ofercie były między innymi błyszczyki. Ja skusiłam się na dwie sztuki. W zasadzie to najpierw kupiłam jeden, a po wypróbowaniu poleciałam po drugi. Dzisiaj co nieco Wam o nich opowiem.



POJEMNOŚĆ: brak informacji
WYPRODUKOWANO: w Polsce
DOSTĘPNOŚĆ: drogerie stacjonarne i internetowe
CENA:  około 8 zł (tyle za nie zapłaciłam)
WAŻNOŚĆ: 12 miesięcy od otwarcia

OPIS PRODUCENTA:



OPAKOWANIE:


Błyszczyk do ust zapakowany jest w papierowo-plastikowy blister, co daje nam pewność, że nikt go wcześniej nie otwierał i nie macał. Bardzo mi się to podoba. Nawet jeżeli przez to nie mam możliwości wypróbowania produktu. Na opakowaniu znajdują się takie informacje jak skład, obiecanki producenta i nr koloru. Brak jednak informacji o pojemności - dziwne. Sam produkt umieszczony jest w kwadratowym pojemniczku typowym dla błyszczyków. Opakowanie jest lekkie i łatwe w obsłudze. Na początku troszkę skrzypiało przy otwieraniu. 



Do nakładania służy nam klasyczna gąbeczka. Wygodna i nabiera odpowiednią ilość produktu.

SKŁAD:


Tu się nie wykażę. Niewiele mi ten skład mówi.

KONSYSTENCJA I KOLOR:


Błyszczyk jest dosyć gęsty. Zawiera maleńkie drobinki, które na szczęście nie są nachalne i nie pozostają na ustach. Dla mnie konsystencja jest w sam raz. Lubię takie.


Kolorki wybrałam dwa - 06 i 04 (patrząc od lewej). Obydwa kolorki są bardzo delikatne. Pierwszy nadaje ustom lekko różowego zabarwienia, a drugi zachowuje się jak bezbarwny. Drobinek nie widać prawie wcale. Są widoczne tylko gdy pada na nie słońce. Taki efekt bardzo lubię.

ZAPACH:

Bardzo przyjemny, słodkawy. Kojarzy mi się owocowo. 

OPINIA OGÓLNA:

Ogólnie rzecz ujmując jestem raczej użytkownikiem błyszczyków. Pomadki są dla mnie dużo trudniejsze w użytkowaniu. Te jasne są ok, ale już ciemniejsze kolory wymagają więcej zachodu. Potrzebna jest konturówka do ust (której nomen omen nie posiadam), umiejętność nie wyjeżdżania za linie :P, specjalny pędzelek (mam!) i przede wszystkim czas. Błyszczyk jest przy tym łatwy, szybki i wygodny. Dwa machnięcia i efekt gotowy.


Błyszczyki Bell zachęciły mnie do zakupu ceną. I chęcią spróbowania czegoś nowego. Pierwszy w życiu błyszczyk jakiego używałam był właśnie tej marki (ale źle go wspominam). Po wypróbowaniu jednego, dokupiłam drugi. Podoba mi się efekt, który pozostawiają na ustach, zapach i konsystencja. 

Czy kupię go ponownie? Czemu nie. Ale najpierw muszę wykończyć ten i kilka innych ;) No i moją całą kolekcje pomadek.

niedziela, 28 października 2012

Ziaja Ulga - peeling enzymatyczny

Dzisiaj będzie bardzo zaległa notka. Będzie to recenzja peelingu z serii Ziaja Ulga. Produkt ten otrzymałam do testów od Innookiej. 



POJEMNOŚĆ: 60 ml 
WYPRODUKOWANO: w Polsce
DOSTĘPNOŚĆ: drogerie stacjonarne i internetowe
CENA:  około 8 zł 
WAŻNOŚĆ: 05.2014

OPIS PRODUCENTA:



Ulga dla skóry wrażliwej
papaina - keratynolityczny enzym roślinny, antyleukina 6 - biologiczny czynnik ochronny (B.P.F) z algi Laminaria ochroleuca, gliceryna, alantoina, prowitamina B5.
preparat hypoalergiczny, bezzapachowy
0% barwników
0% silikonów
0% olejów mineralnych

DZIAŁANIE
oczyszczanie skóry wrażliwej
•  Delikatnie złuszcza komórki naskórka.
• Wygładza, nawilża i wyraźnie zmiękcza skórę.
• Ułatwiając wnikanie substancji aktywnych wzmacnia skuteczność pielęgnacyjną.

STOSOWANIE
1-2 razy w tygodniu nanieść równomiernie peeling na skórę twarzy, omijając okolice oczu. Wykonać delikatny masaż, zmyć ciepłą wodą po około 5-10 minutach.


OPAKOWANIE:


Peeling zamknięty jest w białej plastikowej tubce dosyć charakterystycznej dla produktów Ziai. Z tego co wiem, to możemy w bardzo podobnym opakowaniu odnaleźć kremy do rąk. Opakowanie jest wykonane z nieprzezroczystego i dosyć twardego plastiku. Myślę, że może to utrudniać wydostanie resztek produktu (nie wiem, mam go jeszcze sporo).  Tubka zakończona jest zatyczką. Dzięki temu, że całość na tej zatyczce stoi produkt zawsze ładnie nam spływa do otworu. Mimo to nic nie przecieka ani się nie wylewa. Jak dla mnie to całkiem estetyczne opakowanie.

 

SKŁAD:


Zgodnie z tym co podaje na swojej stronie Ziaja, substancjami aktywnumi są GLICERYNA, ANTYLEUKINA 6, ALANTOINA, PROWITAMINA B5 (D-PANTHENOL). Gdyby tylko nie te parabeny...

KONSYSTENCJA:

Raczej żelowata, pozbawiona drobinek. Półprzezroczysty produkt. W konsystencji przypomina mi hmm... krochmal? Innych skojarzeń nie wypada przytaczać ;) Łatwo się go nakłada i łatwo zmywa, wiec jestem na tak.


ZAPACH:

Bardzo delikatny, prawie niewyczuwalny. Typowy dla produktów Ziai do skóry wrażliwej (także seria med).

DZIAŁANIE:

Po użyciu peelingu skóra jest gładka i promienna. Nie jest to może jakiś efekt wow, ale zdecydowanie odczuwalny. Wydaje mi się, że spełnia swoją rolę. Mojej skóry nie podrażnił.

OPINIA OGÓLNA:

Jest to mój pierwszy w życiu peeling enzymatyczny. Wcześniej używałam tylko takich mechanicznych. Fanki zdzierakowania będą zawiedzione, ale osoby z wrażliwą skórą powinny się z nim polubić. Z racji tego, że nie mam porównania produkt wypadł dobrze. Spełnia swoją rolę, nie jest drogi, nie pachnie brzydko i ogólnie nie sprawia problemów. 

Czy kupię go ponownie? Raczej nie. Chcę wypróbować coś innego. Poza tym jest ekstremalnie wydajny, więc zanim go zużyję będę miała ochotę na zmianę ;)

poniedziałek, 22 października 2012

Powrót blogerki marnotrawnej

Kochane,
nie było mnie z Wami jakieś dwa miesiące. Stęskniłam się niemiłosiernie, ale chyba zdałam sobie z tego sprawę dopiero w momencie, w którym znowu tu zajrzałam i zaczęłam czytać Wasze posty. A teraz biorę się za tłumaczenie.

Powodem mojej nieobecności był remont mieszkania. Miał potrwać 1,5 tygodnia. Trwa nadal od połowy sierpnia. Dwa miesiące mieszkałam u moich rodziców, którym na domiar złego zepsuł się komputer :/ Jak już wróciłam do domu to najpierw musiałam odkopać komputer spod sterty pyłu, kurzu, cekolu i Bóg wie czego jeszcze. Oczywiście priorytetem była łazienka i toaleta, a następnie kuchnia i sypialnia. Stąd tak duże opóźnienie w moim pojawieniu się na blogu.

Dostawałam od Was pytania co się ze mną dzieje i muszę przyznać, że było mi niesamowicie miło, że po pierwsze wogóle zostało to zauważone, a po drugie, że jednak komuś mojego skrobania brakowało. Dziękuję! Dałyście mi motywację, której ostatnio tak bardzo mi brakuje. Myślę w związku z tym nad jakimś rozdaniem ;)

W międzyczasie brzuszek już mi całkiem urósł. Choć w płaszczu nadal nie widać :P I wiadomo już, że będzie syn! Jaś :)

A teraz zabieram się za przygotowywanie postów i czytanie Waszych. Mam ogroooomne zaległości. 

Udanego tygodnia!

wtorek, 14 sierpnia 2012

Garnier brzoskwiniowy mus do ciała

Jakiś czas temu dostałam od Garniera jeden w nowych balsamów - łagodzący mus do ciała z brzoskwinią i L-Bifidusem. Jest to nowa (obecnie już nie tak nowa) seria kosmetyków Garniera. Używałam kiedyś czerwonego balsamu (tego z syropem klonowym) i bardzo go lubiłam, więc byłam pełna dobrych myśli i nadziei. Do tego miłe zaskoczenie po użytkowaniu musu z Avonu (pisałam o nim TU) tym bardziej zachęcało mnie do tego kosmetyku.


POJEMNOŚĆ: 250 ml
WYPRODUKOWANO: w Polsce
DOSTĘPNOŚĆ: drogerie stacjonarne i internetowe
CENA:  około 12 zł (zależnie od promocji i sklepu)
WAŻNOŚĆ: 12 miesięcy od otwarcia
OPIS PRODUCENTA:


OPAKOWANIE:


Balsam zamknięty jest w plastikowym opakowaniu w kolorze seledynowym. Dosyć klasyczne jak na kosmetyki Garniera. Biała zatyczka nie powoduje większych trudności w otwieraniu czy zamykaniu produktu. Problem może stanowić jedynie wydobycie musu pod koniec użytkowania. Nie ma zbytnio możliwości postawienia opakowania "na głowie", bo zatyczka jest półokrągła.


Niestety opakowanie jest nieprzezroczyste, więc ciężko dojrzeć ile musu nam jeszcze zostało. Nawet pod światło.

SKŁAD:


Wysoko w składzie znajduje się alkohol, ale zaraz za nim olej z brzoskwini i masło shea. W składzie nie ma parabenów. Czyli ogólnie całkiem nieźle.

KONSYSTENCJA:


Gdyby był to pierwszy produkt o nazwie mus, który użytkuję to pewnie bym pomyślała, że tak to ma wyglądać. Ale jako pierwszy używałam mus z Avonu i muszę przyznać, że tamten produkt dużo bardziej mi mus przypomina. Ten ma bardziej kaszkowatą (?) konsystencję. W zasadzie ciężko ją określić. Niezbyt mi odpowiada. Małe grudki jakoś tak średnio mi pasują. Dodatkowo po rozsmarowaniu pozostawia lepką warstwę, która mnie całkowicie odstrasza.

 

ZAPACH:

Delikatny, całkiem przyjemny. Trochę przebija zapach alkoholu. Nie jest to mój zapach, ale jeśli ktoś lubi zapach brzoskwinio-podobny to powinien być zadowolony. 

DZIAŁANIE:

Mus pozostawia dosyć klejącą warstwę. Po nałożeniu mam uczucie wilgotnej skóry. Nie przepadam za takim uczuciem, ale sporo balsamów i mleczek wywołuje taki efekt. Nawilżenie określiłabym jako dobre. Nie wywołał u mnie jakiegoś nadzwyczajnego efektu na skórze, ale też nie było źle. Jak na tak lekką konsystencję jest całkiem dobrze. 

OPINIA OGÓLNA:

Mnie ten produkt nie przekonał. Na mojej skórze się nie sprawdził. Ale przede wszystkim nie odpowiada mi jego konsystencja. Nie lubię gdy moja skóra się klei. Moja Mama używa tego musu w wersji winogronowej i jest nim zachwycona, także sądzę, że wiele osób będzie z tego kosmetyku zadowolona. Ja niestety nie byłam. Dlatego ląduje on u mojej Mamy :)

Czy kupię go ponownie? Tego nie kupiłam, tylko dostałam, ale sama go nie kupię. Mam tyle balsamów i maseł, które lubię, że nie ma sensu się męczyć z takim, który mi nie leży.

środa, 8 sierpnia 2012

Lipcowe denko

Jak zwykle z dużym opóźnieniem prezentuję Wam lipcowe denko. Troszkę się tego nazbierało. Jak zawsze u mnie najwięcej balsamów do ciała ;)


1. Balsam do ciała BeBeauty regenerujący - dostałam go jako nagrodę w rozdaniu. Bardzo fajny balsam. Nie wiem czy wygładził moją skórę, ale na pewno dobrze mi się go używało. Przyjemny, świeży zapach sprawił, że zostawiłam go na upalne dni.  Mógłby być wydajniejszy.

2. Żel pod prysznic Kamille Sensitive - słaby. Kupiłam na promocji w Superpharm, ale nie jestem zadowolona. Fajne opakowanie. Zapach jak dla mnie niezbyt fajny. Jakiś taki nijaki. Jakoś go zmęczyłam.

3. Palmolive Men żel pod prysznic - zapach ma fajny. Myje. Czyli spełnia wszystkie wymogi mojego Męża ;)

4. Balsam do ciała Bebe do cery suchej - kupiłam rok temu w Niemczech. Ma bardzo przyjemny zapach, który się długo utrzymuje na skórze. Bardzo go lubiłam. Fajny produkt. Mógłby być u nas też dostępny.

5. Płyn do higieny intymnej AA - zawiera kwas mlekowy. Zwykły płyn. Nie podrażniał, nie miał zapachu, dobrze mył. Plus za opakowanie z pompką. 

6. Krem do stóp BeBeauty - polubiliśmy się. Tani, a całkiem niezły. Jakoś drastycznie stanu stóp mi nie poprawił, ale utrzymywał je na tym samym poziomie co były. Przyjemnie się go stosowało.

7. Krem do stóp Gehwol - opakowanie próbki wystarczyło mi chyba na trzy razy. Całkiem fajny kremik. Zdecydowanie mocniejsze działanie od tego z Biedronki.

8. Żel pod oczy z arniką Floslek -  rzeczywiście likwidował opuchnięcia, ale poza tym nic więcej. Lubiłam go, choć konsystencja mogłaby być gęstsza. 

9. Peeling cukrowy Perfekta - pisałam o nim TU.

10. Peeling do stóp Avon -  mocniejszy niż wersja o której pisałam TU. Ale słabszy od kolegi z Biedronki. Mimo wszystko całkiem fajny peeling.

11. Dezodorant w kulce Dove - pisałam o nim TU.

12. Lakier Essence - użyłam go raz i choć kupiłam pół roku temu to się rozdzielił i zważył :/ Nie wiem czemu, bo go trzymałam z innymi lakierami. Trudno.

 Do kosza z nimi! :)

A na kolację dzisiaj proponuję słodką kukurydzę z masełkiem. Dla niewtajemniczonych kukurydzę wrzucamy na osolony wrzątek i gotujemy około 10 minut. Potem na patelni roztapiamy masełko i wrzucamy na nie ugotowane kolby. Obtaczamy je w masełku i wbijamy wykałaczki i gotowe :) Zdrowe i pyszne :)


Oddam w dobre ręce - wyniki losowania.

Z racji, że zgłosiło się więcej osób dokonałam losowania. Kosmetyki polecą do....



Gratulacje! Czekam na dane adresowe :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...